Zbigniew Bogucki na kontrowersyjnej liście. Wcześniej wpisani Polacy mówili o groźbach

Zbigniew Bogucki na kontrowersyjnej liście. Wcześniej wpisani Polacy mówili o groźbach

Zbigniew Bogucki
Zbigniew Bogucki Źródło: Newspix.pl / Marcin Banaszkiewicz / Fotonews
Zbigniew Bogucki trafił do bazy Myrotworec. Wcześniej wpisani tam Polacy opisywali groźby, hejt i próby zdobywania ich prywatnych danych.

Szef kancelarii prezydenta Zbigniew Bogucki znalazł się w bazie Myrotworec, nazywanej przez krytyków "listą wrogów Ukrainy". To prowadzony przez ukraińską organizację pozarządową otwarty wykaz osób uznawanych przez jego twórców za działające przeciwko Ukrainie. Portal od lat wzbudza kontrowersje, bo publikuje także dane osobowe osób umieszczanych w bazie. Sprawa budzi emocje również w Polsce, bo osoby wpisane wcześniej na listę opisywały później falę internetowych ataków, zastraszania i prób dotarcia do ich prywatnych informacji.

Polacy po wpisie do Myrotworec mówią o hejcie, presji i strachu

Rafał Mekler, przedsiębiorca z branży transportowej i organizator protestów przewoźników z 2023 roku, relacjonuje, że po umieszczeniu go w bazie zaczęły pojawiać się wiadomości w mediach społecznościowych, a później także próby ustalania adresu i numeru telefonu. Jak twierdzi, presja może dotyczyć również rodziny.

Mekler ujawnił w rozmowie z WP, że po wpisie publikowano w sieci oskarżenia i materiały na jego temat, a nawet zdjęcia jego dzieci. Jego zdaniem taka lista staje się narzędziem wywierania presji na osoby krytyczne wobec części działań Ukrainy.

Podobne doświadczenia opisuje Hubert Ojdana, rolnik z Podlasia i współorganizator protestów na granicy polsko-ukraińskiej. Jak relacjonuje, po wpisie jego rodzina żyła w stresie, pojawiały się wiadomości, telefony i próby zastraszania, a przez wiele miesięcy towarzyszyło mu poczucie, że ktoś go obserwuje.

Niebezpieczna ukraińska lista. W jednym przypadku sprawą zajmowały się służby

Według relacji rozmówców WP wpis na listę może uruchomić długotrwałą kampanię internetowego nękania. Zapał hejterów – jak opisują – słabnie dopiero po kilku miesiącach. W jednym z przypadków osoba znajdująca się w bazie miała też mierzyć się z próbami włamań na telefon i stratą pieniędzy w wyniku działań cyberprzestępców.

W przypadku Huberta Ojdany podlaska policja miała prowadzić dodatkowe działania prewencyjne. W okolicy jego miejsca zamieszkania regularnie patrolowano teren, a jemu samemu zalecono ograniczenie aktywności w mediach społecznościowych.

MSZ i MSWiA interweniowały, ale bez skutku

Umieszczanie Polaków w bazie Myrotworec było już wcześniej przedmiotem interwencji polskich władz. MSWiA i MSZ wielokrotnie zgłaszały stronie ukraińskiej sprzeciw wobec publikowania danych obywateli RP i wskazywały, że może to stanowić realne zagrożenie dla ich bezpieczeństwa. Polska dyplomacja apelowała o usunięcie danych Polaków z portalu, jednak dotychczas nie przyniosło to efektu. Ukraińskie władze odpowiadają, że nie mają wpływu na listę tworzoną przez organizację pozarządową.

Czytaj też:
Zełenski zdradził, czego Ukraina potrzebuje najbardziej. „Musimy je dostać”
Czytaj też:
Parlament Europejski potępi zbrodnie UPA? KO podjęła stanowcze kroki

Źródło: Wirtualna Polska