Polacy są gotowi na kobietę prezydenta

Polacy są gotowi na kobietę prezydenta

Małgorzata Kidawa-Błońska
Małgorzata Kidawa-Błońska / Źródło: Newspix.pl / Nikoff
Na wzór paktu senackiego powinniśmy zawrzeć pakt prezydencki. A więc się zobowiązać, że w drugiej turze wyborów wszystkie prodemokratyczne ugrupowania poprą jednego kandydata – mówi Małgorzata Kidawa-Błońska, wicemarszałek Sejmu.

Olga Wasilewska, Marcin Dzierżanowski: Wystartuje pani w wyborach prezydenckich?

Małgorzata Kidawa-Błońska: Spodziewałam się tego pytania na początek. To będzie decyzja partii poprzedzona pogłębionymi analizami i badaniami. Musimy wystawić osobę, która będzie miała największe szanse, bo stawka wyborów prezydenckich jest bardzo wysoka i nie możemy sobie pozwolić na podjęcie nieprzemyślanej decyzji.

Pani jest gotowa, żeby wystartować?

Sprawa jest otwarta, to musi być wspólna, uzgodniona decyzja.

Pani zdaniem Polacy są gotowi, żeby wybrać na prezydenta kobietę?

Nie mam co do tego wątpliwości. Kiedy Hanna Suchocka obejmowała urząd premiera, rzeczywiście dyskutowano o roli kobiet w polityce. Na szczęście czasy, gdy płeć polityka stanowiła problem, bezpowrotnie minęły. Mieliśmy już kobiety na stanowiskach marszałka Sejmu, prezesa Rady Ministrów, prezesa Sądu Najwyższego i NBP.

Jeśli pani wygra, mąż będzie pełnił obowiązki pierwszego gentlemana.

O tym, jak wejście do polityki zmienia życie rodzinne, rozmawialiśmy wielokrotnie. Start w wyborach wywraca je do góry nogami, traci się swobodę działania.

Co mówią o tym pani bliscy?

Że w życiu, od poczucia komfortu osobistego, ważniejsze jest poczucie odpowiedzialności.

Pani pradziadek był prezydentem, drugi pradziadek – premierem. Ma pani prezydenturę w genach?

To, że moi przodkowie pełnili te funkcje, nie jest moją zasługą. Dla członków mojej rodziny zajmowanie stanowisk nie było celem samym w sobie. Ważniejsze było poświęcenie życia zawodowego na rzecz pracy dla innych. Nie ma czegoś takiego jak gen prezydencki, jest natomiast gen odpowiedzialności.

Jak pani myśli, dlaczego Donald Tusk trzyma Platformę w szachu, nie deklarując, czy wystartuje w wyborach?

Nie zgodzę się, że trzyma w szachu. Wyraźnie zapowiedział, że decyzję co do swojej przyszłości ogłosi na początku grudnia, jednocześnie oczekuje, iż bardzo dokładnie sprawdzimy, także za pomocą badań socjologicznych, szanse wszystkich potencjalnych kandydatów w wyborach prezydenckich. I wystawimy osobę z największymi szansami na wygraną.

Gdyby on sam się zdecydował, ustąpi mu pani pola?

Nikt nikomu nie zajmuje pola! Decyzję o wystawieniu kandydata należy podjąć po głębokim namyśle i wziąć pod uwagę wyniki profesjonalnych analiz.

Może trzeba przeprowadzić partyjne prawybory, jak 10 lat temu, gdy konkurowali ze sobą Bronisław Komorowski i Radosław Sikorski?

Jestem zwolenniczką takiego rozwiązania. Uważam, że członkom danej formacji, ale też po prostu wszystkim wyborcom, należy dać szansę lepszego poznania poszczególnych kandydatur.

Jest jeszcze czas na prawybory?

Czasu jest rzeczywiście mało, ale myślę, że dwie debaty kandydatów, a później głosowanie wszystkich członków PO udałoby się zorganizować.

