Wirtualne słowa, rzeczywisty ból. Jak cyberprzemoc niszczy życie dzieci

Wirtualne słowa, rzeczywisty ból. Jak cyberprzemoc niszczy życie dzieci

Cyberprzemoc, zdj. illustracyjne
Cyberprzemoc, zdj. illustracyjne / Źródło: Fotolia / Focus Pocus LTD
Cyberprzemoc to dla polskich nastolatków niemal codzienność. Większość styka się z nią regularnie w charakterze świadków – biernych obserwatorów, którzy nie chcą, nie potrafią lub nie wiedzą, że mogą dręczonym kolegom czy koleżankom pomóc. A – jak wynika z ostrożnych szacunków ekspertów ds. bezpieczeństwa dzieci – takiej pomocy potrzebować może już co piąty uczeń. Brak wsparcia może doprowadzić do tragedii – depresji, stanów lękowych, a nawet samobójstwa ofiary. I coraz częściej prowadzi.

Zabójcze słowa

O tym, że przemoc werbalna może wyrządzić większą krzywdę niż agresja fizyczna, wiadomo nie od dziś. Poddawana długotrwałemu dręczeniu w formie wyzwisk i wulgaryzmów, ośmieszana i wykluczana ze środowiska ofiara przeżywa traumę, z którą będzie próbowała sobie poradzić całymi latami. Naturalnie, o ile ktoś w porę pochwyci rękę, którą wyciąga po pomoc, co – jak pokazują ostatnie doniesienia medialne – nie jest takie oczywiste.

Świadczy o tym choćby niedawna tragedia z Gorczyna, gdzie 14-latek popełnił samobójstwo, bo był wyśmiewany i dręczony przez rówieśników z powodu swojego wyglądu i domniemanej orientacji seksualnej. Jak przyznają dziś znajomi Kacpra, problem nie pojawił się nagle – chłopiec był prześladowany jeszcze w szkole podstawowej, ale nikt w tej sprawie nie interweniował.

Dwa lata temu do podobnej tragedii doszło w Bieżuniu, gdzie samobójstwo popełnił uczeń gimnazjum. W liście pożegnalnym, jaki zostawił nastoletni Dominik, znalazły się nazwiska rówieśników, których uważał za „kolegów”, „przyjaciół” i „wrogów”. Ci ostatni mieli przyczynić się swoim zachowaniem do jego decyzji.

Nie wiadomo, czy i jaką rolę w dramacie chłopców odegrały media społecznościowe – współczesna „wylęgarnia” zachowań przemocowych. Ale biorąc pod uwagę fakt, że z internetu korzysta codziennie blisko 94 proc. nastolatków, z czego co trzeci jest online niemal cały czas („Nastolatki 3.0”, 2016, NASK), jest duże prawdopodobieństwo, że część takich zachowań miała miejsce właśnie za pośrednictwem internetu i urządzeń mobilnych.

Szczególnie, że takie tragedie zdarzały się już wcześniej. W Polsce głośno o problemie stało się m.in. w 2006 r., gdy samobójstwo popełniła 14-letnia Ania z Gdańska. Jak wykazało śledztwo, jej czyn powiązany był z prześladowaniami ze strony rówieśników, grożących, że upublicznią nagrany telefonem komórkowym filmik, na którym mieli molestować Anię.

Z podobnymi problemami od lat zmagają się kraje Zachodu. W Wielkiej Brytanii tylko w pierwszej połowie 2013 r. samobójstwo z powodu cyberprzemocy popełniło pięcioro nastolatków. Większość – tak jak 17-letni Daniel Perry, który skoczył z mostu, przerażony groźbami anonimowego internauty – padła ofiarą zastraszania, wyśmiewania i szantażu. Kanadą z kolei w 2015 r. wstrząsnęła śmierć 17-letniej Rehtaeh Parsons, która targnęła się na swoje życie z powodu drwin, jakie wywołały krążące w sieci zdjęcia, przedstawiające rzekomy gwałt na niej.

