Mordowanie dla pieniędzy – czyli gdzie kończy się polityczna poprawność

Mordowanie dla pieniędzy – czyli gdzie kończy się polityczna poprawność

Wyobraźcie sobie, że jesteście – wraz z grupą innych ludzi – stłoczeni w ciasnej klatce, z której co jakiś czas, na waszych oczach, mężczyzna w zakrwawionym fartuchu wyprowadza jedną osobę, a następnie sprawnym ruchem ręki podcina jej gardło i spokojnie czeka, aby jego ofiara wykrwawiła się w konwulsjach. Kiedy ofiara się wykrwawi mężczyzna „zaprasza” następną osobę – i wszystko się powtarza. A wy patrzycie na to – i czekacie aż przyjdzie wasza kolej. Tak wygląda rytualny ubój zwierząt, których mięso ma trafić na stoły ortodoksyjnych żydów i muzułmanów. Takiego uboju dokonuje się m.in. w Polsce.
Reguły koszerności sformułowane kilka ładnych tysięcy lat przed wynalezieniem lodówki miały najprawdopodobniej chronić mieszkańców gorącego Bliskiego Wschodu przed masowymi zatruciami pokarmowymi związanymi ze spożywaniem błyskawicznie psującego się mięsa. Od czasów Mojżesza i Mahometa wiele się jednak zmieniło – ludzie przestali składać ofiary z ludzi; odkryli, że Ziemia nie jest płaskim dyskiem opierającym się na grzbietach czterech żółwi; przestali topić kobiety w rzekach, aby sprawdzić, czy nie są one przypadkiem czarownicami – i, last but not least, wymyślili metody konserwacji żywności pozwalające bezpiecznie raczyć się krwistym stekiem zarówno mieszkańcowi chłodnej północy, jak i gorącego południa. A wszystko to bez konieczności skazywania zwierząt na śmierć w mękach poprzedzoną niewyobrażalnym stresem związanym z faktem, że zwierzę – obserwując los swoich towarzyszy niedoli – doskonale wie co je czeka.

I co? I nic. Człowiek nauczył się odczytywać DNA, budować sztuczne serca, poleciał na Księżyc – a mimo to, przynajmniej jeśli chodzi o ortodoksyjnych muzułmanów i żydów – zachowuje się tak, jakby od czasów, gdy w Palestynie krzyżowano Jezusa, zmieniła się jedynie data w kalendarzu. Chociaż nie – nawet żydzi i muzułmanie widzą, że coś się zmieniło – bo zamiast mieczów i kijów do wzajemnej eksterminacji wykorzystują nieco bardziej zaawansowane technologie. Ale jeśli chodzi o mięso – to wciąż domagają się, by pochodziło ono od zarzynanych bez żadnego znieczulenia zwierząt. Bo tego wymaga ich religia – i nikomu nic do tego.

Co na to „cywilizowany" Zachód? „Cywilizowany” Zachód wzrusza ramionami i tłumaczy, że wolność wyznania, że tolerancja i że… pieniądze, bo za mięso zwierząt zabijanych w ów czasochłonny sposób kupcy ze Wschodu chcą płacić więcej. Polscy posłowie – których na tę okoliczność przepytywał TVN – podkreślali, że pieniądz nie śmierdzi, a rynek bliskowschodni jest chłonny. Marek Sawicki z uśmiechem na twarzy tłumaczy, że o byciu humanitarnym to mogą sobie rozmawiać humaniści (sic!), bo dla niego ważne jest, że UE podcinać gardła zwierzętom pozwala – a wiadomo Bruksela locuta, causa finita. A Bruksela locuta tak, a nie inaczej – bo zysk zyskiem, ale przecież najważniejsza jest tolerancja dla ludzi wyznających inny światopogląd. I tak polityczna poprawność staje się przykrywką dla – nazwijmy rzecz po imieniu – mordowania dla zysku. Możemy być z siebie dumni.

