Małysz na podium

Małysz na podium

Austriak Gregor Schlierenzauer wygrał środowy konkurs Pucharu Świata w skokach narciarskich w niemieckim Klingenthal. Drugie miejsce zajął Szwajcar Simon Ammann, a trzeci był Adam Małysz.

Najlepszy polski skoczek wszech czasów będzie musiał co najmniej do niedzieli poczekać na swoje 33. pucharowe zwycięstwo i wyrównanie osiągnięcia swojego wielkiego idola, Niemca Jensa Weissfloga. Podczas dekoracji Małysz nie wyglądał na zawiedzionego, chociaż z pewnością liczył na trzecią wygraną z rzędu.

Trzykrotny mistrz świata nadal jest w bardzo dobrej formie. Jego konkursowym skokom nie można wiele zarzucić. Po prostu Schlierenzauer i Ammann latali w środę dalej. Przełamali tym samym serię sześciu konkursów, w których przegrywali bezpośrednią rywalizację z Polakiem.

Celem Małysza w zawodach w Klingenthal było oczywiście zwycięstwo. To oznaczałoby zmniejszenie o 100 punktów dystansu do zajmującego pozycję lidera PŚ i trenującego w Norwegii Andersa Jacobsena oraz o co najmniej 20 punktów do drugiego w stawce Schlierenzauera.

Tymczasem skończyło się na odrobieniu straty do Norwega o 60 punktów i stracie 40 punktów w stosunku do Austriaka. Na osiem konkursów przed zakończeniem sezonu Polak traci do nich odpowiednio 170 i 84 punktów.

Walka o prowadzenie na półmetku stała na bardzo wysokim poziomie, a końcówka pierwszej serii przyniosła dalekie skoki. Przed startem trójki najlepszych zawodników PŚ prowadził Michael Uhrmann, który uzyskał 137,5 m. Ammann lądował trzy metry bliżej i przegrał z Niemcem.

Później na belce stanął Małysz i wyrównał rezultat Uhrmanna. Obaj otrzymali od sędziów identyczną notę. Zagrozić mógł im tylko Schlierenzauer. Już po wyjściu z progu widać było, że poleci daleko. 142,5 to nowy rekord skoczni i bardzo duża przewaga nad kolejnymi zawodnikami przed drugą serią.

Po jego wyczynie powtórzono skoki 28 zawodników z początku stawki. Wszystko dlatego, że sędziowie na początku konkursu puszczali ich z 38 belki. Większość osiągała powyżej 130 m (w tym 131 m Piotr Żyła).

Kiedy Norweg Sigurd Pettersen uzyskał 142 m Walter Hoffer i Milan Tepes uznali, że najlepsi lecieliby zbyt daleko i narażali na urazy podczas lądowania na płaskim zeskoku. Z 33 belki wyniki słabszych skoczków nie odbiegały już od normy.

W drugiej serii zapowiadała się zacięta walka o drugie i trzecie miejsce. Schlierenzauer mógłby stracić zwycięstwo tylko w przypadku zupełnie zepsutego skoku. Emocje zaczęły się od lotu Andreasa Koflera na odległość 137,5 m.

Chwilę po nim Ammann uzyskał o cztery metry więcej i wyprzedził Austriaka o dziesięć punktów. Skaczący po nim Uhrmann tylko o 2,5 m przekroczył granicę 130 m i spadł na trzecią pozycję. Małyszowi 134,5 m pozwoliło na wyprzedzenie Koflera, ale nie Ammanna.

Na górze stał już tylko Schlierenzauer. 17-letni Austriak, który w środę wygrał po raz piąty w sezonie, nie zdołał zbliżyć się do rekordu z pierwszej serii, ale 138,5 m i tak oznaczało pewną wygraną.

W drugiej serii startowało trzech Polaków. Na półmetku na bardzo dobry wynik szansę miał Piotr Żyła. 128 m dało mu 13. pozycję, ale w drugiej próbie lot krótszy o trzy metry oznaczał spadek aż o siedem miejsc. Kamilowi Stochowi 125 i 124,5 m dało 24. lokatę. Na pierwszej serii konkurs zakończył Robert Mateja. Skok na odległość 120,5 m oznaczał 34. miejsce.

W weekend odbędą się ostatnie konkursy PŚ przed mistrzostwami świata w Sapporo. W sobotę skoczkowie będą rywalizowali w zawodach drużynowych, w niedzielę indywidualnych. Tylko w tych drugich wystartuje Małysz.

ab, pap

Czytaj także

 0

Czytaj także