Wicemarszałek nie kryje irytacji. Wszystko przez sejmowe szkolenie z savoir vivre'u
Poseł Kukiz'15, wicemarszałek Sejmu Stanisław Tyszka opublikował na Facebooku wpis, w którym opisał poniedziałkowe wydarzenia w Sejmie, a mianowicie – zorganizowane dla pracowników parlamentu obowiązkowe szkolenia z savoir vivre'u pt. „Etykieta w urzędzie”. Odpowiedzialna za organizację szkolenia była Kancelaria Sejmu.
Jak opisuje poseł, jego pracownicy „zniknęli na 4 godziny”, by owe szkolenie odbyć, a po powrocie podzielili się z nim informacjami, czego nauczyli się na kursie. „Szkoleniowcy z zewnętrznej firmy uczyli ich m.in. o tym, jak powinna wyglądać »zadbana kobieta« i »zadbany mężczyzna«, jeśli chodzi o perfumy, dłonie, paznokcie, włosy czy zarost” – pisze Tyszka. Polityk opisuje również, że poruszono tematy pierwszego i drugiego wrażenia czy też korzystania z telefonu podczas spotkań.
Dwa fragmenty materiałów szkoleniowych Tyszka opublikował na Facebooku: jeden dotyczy tatuaży w pracy oraz najczęściej popełnianych błędów przez pracowników. „ Moi współpracownicy podsumowali to krótko: Strata czasu” – relacjonuje poseł.
„Niepotrzebne wydatki”
W dalszej części wpisu wicemarszałek wyjaśnia, co najbardziej zbulwersowało go w szkoleniu. Zapytał Kancelarię Sejmu o koszty kursu – wyniosły 30 tys. zł, a samo szkolenie ma objąć 500 pracowników Kancelarii.
"Każdy z nich stracił 4 godziny. Zakładając, że godzina pracy pracowników Kancelarii kosztuje podatników średnio około 37 złotych, do kosztów szkolenia dorzucić trzeba ok. 74 000 zł. Ponad 100 tysięcy złotych z pieniędzy podatników na szkolenia z savoir vivre" – kwituje poseł i pyta: "potraficie sobie wyobrazić, ile pieniędzy jest codziennie wydawane w całej administracji rządowej i samorządowej na podobne niepotrzebne wydatki?".