PiS sam sobie bruździ

PiS sam sobie bruździ

Michał Kamiński
Michał Kamiński / Źródło: Newspix.pl / TEDI
Jarosław Kaczyński wie, że nie ma dziś większości za Andrzejem Dudą. Dlatego chce tak daleko posunąć władzę PiS, by odkręcanie zmian było dużo trudniejsze – mówi Michał Kamiński, wicemarszałek Senatu.

Prezydent podpisał ustawę dyscyplinującą sędziów. Co z tego wyniknie?

Widać, że  pozbawiony kontroli, niezależnie od swoich intencji, stwarza niebezpieczeństwo dla wolności i dla przeciętnego obywatela. Bo jeżeli respektowanie przez państwa członkowskie unijnych wartości zostanie powiązane z budżetem unijnym, to ucierpią wszyscy obywatele. Wyniknie z tego także i to, że Andrzej Duda przegra . Już je przegrał. Jarosław Kaczyński zrozumiał to już w noc wyborczą, stąd jego niezadowolona mina wtedy i obecna wojna o sądy. Prezes PiS szykuje się na moment, w którym nie będzie miał prezydenta po swojej stronie.

Szanse Andrzeja Dudy na wygraną wydają się ciągle duże.

Wybory parlamentarne pokazały, że w społeczeństwie nie ma większości za PiS-em. Co prawda PiS jest ciągle najsilniejszą partią polityczną w Polsce i od innych partii dzieli ją ogromny dystans, co przy polskim systemie wystarcza na samodzielną, choć słabiutką w tej kadencji większość w Sejmie, to jednak ponad połowa Polaków opowiedziała się w tych wyborach za trzema blokami opozycyjnymi.

Ale raptem trzy miesiące wcześniej w wyborach europejskich PiS rozgromił opozycję, zatem do wyborów prezydenckich też może się to zmienić.

W wyborach europejskich nastąpiła bardzo duża mobilizacja wyborców PiS i nie tak duża mobilizacja wyborców opozycji. W wyborach krajowych mobilizacja obu elektoratów była podobna. Wniosek – przy podobnej mobilizacji przewagę ma opozycja, a nie PiS. Andrzej Duda ma po swojej stronie profesjonalistów od robienia kampanii, a po stronie opozycji bywa z tym różnie, co pokazały ostatnie lata. Poza tym kwestia mobilizacji i demobilizacji elektoratów jest niewiadomą. Ale gdyby PiS był pewny wygranej, to nie rozpętałby wojny z sądami.

Politycy PiS podobno mają badania, według których partii i prezydentowi służy spór o wymiar sprawiedliwości.

Podpieranie się sondażami jest bardzo skuteczną metodą budowania wizerunku.

Czyli, według pana, badań nie ma?

Nie wiem. Spin doktorzy uwielbiają manipulować dziennikarzami, opowiadając o wewnętrznych badaniach, ale jakoś nigdy nie chcą ich upublicznić. Poza tym PiS badania pokazywały, że wygra Senat i będzie miał prawie konstytucyjną większość. A zamiast prawie konstytucyjnej większości, mają prawie większość. Jarosław Kaczyński, który jest mądrym politykiem, wie, że nie ma dziś większości za Dudą. Dlatego chce tak daleko posunąć władzę PiS, by odkręcanie zmian, mimo nieprzychylnego prezydenta, było dużo trudniejsze.

Jest inna koncepcja – że radykalizacja i ostry spór jest pomysłem na to, aby wygrać wybory w pierwszej turze.

Nie. Bo jeżeli argument po stronie PiS jest taki, że obrona sądów nie budzi społecznego entuzjazmu, to dlaczego nikt nie mówi, że atak na sądy też go nie budzi. Nie z powodu sądów ludzie głosują na PiS. I nie z powodu sądów ktoś przegra lub wygra wybory

Jak wasz kandydat Władysław Kosiniak-Kamysz zamierza wygrać wybory?

Moim celem jest, żeby wszedł do drugiej tury. Na poziomie personalnym ma bardzo dużo atutów dobrego prezydenta, a jednym z nich jest to, że ma nie tylko pomysł, jak wojnę wygrać, lecz także jak po niej zaprowadzić pokój. Zarówno wybór Andrzeja Dudy, jak i wybór któregoś z jego najgorętszych oponentów oznacza, że wojna polsko-polska się nie skończy, tylko przejdzie na inny poziom. Władysław Kosiniak-Kamysz chce pokonać Andrzeja Dudę i PiS, ale to nie jest człowiek, który da wyborcom tej partii poczucie, że oto kończy im się świat. Jest gwarantem tego, że pokonanie PiS, które leży w najgłębszym polskim interesie, nie będzie oznaczało kolejnego etapu wojny domowej.

Żeby wygrać wybory, trzeba przejść do drugiej tury, a na razie to Małgorzata Kidawa-Błońska ma na to szanse.