Piewcy tak rozumianej politycznej poprawności mają szczęście, że do naszych czasów nie dotrwali Aztekowie, których religia wymagała, by co jakiś czas rytualnie wymordować kilkadziesiąt tysięcy jeńców – i to na oczach tradycyjnie spragnionej mocnych rozrywek gawiedzi. Czy gdyby Cortes nie szukał w Ameryce El Dorado dziś realizowalibyśmy transmisje live z Tenochtitlán (oglądalność murowana – a więc wpływy z reklam ogromne)? I tłumaczylibyśmy, że to wprawdzie brzydko wygląda, ale przecież każdy ma prawo do własnych przekonań i wierzeń…

Że zwierzęta to nie ludzie? Fakt – dlatego je zabijamy i zjadamy, czego w przypadku ludzi nie robimy (a przynajmniej zdecydowana większość z nas tego nie robi). Ale zgoda na zabijanie zwierząt nie oznacza, że mamy je traktować jak przedmioty – zwłaszcza, że w XXI wieku musimy być świadomi, iż zwierzę, które jest świadkiem rzezi innych przedstawicieli swojego gatunku, boi się dokładnie tak samo jak człowiek, który byłby świadkiem takiego wydarzenia. Ludzie, którzy mogą zwierzętom tego strachu oszczędzić – a mimo to zabiją je tak, jakby dopiero co zeszli z drzewa – to po prostu współcześni barbarzyńcy. I żadna polityczna poprawność, ani tysiące lat czyjejś tradycji nie powinny nas powstrzymywać od nazywania barbarzyństwa po imieniu.

Czytaj także

 5
  • Piotrek IP
    Szanowny Autorze, tylko Pan musnął temat, to i tak cud, że w ogóle padły w tekście słowa \"politycza poprawność\". W zasadzie powinien pan natychmiast zostać oskarżony o islamofobię (Żydzi tu się nie liczą, to garstka, bez realnych wpływów, no i eksport tego mięsa idzie di krajów muzułmańskich, nie do Izraela). A kto powinien pana oskarżyć? LEWICA. Rządzący zapewne inaczej by podeszli do problemu, gdyby nie strach przed napaścią ze strony lewicowych oszołomów, którzy bronią islamu jak niepodległości.
    • Weterynarz IP
      Bardzo dobry tekst, poruszający problem bestialstwa wobec zwierząt, którego w Polsce wiekszość społeczeństwa po prostu nie rozumie, o czym świadczą zresztą niektóre komentarze.
      • bez-nazwy IP
        coza kretyni piszą takie artykuły czy na więcej was nie stać barany
        • Natalia Dzidek (niszcz-nazizm.blog.onet.pl) IP
          \"Ale zgoda na zabijanie zwierząt nie oznacza, że mamy je traktować jak przedmioty (...)\"
          Niestety, to właśnie oznacza. Osób w naszej kulturze się nie morduje. Niemalże każdy uznaje morderstwo za czyn sam w sobie moralnie zły, no może poza nielicznymi, wyjątkowymi przypadkami. Dlatego też morderstwo na osobach jest prawnie zakazane - właśnie z powodu tego głęboko zakorzenionego przekonania. Jeśli zabijesz osobę, nic nie pomoże tłumaczenie, że uczyniłeś to bezboleśnie, że wcale nie cierpiała, że w związku z tym to, co zrobiłeś, nie powinno być zaklasyfikowane jako złe. Będzie uznane za złe, bo popełnione na osobie. W takiej kulturze żyjemy, a jej zmiana jest, zaryzykuję stwierdzenie, awykonalna. Więc jeśli społeczeństwo dostaje przyzwolenie na mordowanie kogoś, automatycznie przestaje on być w jego oczach osobą - a staje się rzeczą, przedmiotem. Towarem do eksploatacji. Jeśli chcesz zachować prawo do uboju zwierząt i jednocześnie nie traktować ich jak przedmioty,lecz jak osoby, musiałbyś najpierw przekonać cały świat do tego, że zabójstwo dokonane na osobie nie powinno być odbierane jako czyn moralnie zły. No to... powodzenia.
          • Ula i Adam IP
            Nic dodać nic ująć -to są refleksje tak oczywiste dla normalnie czującego człowieka,że zachodzi pytanie:czy duża część społeczeństwa jest pogrążona w jakiejś grożnej hipnozie?