W Stanach Zjednoczonych najbardziej znana jest historia 15-letniej Amandy Todd, która naiwnie wysłała swojemu internetowemu znajomemu swoje zdjęcie topless. Gdy ten zażądał kolejnych fotografii, a dziewczyna stanowczo odmówiła, materiał rozszedł się po sieci jak wirus. Konsekwencje były tragiczne. Amanda kilkukrotnie zmieniała szkołę i przeprowadzała się, by zapomnieć o sprawie, ale nieszczęsne zdjęcie zawsze docierało w nowe miejsce za nią. Wyśmiewana przez rówieśników zarówno w internecie, jak i realnym życiu, próbowała targnąć się na swoje życie. Bezskuteczna próba samobójcza była jednak tylko kolejnym powodem do kpin. Zdesperowana dziewczyna opublikowała na portalu YouTube pożegnalny film, będący rozpaczliwym wołaniem o pomoc. Ta jednak nie nadeszła w porę – Amanda popełniła samobójstwo. Jej wideo do dziś obejrzało ponad 12 mln osób.

Internet to „real”

Powyższe przypadki to tylko wierzchołek góry lodowej problemu, jakim stała się dziś cyberprzemoc. Mimo że to właśnie o tych najtragiczniejszych w skutkach historiach słychać w mediach najwięcej, większość przypadków przemocy w sieci nie jest ani zgłaszana, ani skutecznie rozpoznawana, często nawet przez same ofiary. Dlaczego?

– Bardzo często cyberprzemocą są działania, które pozornie wydają się – szczególnie nam, dorosłym – mało dotkliwe. To choćby sytuacje wykluczenia, gdy młoda osoba jest usuwana z grona znajomych „na trzy cztery” przez większą liczbę rówieśników, wyrzucana z prywatnych grup lub pomijana w ich tworzeniu. Tu niby nikt nikomu nie wyrządza widocznej krzywdy, a jednak ofiara czuje się poszkodowana. To wykluczenie jest bardzo dotkliwe, bo dziś życie młodych ludzi toczy się w dużej mierze w Internecie i jeśli nagle tracą do niego dostęp, czują się „wyautowani” – wyjaśnia Łukasz Wojtasik, ekspert ds. bezpieczeństwa dzieci w sieci z Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę.

Zdarza się też, że niektóre zachowania, takie jak obrażanie z użyciem mocnych wulgaryzmów, które dotknęłoby wielu dorosłych, nie wyrządzają młodym ludziom większej krzywdy. To dla nich codzienność, są z nimi oswojeni. Ale większość zgłoszeń, które odbiera fundacja dotyczy jednak „typowych” przejawów cyberprzemocy. To ośmieszanie, obrażanie i poniżanie ofiary z powodu jej wyglądu, zachowania, postawy bądź wyznawanych wartości, podszywanie się pod nią lub włamanie na jej konto, ujawnienie jej wizerunku (zwykle w krępującej sytuacji), tożsamości czy orientacji seksualnej. Poważnym problemem staje się też seksting – przesyłanie przez urządzenia mobilne, media społecznościowe bądź komunikatory internetowe intymnych zdjęć. Jak wynika z badań NASK, takie fotografie otrzymał co czwarty nastolatek, a co dziewiąty samodzielnie wysłał komuś swoje roznegliżowane „selfie” i stracił nad nim kontrolę.

Ale fakt, że dziecko doświadcza przemocy w sieci, nie oznacza, że jego cierpienie zamyka się w tej przestrzeni i nie przenosi do życia poza internetem. Jak zauważa Łukasz Wojtasik, tradycyjny podział na świat wirtualny i realny w ogóle nie przystaje do naszych czasów.

– Świat internetu jest dziś jak najbardziej realną rzeczywistością. Dziś te przestrzenie łączą się i przeplatają. Młodzi ludzie potrafią komunikować się ze sobą w dwóch wymiarach jednocześnie. Rozmawiają, siedząc obok siebie, i jednocześnie przesyłają sobie wiadomości tekstowe bądź różne materiały. Te konwersacje się przeplatają, odbywają równolegle. Tak samo jest z przemocą. Cyberprzemoc i przemoc „na żywo” uzupełniają się i dzieją się w tym samym czasie – tłumaczy.

Wizerunek ofiary

Mimo powszechności zjawiska, przemoc wciąż budzi szok i niedowierzanie, szczególnie, gdy dotyczy dzieci. Uważane za niewinne i bezbronne, są w swoich działaniach niejednokrotnie okrutniejsze od dorosłych. Dlaczego robią sobie to nawzajem?