Podobno Grzegorz Schetyna chciał szybko ogłosić pani kandydaturę, żeby uciec do przodu i uniknąć pokampanijnych rozliczeń. I podobno Donald Tusk się na to nie zgodził.

Lubię rozmawiać z dziennikarzami, bo dowiaduję się bardzo ciekawych rzeczy (śmiech). To naturalne, że po wyborach parlamentarnych analizuje się przyczyny takiego, a nie innego wyniku, a wybory szefa PO to nie są rozliczenia, tylko naturalny, demokratyczny proces.

Platforma powinna najpierw wskazać kandydata na prezydenta czy przeprowadzić wybory szefa PO?

Wcześniej powinniśmy wskazać kandydata lub kandydatkę w wyborach prezydenckich. Te dwie ważne decyzje nie powinny być podejmowane w tym samym czasie.

Opozycja powinna wystawić wspólnego kandydata?

Myślę, że to może być niezwykle trudne. Każda z partii ma własne ambicje i plany, chce pokazać najsilniejszych kandydatów spośród własnego grona. Uważam jednak, że na wzór paktu senackiego powinniśmy zawrzeć pakt prezydencki. A więc zobowiązać się, że w drugiej turze wyborów wszystkie prodemokratyczne ugrupowania poprą jednego kandydata.

Władysław Kosiniak-Kamysz proponuje prawybory opozycji.

Rozumiem ten pomysł, ale trudno sobie wyobrazić, jak technicznie moglibyśmy go wcielić w życie. Moim zdaniem przeprowadzenie wspólnych prawyborów z udziałem kilku ugrupowań, które tak bardzo różnią się strukturami i liczbą członków, byłoby niezwykle trudne do wykonania.

Andrzej Duda będzie trudnym przeciwnikiem?

W tym wyścigu opozycja ma tę przewagę, że doskonale zna Andrzeja Dudę. Wiemy, jakie ma mocne i słabe strony. Tymczasem nasz kandydat lub kandydatka będzie dla urzędującego prezydenta niewiadomą.

Można na to jednak spojrzeć inaczej: PiS znów jest krok przed wami, bo już ma swojego kandydata, a wy nie.

Przypominam, że w poprzednich wyborach kandydatura Andrzeja Dudy została ogłoszona 11 listopada i mimo że był osobą szerzej nieznaną, zdołał zniwelować dużą różnicę sondażową. Dziś sondaże wskazują na wyrównane szanse, ale faktem jest, że jeśli w tej kampanii mamy zawalczyć o wygraną, to należy zacząć ją możliwie szybko, co oznacza ogłoszenie kandydatury na początku grudnia.

Gdyby pani wystartowała, to jaki model prezydentury by wybrała?

Prezydent nie może być zakładnikiem sporów między partiami, musi stać ponad podziałami i być otwarty na rozmowy ze wszystkimi środowiskami. Ważnym zadaniem, w którym prezydent powinien odegrać kluczową rolę, będzie odbudowa naszej polskiej wspólnoty, a w ostatnich latach, w dużej mierze przez działania polityków partii rządzącej, w znacznej mierze straciliśmy poczucie, że możemy nią być.

Dla Jarosława Kaczyńskiego długo politycznym wzorem był Viktor Orbán. Czy dla pani może nim być prezydent Słowacji Zuzana Čaputová?

Na pewno jest pewnego rodzaju inspiracją. Wygrała wybory, choć początkowo nie była szerzej rozpoznawalna i nie miała za sobą wielkiej siły politycznej. Wiedzą państwo, dlaczego jej się udało? Bo mówiła prawdę. Nie udawała, nie próbowała się za wszelką cenę przypodobać wyborcom. Ludzie zawsze wyczują fałsz.

Pokazała też, że w konserwatywnej Słowacji można odnieść sukces, głosząc hasła postępowe. Pani się czuje bardziej konserwatystką czy liberałką?

