Poród w metrze, kolejka po świeczkę. Ks. Stasiewicz z Charkowa: Rozgrywają się dramaty

Poród w metrze, kolejka po świeczkę. Ks. Stasiewicz z Charkowa: Rozgrywają się dramaty

Metro w Charkowie
Metro w Charkowie Źródło: Newspix.pl / ABACA
– Najtrudniejsza jest noc. Noc szybko zapada, chociaż po zmianie czasu jest już trochę lepiej. Gdy robi się ciemno i obowiązuje godzina policyjna, wszędzie ze względu na bezpieczeństwo są wygaszone światła. Niektórzy w domach zapalają świeczki, ale trzymają je w ukryciu, żeby nikt tego nie widział, żeby nie dawać oznak, że w tym miejscu ktoś żyje – powiedział ks. Wojciech Stasiewicz w wywiadzie dla „Wprost”. Wikariusz parafii katedralnej w Charkowie przytoczył historie napotkanych ludzi, w tym pani Ludmiły, która miała poruszającą prośbę.

Magdalena Frindt, „Wprost”: Ukraina już kolejny dzień walczy z rosyjskim agresorem. Czy teraz, w chwili gdy rozmawiamy, czuje się ksiądz przynajmniej względnie bezpiecznie?

Ks. Wojciech Stasiewicz, wikariusz parafii katedralnej w Charkowie, dyrektor Caritas Spes Charków: Jestem w katedrze w Charkowie, gdzie mieszkamy, gdzie działamy, jeśli chodzi o Caritas, centrum socjalne. Tak naprawdę żyjemy z dnia na dzień, wszystko jest w rękach Pana Boga. Staramy się w miarę możliwości przestrzegać procedur bezpieczeństwa, ale z uwagi na to, że trwa wojna, nie możemy niczego zaplanować i na tyle się ubezpieczyć, żeby być i czuć się pewnym.

Charków jest jednym z najostrzej atakowanych miast. Jak wygląda wasza codzienność?

Jeśli chodzi o Charków i obwód charkowski to cały czas prowadzone są tutaj intensywne, spotęgowane działania ze strony okupanta w wymiarze militarnym. Dzisiaj (w czwartek – red.) w nocy wybuchy było słychać przynajmniej kilkadziesiąt razy w różnych częściach miasta. Na jednym z osiedli został uszkodzony gazociąg, wielu mieszkańców nie miało prądu, wody. Na początku tygodnia było spokojnie może pół dnia, może trochę dłużej. A tak? W środku dnia i nocy ciągle słychać wiele ostrzałów ze strony okupanta, ale słychać również ukraińskie kontrataki.

Da się przyzwyczaić do takiej rzeczywistości?

Nie mogę powiedzieć, że do tego można się przyzwyczaić, ale trzeba funkcjonować, trzeba żyć, trzeba wykonywać swoje obowiązki. To jest rzeczywistość. Nie widziałem na własne oczy, ale wolontariusze opowiadali, że wielokrotnie widzieli lecące rakiety.

Macie dostęp do żywności, lekarstw?

Sytuacja różni się w zależności od regionu Charkowa. Według oficjalnych statystyk funkcjonuje 45 większych sklepów. Wczoraj byłem w dwóch sklepach i jeśli chodzi o dostępność produktów, to jest jakieś 70-80 proc. tego, co było przed wybuchem wojny. Można powiedzieć, że jest prawie wszystko. Problem jest z pieczywem, owocami i warzywami, woda jest tylko niegazowana, nabiał przerzedzony, ale trzeba Bogu dziękować, że te sklepy są otwarte. Ustawiają się przy nich długie kolejki. Najgorzej jest z aptekami. Zauważalny jest niedobór lekarstw.

Kilka dni temu, gdy zawoziliśmy lekarstwa i artykuły spożywcze dla pewnej rodziny, byłem świadkiem, że w 6-tysięcznej wiosce, która znajduje się przed Charkowem, kilkaset osób stało na ulicy przy poczcie, bo ten budynek spełnia teraz rolę przekaźnika pomocy humanitarnej. Około 300 osób stało tam od rana, bo prawdopodobnie po obiedzie przyjedzie jakaś dostawa. W środę każdy dostał półlitrową butelkę Coca-Coli, dzień wcześniej po jednej świeczce. Nie wiadomo, co przyjedzie danego dnia.

A jak reagujecie na ciszę? Ona cieszy czy wywołuje napięcie przed kolejnymi atakami?

To taka cisza przed burzą, która powoduje, że ludzie jeszcze bardziej wytężają swoje zmysły i zastanawiają się, czy zaraz się coś nie stanie, czy ta cisza to tylko czas na naładowanie akumulatorów, bo najczęściej do tego to się sprowadza. To wywołuje niepokój.