– Część z powodu własnych frustracji, poczucia odrzucenia i osamotnienia w środowisku rodzinnym. Przelewają na innych trudne emocje, które noszą w sobie, w ten sposób odreagowują. Część robi to „dla zabawy”, myśląc, że to przecież zabawne i śmieszne, szczególnie, jeśli spotyka się z poklaskiem u innych – wyjaśnia Natalia Wierońska-Saternus, psycholog pracująca z dziećmi i młodzieżą. – Poza tym sprawca cyberprzemocy nie może zobaczyć reakcji drugiej osoby na dany komentarz. Trudniej mu pomyśleć, że coś kogoś dotyka, uraża, boli. Jeśli coś do kogoś mówię w twarz, jest większe prawdopodobieństwo, że będę musiał się skonfrontować z emocjami, jakie wywołały moje słowa w drugim człowieku – dodaje.

Zdaniem psycholog, problemem jest też często brak reakcji ze strony ofiary. Nie potrafiąc się obronić, nie odpowiadając na obelgi i nie stawiając granic, daje sprawcom przyzwolenie na kontynuowanie działań. Blokowanie internetowych funkcji, „banowanie” sprawców czy usuwanie własnych kont zdarza się rzadko.

Problem w tym, że dla młodych użytkowników internetu takie działanie w ogóle nie wchodzi w grę. Zniknięcie z mediów społecznościowych, bo to one są najczęściej platformą wymiany myśli, oznacza zniknięcie z prawdziwej rzeczywistości, środowiska, grupy rówieśniczej, życia w ogóle.

– Oni w internecie budują swój wizerunek. Nie przekreślą go jednym kliknięciem, usuwając swój profil. Poza tym cyberprzemoc często ma miejsce poza profilem ofiary. Zdjęcia, materiały, opinie „żyją” na innych profilach, w zamkniętych grupach i forach, gdzie ofiary nie mają dostępu i nie mogą ich w żaden sposób kontrolować – podkreśla Łukasz Wojtasik.

Kraje, w których problem przemocy w sieci rośnie z roku na rok, szukają rozwiązań głównie w dziedzinie nowych technologii. Ale dyskusje na temat zasadności wdrażania programów „wyłapujących” obraźliwe słowa i frazy czy cyfrowego monitoringu kończą się zwykle na ustaleniach, że takie działania mogą zagrozić wolności słowa i noszą znamiona inwigilacji. Takie narzędzia są zresztą nie tylko niedoskonałe, ale i nieadekwatne do problemu.

– To nie jest metoda na dłuższą metę. Jest wiele fraz, które nie mają „słów-kluczy”, a są niezwykle dotkliwe, choćby nagminnie pojawiające się w sieci epitety odnoszące się do wyglądu, jak „jesteś brzydka jak świnia” czy podważające wartość dziecka „jesteś zerem”, „nikt cię nie lubi”. Tym, czego moglibyśmy oczekiwać, jest naturalna „moderacja”, czyli wrażliwość otoczenia. Musimy uczulać dzieci na przemoc w otoczeniu, na właściwe zachowania i reakcje, uczyć je empatii, tolerancji, szacunku do innych. Trzeba też uczyć je ochrony swojej prywatności w sieci: wytłumaczyć, że nie każde zdjęcie czy informacja nadają się do upubliczniania, że liczba znajomych, lajków czy udostepnień nie są wartością samą w sobie, wreszcie – że są techniczne funkcje serwisów społecznościowych, które umożliwiają nam ochronę wizerunku – radzi Łukasz Wojtasik.

– Część z poczynań uczniów w Internecie mogą obserwować nauczyciele, gdyż często dzieciaki posyłają im zaproszenia do grona swoich znajomych. Czujny pedagog jest w stanie wyłapać sporo sygnałów i zareagować, na to, co dzieciaki piszą i wrzucają do sieci. Nic też nie zastąpi zdrowej kontroli rodzicielskiej oraz bliskiej relacji z rodzicem, by dziecko wiedziało, że jakikolwiek problem może temu rodzicowi powierzyć – dodaje Natalia Wierońska-Saternus.

***

Z badań ankietowych Najwyższej Izby Kontroli wynika, że z cyberprzemocą zetknęło się ok. 40 proc. polskich uczniów. Blisko połowa przyznała, że gdyby była jej ofiarą, nikomu by o swoim problemie nie powiedziała. Według ekspertów z instytutu badawczego NASK, „najpopularniejszymi” formami cyberprzemocy są wyzwiska (32,2 proc.) oraz poniżanie i ośmieszanie (19,4 proc.). Równie częste jest rozpowszechnianie kompromitujących materiałów, straszenie, szantażowanie i próby podszywania się pod inne osoby.

Czytaj także

 0