Rzecznik rządu o rzekomej współpracy ambasadora Przyłębskiego z SB: Czekamy na stanowisko IPN

Dodano:
Rafał Bochenek Źródło: Newspix.pl / fot. KONRAD KOCZYWAS / FOTONEWS
Po ujawnieniu Inwentarza archiwalnego IPN pojawiły się wątpliwości odnośnie teczki personalnej tajnego współpracownika o pseudonimie TW „Wolfgang”. Według części ekspertów takim pseudonimem mógł się posługiwać ambasador Polski w Niemczech Andrzej Przyłębski. Do całej sprawy odniósł się podczas konferencji prasowej rzecznik rządu Rafał Bochenek.

– Sprawa prof. Przyłębskiego pojawia się w przestrzeni publicznej. My opieramy się na dokumencie, w którym pan ambasador jednoznacznie zapewnił, że nie współpracował z służbami PRL-u – tłumaczył podczas briefingu prasowego rzecznik rządu. Rafał Bochenek zaznaczył, że „w tej sprawie należy poczekać na oficjalne rozstrzygnięcie Instytutu Pamięci Narodowej, który weryfikuje właśnie oświadczenie lustracyjne polskiego przedstawiciela w Berlinie”. – W sprawie ambasadora RP w Berlinie Andrzeja Przyłębskiego czekamy na opinię właściwych instytucji, takich jak IPN. Zależy nam na tym, by osoby które pełnią ważne funkcje państwowe były w odpowiedni sposób prześwietlone i sprawdzone – zaznaczył. Bochenek podkreślił, że „właśnie tych kwestii projekt dotyczący służby zagranicznej, którym podczas posiedzenia we wtorek 5 marca będzie się zajmował rząd”.

Ambasador Przyłębski to TW Wolfgang?

Wątpliwości dotyczące przeszłości ambasadora RP w Berlinie powróciły po udostępnieniu Inwentarza archiwalnego IPN. W bazie znajduje się bowiem informacja o liczącej 40 stron dokumentów teczce personalnej Andrzeja Przyłębskiego, urodzonego 14 maja 1958 roku, który zarejestrowany był jako tajny współpracownik o pseudonimie „Wolfgang”.

Sam Przyłębski w rozmowie z TVP Info stwierdził, że nie był tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa PRL. Wyjaśnił, że gdy w czasach studenckich ubiegał się o paszport w 1979 roku, by wyjechać do Wielkiej Brytanii, „miał rozmowę w konsekwencji której prawdopodobnie podjął jakieś zobowiązanie do współpracy”. – Ale to było pod przymusem, bo gdybym tego nie zrobił, paszportu bym nie dostał. Byłem też szantażowany – wskazał i dodał, że poinformował o tym kolegów i narzeczoną.

Głos w sprawie ambasadora zabrało MSZ. W komunikacie opublikowanym na stronie resortu poinformowano, że kwestia sygnatury w IPN jest ministerstwu znana. „Jednocześnie informujemy, że ambasador Andrzej , dokonaną przez właściwe w tej kwestii służby” – zaznaczono. MSZ podkreślił, że procedura nie leży w jego zakresie odpowiedzialność, a resort nie zajmuje się także kwestiami lustracyjnymi.

Źródło: TVP Info
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...