Najnowsze badania naukowców wskazują na to, że w najbliższych dekadach Antarktyda może nagrzewać się szybciej niż reszta półkuli południowej. Chodzi o zjawisko określane jako wzmocnienie antarktyczne: podobne do tego, które od lat obserwuje się w Arktyce.
Po przeanalizowaniu modeli klimatycznych naukowcy wyciągnęli pewien wniosek – tempo ocieplenia Antarktydy może być nawet 1,4 razy wyższe niż średnia dla południowej części globu. To oznacza, że wkrótce będziemy musieli zmierzyć się z licznymi konsekwencjami – od przyspieszonego wzrostu poziomu mórz po destabilizację polarnych ekosystemów.
Kluczowa granica? 2 stopnie Celsjusza
Naukowcy podkreślają, że przełomowy moment może nastąpić, gdy globalne ocieplenie osiągnie poziom 2 stopni Celsjusza powyżej epoki przedindustrialnej.
Już teraz – od wspomnianego momentu – średnia temperatura na świecie wzrosła o około 1,1 stopnia Celsjusza. Jeśli emisje gazów cieplarnianych utrzymają się na obecnym poziomie, próg 2 stopni może zostać przekroczony około 2050 roku. A jeśli emisja nadal będzie rosła, nawet dekadę wcześniej.
Dlaczego Antarktyda była dotąd „chroniona”?
Południowy kontynent przez wiele lat wydawał się mniej podatny na zmiany klimatu. Powodem była rola Oceanu Południowego czy silne prądy okołobiegunowe, izolujące region od cieplejszych mas powietrza czy wody.
– Przez wiele lat Antarktyda wydawała się odizolowana od skutków rosnących globalnych temperatur – mówił na łamach livescience.com Ariaan Purich, klimatolog z Uniwersytetu Monash w Australii. – Z nowego badania wynika, że długotrwałe ocieplenie powierzchni oceanu wokół Antarktydy (...) prowadzi do wzmocnienia jej klimatu – wyjaśnił ekspert.
Pęka lodowa bariera. Już widać pierwsze zmiany
Przez lata tempo zmian obejmujących Antarktydę było raczej umiarkowane, ale niedawno sytuacja zaczęła się zmieniać. Kamieniem milowym był okres pomiędzy 2014 a 2016 rokiem – wtedy to Antarktyda straciła ogromne ilości morskiego lodu – porównywalne do tych, które Arktyka traciła przez dekady.
Od tamtej pory pokrywa lodowa nie wróciła do wcześniejszego poziomu. – Obserwujemy obecnie gwałtowne zmiany zachodzące na Antarktydzie w bardzo szybkim tempie – zaznacza Purich. – Przy niskim poziomie pokrywy lodowej (...) istnieje ryzyko, że sprzężenie zwrotne albedo lodu zacznie nasilać ocieplenie – dodaje naukowiec.
Inny mechanizm niż w Arktyce
Czym rózni się sytuacja, która dotyka Antarktydę od tej, która ma miejsce w Arktyce? Jak podkreślają naukowcy, w przypadku Arktyki kluczową rolę odgrywa tak zwany efekt albedo – topniejący lód odsłania wodę, która pochłania więcej ciepła, a to jeszcze bardziej przyspiesza topnienie.
Antarktyda działa zgoła inaczej: jak twierdzą badacze, głównym czynnikiem napędzającym ocieplenie będzie uwalnianie ciepła z oceanu, który otacza kontynent. To właśnie ten proces może odpowiadać za przyspieszenie galopujących już zmian – a ich skutki widać już dzisiaj. Jak podaje livescience.com, ze względu na topnienie lodu, naukowcy obserwują między innymi spadek liczebności pingwinów cesarskich. – To wszystko dzieje się już teraz i każde ocieplenie, którego możemy uniknąć, ma znaczenie – podkreśla Purich.
Wyniki badań opierają się na modelach klimatycznych, co oznacza, że skala zmian obejmujących Antarktydę może być zwyczajnie niedoszacowana. Nadal bowiem nie jest jasne, jak dokładnie prądy okołobiegunowe na Antarktydzie wpłyną w przyszłości na zmiany temperatury.
Czytaj też:
Wulkany budzą się po latach snu. Naukowcy ostrzegająCzytaj też:
23 miliony lat temu żył w Arktyce. Nowy gatunek zaskoczył naukowców
