Podnosząc cła, Trump zaprasza Chiny do negocjacji

Dodano:
Donald Trump Źródło: Newspix.pl / ABACA
Biały Dom bije w Chiny nowymi cłami, ale zmasowana akcja wygląda bardziej na wstęp do poważnych rozmów handlowych, niż początek nowej wojny celnej.

Na giełdach światowych znów zawrzało na wieść o tym, że  obłożył wyższymi cłami chińskie towary za 50 mld dolarów i zapowiedział poszerzenie tej listy o kolejne 200 mld USD. Gra toczy się o utrzymanie przewagi technologicznej USA nad Chinami, które pełną parą realizują program „Made in China 2025”, obliczony na zmianę Chin w światowego lidera zaawansowanych technologii. A ponieważ program ten jest realizowany także poprzez wysysanie myśli technologicznej od firm amerykańskich, które dostąpią zaszczytu operowania na chłonnym rynku chińskim, Biały Dom postanowił coś z tym zrobić.

Tyle, że wbrew pozorom nie jest to wcale wojna celna na pełną skalę. Gdyby ta było, Trump uderzyłby w chińskie smartfony, ekrany LCD i inne techniczne nowinki. Tymczasem większość chińskich towarów, objętych podwyżkami ceł, nadaje się do muzeum techniki. Są to monitory kineskopowe, czarnobiałe projektory wideo, zmywaki do naczyń, rury stalowe, lokomotywy a więc typowe produkty XX wieku. Jest też na tej liście około 200 towarów bardziej zaawansowanych technicznie, jak satelity, samoloty czy artyleria ale nie są one i raczej nigdy nie będą sprowadzane do USA.

Cała operacja, choć wywołuje nerwowy dygot na świecie, wygląda bardziej na szumną pokazówkę, mającą zmiękczyć Pekin. Chińczycy, którzy mają ponad 300 mld dolarów nadwyżki handlowej w relacjach z USA zaoferowali ostatnio redukcję tego deficytu o 70 mld. Waszyngton uznał to za obiecującą, ale niewystarczającą propozycję. Szczególnie w sytuacji, gdy Trump zaangażował się w spór z własnym Senatem, żeby ratować firmę ZTE, upadającego chińskiego giganta telekomunikacyjnego, który naruszał sankcje na Iran i Koreę Płn. Senat chce ZTE dobić, odcinając koncern od amerykańskich półprzewodników, na których opiera się jego biznes. Trump jest gotów zadowolić się 2 mld USD kary i wprowadzeniem amerykańskiej kontroli nad firmą, zatrudniającą 75 tys. ludzi w 160 krajach świata.

Białemu Domowi zależy więc bardziej na gromadzeniu atutów do negocjacji a nie wojnie handlowej na pełną skalę. Stąd z jednej strony próba podtrzymania ZTE a z drugiej podwyżki ceł i buńczuczne zapowiedzi kolejnych, na które Chińczycy, zgodnie z żelaznymi regułami gry, odpowiadają równie zdecydowanymi pogróżkami. Ta wymiana pozornych ciosów będzie trwała jeszcze chwilę, zanim obie strony nie uznają, że warto się jednak dogadać. Ale żadnej większej wojny z tego raczej nie będzie.

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...