Z jednej strony słyszę, że jestem konserwatystką, z drugiej, że liberałką. A ja po prostu działam zdroworozsądkowo. Jestem osobą wierzącą, cenię słowa głoszone przez papieża Franciszka. Największe znaczenie mają dla mnie wolność człowieka, równe traktowanie i szacunek dla osób o innych poglądach.

To w takim razie teraz będzie dyżurny zestaw pytań światopoglądowych. Edukacja seksualna?

Nie jest sprawą światopoglądową! Człowiek od zawsze stara się poznać i zrozumieć swoją fizjologię. Edukacja seksualna jest o stawianiu granic, szacunku dla siebie i dla innych. Tu chodzi o dostęp do edukacji, do rzetelnej i potrzebnej wiedzy! Bez tego pozostawiamy młodzieży czerpanie wiedzy jedynie z internetu.

Związki partnerskie?

Chciałabym, by zostały uregulowane. Dziś w Polsce rośnie akceptacja dla związków partnerskich.

Prezes PiS mówi o „planie Rabieja”: najpierw związki, później małżeństwa i adopcja dzieci. Co pani na to?

Prezes Kaczyński nie byłby sobą, gdyby nie straszył w kampanii. Poza tym uwielbia zajmować się życiem innych ludzi. Zupełnie niepotrzebnie.

In vitro?

Należy przywrócić finansowanie procedury in vitro z budżetu państwa.

Zakaz aborcji?

Należy doprowadzić do tego, by aktualnie obowiązujące przepisy były respektowane.

Żeby wygrać z PiS, trzeba być czymś więcej niż anty-PiS. PiS potrafił zaproponować ludziom własną narrację. Można odnieść wrażenie, że opozycji brakuje idei, którą potrafiłaby pociągnąć ludzi. Pani ma pomysł, co to by mogło być?

My wyraźnie mówiliśmy w kampanii i mówimy o tym teraz, że zasypywanie podziałów, które niszczą naszą wspólnotę, i wyrównywanie szans powinny być najważniejszymi zadaniami na najbliższy czas. Polsko-polska wojna, która dzieli już nie tylko polityków, lecz także całe rodziny, musi się skończyć. Słyszałam o przypadkach, kiedy dzieci nie mogą spotkać się z kolegą lub koleżanką z klasy, bo ich rodzice popierają inną opcję. To zaczyna trochę przypominać polską wersję historii o zwaśnionych rodach Romea i Julii!

Wyrównywanie szans to choćby program 500 plus.

500 plus to pieniądze.

Pieniądze to także godność.

To prawda, ale oprócz pieniędzy musi być też system. Ten program nie przyniósł zamierzonych skutków, a Polacy widzą, że coraz mniej mogą za te pieniądze kupić.

Mimo wszystko rząd, dając ludziom pieniądze, mówi im: „Jesteście dla nas ważni”. Ważniejsi nawet niż elity.

I tu mamy kolejny przykład dzielenia na lepszych i gorszych. Lepszy sort, gorszy sort, jest nawet lepszy i gorszy Kościół. Ta nagonka sprawiła też, że wielu uznało, że wszystko można. Można obrażać, można krzyczeć dowolne hasła, można być nietolerancyjnym i się tego nie wstydzić. Przyzwolenie na to jest jednym z największych grzechów Prawa i Sprawiedliwości.

„Zasypujemy podziały” brzmi pięknie. Tyle że Platforma również uczestniczyła w ich budowaniu.

Spieraliśmy się z naszymi politycznymi oponentami, ale nie przypominam sobie, byśmy nazywali kogoś kanaliami lub nawoływali do napiętnowania osób, które myślą inaczej niż my. Nie powiem jednak, że z naszej strony nie padały słowa, które paść nie powinny, ale zawsze apeluję do moich kolegów i koleżanek: „Pokażmy, że można inaczej, że nie musimy sobie skakać do gardeł”. Od kilku lat bardzo dużo jeżdżę po Polsce i widzę, że odwracają się trendy, zmieniają się nastroje społeczne. Ludzie chcą mówić o tematach, w których PiS nie jest wiarygodny, i to dla nas duża szansa.

