Ci kandydaci na posłów mieli ogromnego pecha. Mimo świetnego wyniku nie zasiądą w Sejmie

Ci kandydaci na posłów mieli ogromnego pecha. Mimo świetnego wyniku nie zasiądą w Sejmie

Sławomir Mentzen
Sławomir Mentzen / Źródło: Newspix.pl / Grzegorz Krzyzewski / Fotonews
Sławomir Mentzen, Jolanta Banach, czy Andrzej Szlachta to jedni z najbardziej pechowych kandydatów w wyborach do Sejmu. Mimo wysokiego poparcia jakie otrzymali, przez ordynacje wyborczą nie zasiądą w tej kadencji w parlamencie. A każdy z nich zdobył przynajmniej 15 tys. głosów.

Jednym z największych pechowców w wyborach jest Jolanta Banach. Kandydatka Lewicy startowała z drugiego miejsca na liście SLD w Gdańsku. Otrzymała 22 485 głosów. Mimo takiej liczby głosów do Sejmu się nie dostała. SLD zdobyło tam tylko jeden mandat, który otrzymała Monika Maciejewska. Dostała 834 głosy więcej niż Banach. W tym okręgu mandat otrzymał też Jerzy Borowczak z KO, który zdobył zaledwie 5491 głosów.

Ogromnego pecha mieli też kandydaci Konfederacji. Czterech z nich dostało w wyborach przynajmniej 15 tys. głosów, a i tak nie dostało się do Sejmu. Wszystko przez ordynację wyborczą i stosowaną w niej metodę d’Hondta, która premiuje większe komitety. Indywidualny wynik kandydatów Konfederacji w Bydgoszczy, Poznaniu, Toruniu i Kaliszu nie sprawił, że cała lista w tych okręgach miała na tyle wysoki wynik, żeby otrzymać mandat.

Większość nowych posłów, którzy dostali się do Sejmu otrzymało kilkanaście do kilkudziesięciu tysięcy głosów. Rekordziści uzyskali nawet kilkaset tysięcy. Chociaż, jak pokazuje przykład Roberta Obazy z Lewicy poselski mandat można było uzyskać dostając jedynie 4205 głosów.

System d’Hondta – dlaczego do Sejmu dostaje się kandydat, który ma mniej głosów niż inni?

W systemie obowiązującej w Polsce ordynacji mandaty dostają w pierwszej kolejności komitety wyborcze, które uzyskały największą liczbę głosów, a dopiero w drugiej kolejności z list kandydatów są wybierane poszczególne osoby które dostaną mandat. Mandat dostają te osoby na liście, które w jej ramach otrzymały największe poparcie.

Prowadzi to do wielu, pozornie dziwnych sytuacji. Jeśli w danym okręgu kandydat z jednej partii osiągnie bardzo dobry wynik, to może wprowadzić do Sejmu kolejne osoby ze swojej listy, które dostały mniejszą liczbę głosów nie zapewniająca mandatu na innych listach. Z drugiej strony liczba mandatów do zdobycia w danym okręgu jest z góry ustalona, więc jeśli jakaś lista zdobędzie łącznie bardzo dużą liczbę głosów może zabrać mandaty kandydatom, którzy osiągnęli dobry, a nawet bardzo dobry wynik, ale ich lista jako całość nie zdobyła tak dużego poparcia.

9 kandydatów, którzy pomimo bardzo dobrego wyniku nie dostali się do Sejmu

Jolanta Banach z Lewicy – 22 485 głosów [Okręg nr 25, Gdańsk]

Anna Tarczyńska z Lewicy – 17 959 głosów [Okręg nr 19, Siedlce]

Marcin Sypniewski z Konfederacji – 17 873 głosów [Okręg nr 4, Bydgoszcz]

Sławomir Mentzen z Konfederacji – 16 892 głosów [Okręg nr 5, Toruń]

Jakub Mierzejewski z Konfederacji – 16 532 głosów [Okręg nr 39, Poznań]

Piotr Woźniak z Lewicy – 15 257 głosów [Okręg nr 21, Opole]

Jakub Bocheński z Lewicy – 15 204 głosów [Okręg nr 14, Nowy Sącz]

Andrzej Szlachta z PiS – 15 115 głosów [Okręg nr 23, Rzeszów]

Witold Stoch z Konfederacji – 15 000 głosów [Okręg nr 36, Kalisz]
Czytaj także:
Jachira, Fabisiak, Obaz. Ci posłowie dostali się do Sejmu z najmniejszym poparciem w Polsce

Opracował:

Czytaj także

 0