Doradcy PiS się pomylili

Doradcy PiS się pomylili

Witold Waszczykowski
Witold Waszczykowski / Źródło: Newspix.pl / Stanisław Krzywy
– Jarosław Kaczyński powiedział, że uznaje wiek kardynalski – 75 lat – jako moment przejścia na emeryturę. Może to wskazywać, że faktycznie za te cztery lata będzie rozważał zmianę na czele naszego obozu – mówi Witold Waszczykowski, europoseł PiS.

Media od tygodnia żyją podróżami marszałka i jego rodziny wojskowymi samolotami. Pech u progu kampanii wyborczej?

Wizerunkowo to nie jest dobre, ale do złamania prawa nie doszło. Te kwestie nie były uregulowane. Przecież sam, gdy jechałem do MSZ służbowym samochodem i widziałem córkę na przystanku autobusowym, to ją zabierałem i podwoziłem kilka przecznic. Nie wiem, w jaki sposób naraziłem Skarb Państwa i na co. Politycy są ludźmi i mają rodziny, z którymi chyba nadal mamy prawo żyć.

W przypadku marszałka nie chodzi o podwózkę, tylko o loty rządowe objęte procedurą HEAD.

Czy na pokładzie takiego samolotu są dwie osoby więcej czy mniej, to koszty podróży są takie same. Natomiast trzeba uregulować, kto może wejść na pokład, a kto nie. Premier latał jak najęty rządowymi samolotami. Woził nie tylko rodzinę, ale i narzeczonych córki. Nikt na to nie zwracał uwagi. Jak w każdym państwie, i w Polsce jest grupa polityków na wysokich stanowiskach. Muszą być chronieni.

Czyli uważa pan tak samo jak wicemarszałek Ryszard Terlecki, że to jest czepialstwo?

Właśnie tak. Gdyby marszałek jeździł na zakupy do Paryża, wpadając po drodze do Rzeszowa, żeby zabrać żonę, to byłaby afera. Ale on wracał do domu z Warszawy. To co, rodzinę miał wysłać pociągiem? Na całym świecie chroni się urzędników najwyższej rangi. I tak powinno być w Polsce.

nakazał marszałkowi zapłacić za przeloty rodziny i jeszcze wprowadzić odpowiednie regulacje. Jak to jest, że za każdym razem prezes musi podejmować decyzję, żeby coś załatwiono?

Bo wiele spraw jest nadal niepozałatwianych i nieuregulowanych. Teraz za przeloty rodzin będą płacić, i po sprawie.

Jak pan ocenia kondycję przed wyborami? Myśli pan, że utrzymacie władzę?

Nie lekceważę rywala. Zawsze może wybuchnąć jakaś wykreowana sprawa, jak ta z marszałkiem , i może zachwiać naszą wiarygodnością. Śmieję się, że do wyborów trzeba spać z rączkami na kołdrze i unikać piąteczków, żeby nie kusić losu. No i trzeba porządnie pracować w kampanii.

To znaczy?

Jeszcze kilka miesięcy temu, kiedy przygotowywaliśmy się do kampanii, nasi doradcy na jednym z zamkniętych spotkań w Jachrance mówili, że najskuteczniejsza jest kampania w mediach elektronicznych, w internecie, i billboardowa. Okazało się, że najwięcej poparcia przysporzyły nam bezpośrednie spotkania z wyborcami, choć najmniej na nie stawiano. Sam odbyłem dziesiątki spotkań, objechałem całe województwo, zajrzałem do najmniejszych miejscowości. To robiło wrażenie na ludziach. Na spotkanie ze mną przyjeżdżali z pobliskich wiosek, podchodzili do mnie, dotykali mnie i mówili: „To naprawdę pan? Znamy pana z telewizji. Przyjechał pan do nas z Warszawy, bez ochrony?”. Potem się okazało, że w takiej miejscowości 800 osób wzięło udział w wyborach, a dwie trzecie zagłosowało na nas. Doradcy się pomylili.

Skoro doradcy się pomyli, to może trzeba ich zmienić?

Nie ja podejmuję decyzje w partii.

Kampanię będzie prowadziła , która zaliczyła spektakularną porażkę w Europie. Teraz w kampanii to będzie przypominane.

Beata Szydło padła ofiarą wojny ideologicznej. Zostały złamane niepisane zasady, wedle których stanowiska w Unii Europejskiej są dzielone według wielkości grupy i obsadzane tymi politykami, których wskaże grupa. Stanowisko przewodniczącej komisji ds. zatrudnienia, o które ubiegała się Beata Szydło, przypadło naszej grupie EKR – Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, a grupa wskazała panią premier. Tymczasem powstał blok socjalistów, liberałów Emmanuela Macrona i Zielonych, który zażądał tajnego głosowania w sprawie naszej kandydatki i ją zablokował.

Opozycja stale powtarza, że z powodu nieudolnej polityki jesteście w Unii Europejskiej izolowani.

To nieprawda. Wywołujemy szok w Europie, bo zaproponowaliśmy alternatywny model rozwoju gospodarczego i społecznego, który okazał się sukcesem. W Europie myślą: „No jak to? My mieliśmy być ci postępowi, którzy wygrywają w Europie. Ten postęp miał być mierzony liczbą osób LGBT na stanowiskach. A tu się okazuje, że jest partia, która wierzy w Boga, jej przedstawiciele modlą się i żegnają, zaproponowali nowy system społeczny, dali pieniądze ludziom, nie wywieźli ich zagranicę, nie zabrali ich dla siebie, a nawet zmniejszyli sobie pensje, i to oni wygrywają?”. To jest naprawdę szok!

Okładka tygodnika WPROST: 32/2019
Artykuł jest zamknięty
Więcej możesz przeczytać w 32/2019 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0