Kosiniak-Kamysz ma największe szanse przekonać wyborców Andrzeja Dudy, którzy wahają się, czy oddać głos na prezydenta, żeby zagłosowali inaczej. I to jest jego szansa na wejście do drugiej tury. , która uosabia konflikt PO-PiS, nie przeciągnie wyborców Dudy na swoją stronę. Elementem narracji Koalicji Polskiej jest to, że szanujemy wyborców, którzy mówią, iż podobają im się poszczególne aspekty polityki PiS. Nie uważamy jak Jacek Kurski, że to ciemna masa, którą można kupić. Nie uważamy, że ich wybór wynika z zacofania, ciemnoty, prymitywizmu. My tych wyborców znamy.

To jak chcecie wygrać?

Polacy są zmęczeni wojną polityków. Woleliby kompromis. I nie lubią rozliczeń, bo nie są narodem krwiożerczym. I na te zapotrzebowania odpowiada Kosiniak-Kamysz.

Jak by wyglądała Polska pod rządami Kosiniaka-Kamysza?

Kosiniak-Kamysz zapewni rozliczenie tego złego, co wydarzyło się w ciągu ostatnich czterech lat. Poza tym na pewno nie będzie ułaskawiał swoich kolegów czy ludzi skazanych za nadużywanie polityki. Paradoksalnie to, co zrobił Andrzej Duda u progu prezydentury, ułaskawiając Mariusza Kamińskiego, bardzo mocno zaszkodzi mu pod koniec kadencji, w sytuacji gdy Tomasz Kaczmarek obciąża byłego szefa CBA

Jak Kosiniak miałby rozliczyć PiS? Nie ma większości w parlamencie.

Rozmawiamy o rzeczach, które będą możliwe po przejęciu władzy. Myślę, że jeżeli dzisiaj PiS ma w Sejmie przewagę pięciu mandatów, to większe szanse do przyciągnięcia z obozu władzy na stronę opozycji siedmiu posłów ma dzisiaj Kosiniak-Kamysz niż ktokolwiek inny z opozycji.

Skoro, jak pan mówi, ludzie chcą spokoju, bo są zmęczeni walką, to prezydent z partii opozycyjnej wobec rządu jest chyba prostą drogą do zaostrzenia konfliktu?

Dzisiaj niebezpieczeństwa, które dotykają Polaków, wynikają z bałaganu tworzonego przez rząd, który jest niekontrolowany.

Jaka będzie rola Szymona Hołowni w tej kampanii?

jest głosem rozpaczy liberalnych katolików. Do części z nich i do części hierarchów kościelnych dotarło, że Kościół zapłaci cenę za popieranie rządów PiS. Doświadczenie katolickich krajów świata pokazuje, że za flirt z władzą autorytarną płaci ta instytucja, która zostaje, gdy władza znika. A Kościół jako instytucja zostanie. Moim zdaniem ci światli katolicy zrozumieli, iż potrzebny jest jakiś wyraz tego, że nie cały Kościół popiera PiS.

Kościół traci z powodu PiS?

Po części. Stopień odpływu ludzi z Kościoła jest związany również z tym, że wielu ludzi nie odnajduje się w politycznym Kościele. Nie chce słuchać kazań o polityce, zwłaszcza gdy towarzyszy temu narracja, iż są złymi katolikami, ponieważ nie popierają PiS. Emocje antypisowskie stały się emocjami antyklerykalnymi. Dlatego Hołownia jest takim wentylem bezpieczeństwa.

Na jakie rafy mogą się natknąć kandydaci opozycji w wyborach prezydenckich?

Główną rafą jest szydzenie z wyborców PiS. Opozycja powinna się spierać z PiS jako partią, a nie z ludźmi, którzy mieli powody, by na PiS głosować. Jeżeli liberalna elita powtarza: „jesteście durnym narodem, bo wybraliście PiS”, to powoduje przyklejanie się tego elektoratu do partii Kaczyńskiego. Nikt nie lubi być obrażany.

No i nic się nie zmieniło. , guru opozycji, napisał na Twitterze: żebyście nie udawali, że nie widzicie, co robi PiS.

Kosiniak-Kamysz nie używa języka, który przykleja wyborców do PiS.

Opozycja ciągle mówi o polexicie. Czy używanie tego argumentu zwiększa wasze szanse na wygraną?

Coraz bardziej. Świadomość, że polityka PiS może doprowadzić do zniszczenia stosunków z Europą, mobilizuje wyborców opozycji. Obciach w polityce międzynarodowej tej władzy szkodzi.

Okładka tygodnika WPROST: 7/2020
Artykuł jest zamknięty
Wywiad został opublikowany w 7/2020 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 1
  • Misio juz w 2012 roku wydal swoje dzielo pt. "Koniec PISu". Do nabycia w skladach makulatury !