PornHub, Tinder, streamy? Dla zdobycia głosów politycy zrobią znacznie więcej

PornHub, Tinder, streamy? Dla zdobycia głosów politycy zrobią znacznie więcej

Rok 2019 upływa w Polsce pod znakiem wyborów do PE oraz Sejmu i Senatu. Nasi politycy pracowicie starają się o głosy, ale trudno nie odnieść wrażenia, że nie są w tym szczególnie oryginalni. Zwłaszcza, jeżeli zestawimy ich z niektórymi przykładami z zagranicy.

Poświęcił się dla sprawy
Gazem pieprzowym po oczach - i to własnych! Tak w czerwcu ubiegłego roku o głosy w jednym z okręgów Kolorado starał się Levi Tillemann. "To ocali życia" - przekonywał. Jego hasło odnosiło się do programu doposażania nauczycieli w gaz pieprzowy, którym ci mieliby neutralizować zagrożenie, np. podczas strzelanin w szkołach. Na nagraniach z tego zdarzenia widać, że polityk mocno ucierpiał podczas prezentacji.

Kampania wystrzałowa, odjazdowa czy niewypał?
Kampanię wyborczą można też prowadzić z wysokości czołgu. W 1988 roku na taki pomysł wpadł w USA Michael Dukakis. Odwiedzając fabrykę w Michigan, postanowił wybrać się na przejażdżkę jedną z maszyn. Chciał w ten sposób podkreślić swoją pro-obronną postawę. Ruch ten jednak nie przysłużył się kandydatowi. George Bush Senior wykorzystał niekorzystne zdjęcia z tamtego wydarzenia, podkreślając, że Stany Zjednoczone nie mogą pozwolić sobie na ryzyko obsadzenia takiego człowieka w roli dowódcy.

Oceany głosu nie mają
Była polityka na wodzie, czas na politykę podwodną. Prezydent Seszeli Danny Faure zanurzył się na głębokość 124 metrów, by stamtąd wygłosić przemówienie na temat konieczności ochrony światowych zasobów morskich. Nadawał na żywo z dna Oceanu Indyjskiego, podkreślając, że oceany to "bijące serce naszej planety", które znalazło się "w nieznanym dotąd niebezpieczeństwie". Nalegał, by kraje świata zaczęły wspólnie zajmować się kwestią zmiany klimatu.

Bitwa na głosy na Tamizie
Znany brytyjski polityk Nigel Farage w ramach swojej kampanii popłynął na łódce po Tamizie. Jego stateczek poprowadził całą flotyllę łodzi. Była to manifestacja pod hasłem "odzyskania kontroli nad brytyjskimi wodami", zorganizowana przez Fishing for Leave, grupę zwracającą uwagę na bolączki przemysłu rybnego. Farage spotkał na swojej trasie konkurencyjną flotę z grupy Remain. Przy użyciu megafonu piosenkarz Bob Geldof krzyczał do polityka, nazywając go oszustem.

Randka z politykiem?
Niemiecki polityk Alexander Freier w 2016 roku w wyborach parlamentarnych szukał wyborców na Tinderze. W popularnej aplikacji randkowej zamiast swojego zdjęcia zamieścił plakat wyborczy ze sloganem "Berlin Pozostaje Gejem". W wywiadzie dla "Berliner Zeitung" tłumaczył, że dobrze jest "przebywać w miejscach, gdzie są ludzie". Przyznał, że ludzie podejmowali próby flirtu, ale zdecydowanie "oddzielił politykę od życia prywatnego".

Polityczny patostream
Beto O'Rourke z Teksasu pokazał wyborcom swoją wyprawę do... dentysty. W styczniu tego roku streamował na żywo swój każdy krok, by naświetlić problemy mieszkańców stanu. Po zabiegu rozmawiał ze spotkaną kobietą o dorastaniu w El Paso. Internauci odebrali jego akcję niejednoznacznie. Nie brakowało głosów, że polityk kroczy niebezpiecznie blisko "parodii samego siebie" oraz że przesadza z dzieleniem się swoim życiem.

Jak już skończycie...
Dziennikarze BBC postanowili zebrać znane im przypadki najdziwniejszych kampanii wyborczych z ostatnich miesięcy. Na pierwszym miejscu wymienili duńskiego polityka Joachima B. Olsena, który reklamuje się na PornHubie - najpopularniejszym serwisie z filmami pornograficznymi. Były sportowiec namawia w spocie, by widz oddał na niego głos, kiedy już skończy robić to, po co przyszedł na stronę. Polityk potwierdził, że film jest autentyczny. Przyznał, że chciał dostarczyć odrobinę rozrywki.
Czytaj także:
Lublin w rytmach disco polo. Kandydaci Wiosny i PiS-u zaprezentowali spoty

Czytaj także

 0