Małysz 7. w konkursie TCS

Małysz 7. w konkursie TCS

Norweg Anders Jacobsen wygrał 55. edycję Turnieju Czterech Skoczni. Drugi był Austriak Gregor Schlierenzauer, a trzecie miejsce zajął Szwajcar Simon Ammann.
Adam Małysz uplasował się na siódmej, a Kamil Stoch na 15. pozycji.

21-letni Jacobsen przebojem wdarł się do grupy najlepszych skoczków świata. Właśnie z tego względu w ojczyźnie nazywają go "nową kometą narciarską". Od początku sezonu prezentuje ustabilizowaną bardzo wysoką formę, dlatego był wymieniany w gronie faworytów TCS.

Jego zwycięstwo typował jeden z największych norweskich skoczków w historii Bjoern Wirkola, jedyny trzykrotny zwycięzca TCS z tego kraju. "Skacze znakomicie i ma ogromny talent" - mówił triumfator zawodów w 1967, 1968 i 1969 roku.

Jacobsen, z zawodu hydraulik, na skoczniach świata pojawił się w styczniu 2003 roku, kiedy zajął 50. miejsce w konkursie Pucharu Kontynentalnego w Planicy. Niewiele wcześniej zaczął trenować. Skokami postanowił zająć się po igrzyskach olimpijskich w Salt Lake City.

Jeszcze w minionym sezonie niewielu o nim słyszało, a w ciągu ostatnich dwóch miesięcy pięciokrotnie stawał na podium - wygrał w Engelbergu i w Innsbrucku, dwukrotnie był drugi, raz trzeci.

Szansę na końcowy triumf w trzecim konkursie TCS w Innsbrucku zaprzepaścił Austriak Gregor Schlierenzauer, druga obok Jacobsena rewelacja sezonu. Zwycięzca z Oberstdorfu, do zawodów w Austrii przystępował jako lider klasyfikacji łącznej i zdecydowany faworyt. Tym bardziej, że skocznia w Innsbrucku jest dla niego tym samym czym dla Małysza zakopiańska Wielka Krokiew.

Tymczasem młody Austriak trafił na fatalne warunki i zakończył konkurs dopiero na 12. pozycji, z bardzo dużą stratą do najlepszych. W klasyfikacji spadł na siódme miejsce. W niedzielę znów latał znakomicie i ostatecznie w dokładnie w swoje 17. urodziny wskoczył na drugie miejsce TCS.

Trzecie miejsce Ammanna nie jest zaskoczeniem. Podwójny mistrz olimpijski z Salt Lake City znów przypomina zawodnika sprzed czterech lat i prezentuje od początku sezonu wysoką formę.

Przed rywalizacją w Bischofshofen szansę na miejsce na podium w klasyfikacji końcowej miał Małysz, który tracił niewiele do wyprzedzających go Szwajcarów Simona Ammanna i Andreasa Kuettela oraz Fina Arttu Lappiego. Najlepszy polski skoczek musiał jednak uważać na rywali czających się tuż za jego plecami, jak Austriak Thomas Morgenstern.

Małysz przegrał podium pierwszym skokiem, w którym uzyskał zaledwie 129,5 m. Aby móc liczyć na miejsce w trójce powinien polecieć co najmniej pięć metrów dalej. Tak skakali Schlierenzauer - 139,5, Jacobsen - 137,5 i Ammann - 135 m. Polaka, zajmującego na półmetku dziewiąte miejsce, wyprzedzali inni rywale w walce o podium turnieju, czyli Morgenstern, Lappi i Kuettel.

W drugiej serii Małysz miał szósty wynik. Osiągnął 133,5 m i awansował na ósme miejsce w konkursie. Jednak w końcowej klasyfikacji TCS spadł na siódmą pozycję. Okazało się, że najlepsze skoki na "Paul-Ausserleitner-Schanze" oddał podczas sobotnich treningów i kwalifikacji, kiedy raz był najlepszy, a dwa razy drugi.

"Jak na razie rzeczywiście lepiej mi idzie na treningach. W nich skaczę rozluźniony i te skoki są lepsze. Muszę przenieść te treningowe skoki na konkursy, bo w nich brakuje mi płynności" - mówił po konkursie Małysz, zwycięzca TCS w 2001 roku.

Znakomicie w Bischofshofen wypadł Kamil Stoch. Po pierwszej serii i skoku na odległość 126,5 m niespełna 20-letni zawodnik był 16. W drugiej uzyskał 134,5 m, dostał od sędziów bardzo wysokie noty i długo zajmował pozycję lidera. Odebrał mu ją dopiero Małysz.

Ostatecznie Stoch był dziewiąty. To jego drugi konkurs Pucharu Świata w karierze, w którym uplasował się w czołowej dziesiątce. 11 lutego 2005 roku w Pragelato był siódmy. W tamtych zawodach dziewiątą pozycję zajął Małysz.

"To jeden z moich najlepszych występów. Jakoś szczególnie zmobilizowałem się na ten ostatni konkurs turnieju i udało się" - cieszył się Stoch. 15. w klasyfikacji łącznej TCS. "Kamila stać na dużo więcej i miejmy nadzieję, że to pokaże" - dodał Małysz.

Czołówka klasyfikacji generalnej Pucharu Świata po siedmiu konkursach jest identyczna jak ta z TCS - Jacobsen wyprzedza Schlierenzauera i Ammanna. Czwarty jest Szwajcar Andreas Kuettel. Na piątej pozycji ex aequo z Finem Arttu Lappim plasuje się Małysz. Stoch zajmuje 24. miejsce.

Kolejne konkursy PŚ już za tydzień w norweskim Vikersund na tamtejszym mamucim obiekcie. Gospodarze będą mieli okazję powitać króla TCS Andersa Jacobsena, który być może do ojczyzny wróci samochodem Nissan Qashqai, główną nagrodą 55. edycji prestiżowych zawodów.

Dzięki znakomitym występom w turnieju Norweg, zwycięzca z Innsbrucku, wzbogacił się także o ponad 50 tysięcy franków szwajcarskich. Więcej zarobił tylko Schlierenzauer, który wygrał w dwóch konkursach.

pap, ss, ab

Czytaj także

 0