Pod Lwowem „robi się nie do wytrzymania”. Mróz, śnieg i kilkanaście godzin bez prądu

Pod Lwowem „robi się nie do wytrzymania”. Mróz, śnieg i kilkanaście godzin bez prądu

Wojna w Ukrainie
Wojna w Ukrainie Źródło: PAP / Viacheslav Ratynskyi
Rosjanie niszczą infrastrukturę krytyczną w Ukrainie, przez co w całym kraju mieszkańcy zmagają się z przerwami w dostawach prądu, wody i ogrzewania. Niektórzy decydują się na zakup agregatów prądotwórczych, jak jednak opisuje gazeta.pl, wwiezienie ich do kraju „graniczy z cudem”. – Robi się nie do wytrzymania – powiedziała jedna z mieszkanek okolic Lwowa.

W ostatnich dniach Rosjanie prowadzili zmasowany ostrzał ukraińskich miast. Pociski trafiały w budynki mieszkalne, jednak celem rosyjskich ataków miała być przede wszystkim infrastruktura krytyczna. Ataki te sprawiają, że w całej Ukrainie coraz dotkliwsze są przerwy w dostawach prądu, wody i ogrzewania. Przez to niektórzy decydują się na zakup agregatów prądotwórczych.

Okazuje się jednak, że wwiezienie ich do kraju nie jest łatwe. Gazeta.pl opisuje historię pani Lubomiry, która mieszka około 80 kilometrów od Lwowa. Kobieta zdecydowała, że zakupi agregat w Polsce i przywiezie go do swojego domu. Problem w tym, że generator jest wart więcej niż 500 dolarów. – To, że chodzi o urządzenie, które potencjalnie może ratować życie, na nikim specjalnie wrażenia nie robi – mówiła Ukrainka. – Nie mam słów na to, co się dzieje – dodała.

Prądu nie ma, generatora wwieźć się nie da. „Robi się nie do wytrzymania'

Agregat, który zakupiła Lubomira, kosztował ponad 4 tysiące złotych. Przy obecnym kursie to niemal 880 dolarów. – Sprawę musiał załatwić kierowca. W końcu nas puścili, ale wiadomo, na czym się skończyło – relacjonowała. I przyznała, że musiała dać łapówkę. Portal zauważa, że agregat z Polski można wwieźć albo uciekając się do przemytu, albo „przekonując urzędników w inny sposób”.

Temepratury w okolicach Lwowa spadły już poniżej zera, prognozowane są również opady śniegu. W okolicach Kijowa pogoda będzie jeszcze gorsza. – Są całe regiony, w których nie ma prądu. Ja mieszkam na wsi i nigdy nie wiem, kiedy wyłączą. Dziś przerwa trwała od 3 w nocy do 16. Podobnie wczoraj i przedwczoraj. To jest dla nas dotkliwe. Całe jedzenie, które przywiozłam z Polski, zaraz trzeba będzie wyrzucić, bo cztery lodówki co chwile się rozmrażają – opowiadała Lubomira. – W wielu miastach już jest problem z ogrzewaniem, z wodą. Robi się nie do wytrzymania - dodała.

Rosjanie uderzyli w infrastrukturę. „Sytuacja jest krytyczna”

„Rosyjscy terroryści przeprowadzili kolejny planowany atak na obiekty infrastruktury energetycznej. Sytuacja jest krytyczna” – informował we wtorek, gdy Rosja wystrzeliła niemal 100 rakiet, Kirył Tymoszenko, zastępca szefa Kancelarii Prezydenta Ukrainy. Współpracownik Zełenskiego wskazywał, że najwięcej uderzeń odnotowano w środkowej i północnej części kraju. „Sytuacja w stolicy jest niezwykle trudna, wprowadzane są specjalne harmonogramy wyłączeń awaryjnych. Ukrenergo jest zmuszony rozpocząć awaryjne przerwy w dostawie prądu, aby zrównoważyć system zasilania i uniknąć awarii sprzętu” – przekazał Tymoszenko.

O przerwach w dostawie prądu na terenie całej Ukrainy, a zwłaszcza w Kijowie, poinformował wtedy też mer Kijowa Witalij Kliczko. Wyjaśnił, że „jest to niezbędny krok do zrównoważenia systemu zasilania i uniknięcia awarii sprzętu” i dodał, że „harmonogramy postojów stabilizacyjnych obecnie nie obowiązują”. „W stolicy co najmniej połowa klientów jest pozbawiona prądu” – napisał na Telegramie.

Czytaj też:
Zaskakująca modyfikacja rosyjskiego pocisku. „Zamontowano imitację głowicy nuklearnej”
Czytaj też:
Pierwsze takie spotkanie od początku wojny. Putin pojawił się osobiście