Ratownicy historii

Dodano:   /  Zmieniono: 
Nie licząc wyprodukowanych w gigantycznych ilościach pojazdów z USA, ZSRR i Wielkiej Brytanii, jeżdżące zabytki wojskowości to przedmioty niezwykle cenne i rzadkie. Sytuacja ta szczególnie dramatycznie wygląda jeśli chodzi o wehikuły wyprodukowane w Polsce. Z rodzimego dorobku technicznego pozostały ubożuchne resztki.

Złośliwi, czy raczej niedouczeni, powiedzą, że w II RP wyposażenie techniczne i tak nie istniało. Prawda jest jednak inna, a powszechne wyobrażenia to efekt dwukrotnej grabieży naszego kraju i tego, że hitlerowskie Niemcy cały zagrabiony w kampanii wrześniowej polski sprzęt doszczętnie zużyły w czasie kolejnych kampanii.

Niemal do roku 1990 resztki polskiego sprzętu niszczały, a te niemieckie szły do huty albo, sprzedawane na lewo, do RFN. Skutki takiej polityki były nieodwracalne. Zaprzepaszczono m.in. szansę ściągnięcia z Rumunii jedynego ocalałego bombowca „Łoś" – dziś w zbiorach pozostaje tylko fragment nadtopionego śmigła tego samolotu.

O naszą historię upomnieliśmy się dopiero wraz ze wzrostem zamożności. Kolekcjonerzy, zbieracze i mechanicy-zapaleńcy zaczęli przetrząsać chłopskie stodoły i bagna w poszukiwaniu najróżniejszych artefaktów. Na początku restaurowali drobiazgi, potem przyszła kolej na motocykle, samochody, aż wreszcie stanęło przed nimi wyzwanie najambitniejsze. Czołgi rodzime i hitlerowskie, które walcząc tutaj chcąc nie chcąc także stały się częścią historii tych ziem, są pieczołowicie restaurowane. Niektóre, jak niemal już odrestaurowany StuG IV, ponownie poruszają się o własnych siłach.

Restauracja i ogromne związane z nią wyrzeczenia nie są wyłącznie wartością samą w sobie. Każdy zachowany egzemplarz to ciekawsze defilady, wycieczki szkolne i rzetelniej zrobione filmy historyczne.

[[mm_1]]