Na przykład?

Uważam, że ekologia będzie jednym z najważniejszych tematów w najbliższych latach. Do niedawna mówili o niej głównie naukowcy, dziś interesują się nią ludzie w małych miejscowościach, gdzie problem smogu jest często większy niż w miastach. Także problem nadmiaru śmieci czy suszy dotyka ludzi bezpośrednio. I w tej dziedzinie PiS, który sprowadza rekordową ilość rosyjskiego węgla do Polski, sprowadza ogromne ilości śmieci z całego świata do naszego kraju, nie jest i nie będzie wiarygodny.

Chcieliśmy jeszcze spytać o Platformę. Potrzebne są rozliczenia?

Jesteśmy w trakcie wewnętrznej dyskusji na temat potrzebnych zmian, ale powinniśmy to robić nie na forum publicznym, ale we własnym gronie.

Grzegorz Schetyna powinien odejść?

W styczniu w naszej partii odbędą się wybory przewodniczącego. Wszystko się powinno odbyć zgodnie z procedurami.

Wracając do pokampanijnych rozliczeń – wynik Platformy mógł być lepszy?

Zdawałam sobie sprawę, że będzie nam trudno wygrać te wybory, ale liczyłam, że uda nam się zdobyć tych kilka procent więcej i PiS nie będzie mogło samodzielnie utworzyć rządu. To w moim przekonaniu było możliwe.

Więc czemu się nie udało?

Na pewno tę kampanię na poziomie centralnym można było poprowadzić lepiej. W dużej mierze zaszkodziło też wsparcie dla PiS telewizji publicznej, która przekazywała Polakom to, co chciała im powiedzieć partia rządząca. Całkowita kontrola przekazu. Na końcówce kampanii znów sięgnięto po taśmy.

O których istnieniu podobno było już wiadomo. Nie dało się tego wcześniej rozminować?

Dla mnie to było zaskoczeniem, więc to nie jest pytanie do mnie. Natomiast do walki politycznej użyto taśm i zarówno nagrywanie ich, jak i ujawnianie to przejaw złych intencji.

Ale to kwestia wyciągania wniosków na przyszłość.

Z każdej takiej sytuacji należy wyciągać wnioski.

Lech Wałęsa też wam nie pomógł.

Wszyscy wiemy, jaki jest Lech Wałęsa. To postać nietuzinkowa. Nie da się go kontrolować, ma silną osobowość i zawsze idzie na żywioł. Nie sądzę, abyśmy przez jego wystąpienie stracili głosy, choć słowa prezydenta wypowiedziane na naszej konwencji nie zostały pozytywnie ocenione.

Jego wystąpienie było bardzo konfliktowe, co przy pani retoryce o kończeniu wojen mocno osłabiło pani przekaz. Może powinna pani była jakoś zareagować?

Spróbujcie wpłynąć na Lecha Wałęsę (śmiech). Wierzę, że pan prezydent zdał sobie szybko sprawę z tego, że ten fragment jego wystąpienia był błędem. Te słowa nie powinny paść w tym czasie i w tym miejscu.

Ostatnie pytanie. Wystartuje pani w wyborach na przewodniczącą Platformy?

Nie mogę tego wykluczyć, ale kierowanie partią nie jest moim marzeniem. Czasem jednak nie można przewidzieć, kiedy trzeba będzie sięgnąć po wspomniany już gen odpowiedzialności i przyjąć dane wyzwanie.

Małgorzata Kidawa-Błońska – posłanka na Sejm przez pięć kadencji (była wicemarszałkiem i marszałkiem), w ostatnich wyborach uzyskała najlepszy indywidualny wynik w skali kraju. Z wykształcenia socjolog, przez kilkanaście lat pracowała jako producent filmowy.
Okładka tygodnika WPROST: 44/2019
Więcej możesz przeczytać w 44/2019 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 1
  •  
    tu nie chodzi o płeć tu chodzi o program i wartości jakie wyznaje kandydat oraz skuteczność w działaniu