Polak był torturowany w arabskim więzieniu. „Padłem ofiarą chorej miłości syna szejka”

Dodano:
Artur Ligęska Źródło: Instagram / inna_milosc_szejka
– Gdybym był naprawdę kryminalistą i dilerem narkotyków w Zjednoczonych Emiratach Arabskich nie siedziałbym tu z wami – powiedział w programie „Skandaliści” Artur Ligęska, który spędził 13 miesięcy w arabskim więzieniu.

Artur Ligęska spędził 13 miesięcy w arabskim więzieniu. Jak tłumaczył w programie „Skandaliści” w Polsat News, trafił tam z powodu chorej miłości syna szejka. – Zostałem skazany wyrokiem federalnego sądu w Abu Dhabi na dożywocie w izolacji do śmierci. Trzy miesiące po tym, szejk wysyła do więzienia pismo, że jestem uniewinniony, że mogę wracać do domu. Gdybym był naprawdę kryminalistą i dilerem narkotyków w Zjednoczonych Emiratach Arabskich nie siedziałbym tu z wami – powiedział. – Dokumentacja ze szpitala mówi jasno: był gwałcony, ma uszkodzone to, to i to, do zbadania jest to, to i to. Cała diagnostyka potwierdza, że byłem torturowany w więzieniu. Nie ma świadków, bo który oficer się do tego przyzna – dodał.

– W kieszeni mam kolejne rzeczy, łącznie z filmem od syna szejka, który został nagrany przez niego na dzień lub dwa przed aresztowaniem, gdzie pisze, że mnie kocha i mnie nie wypuści – tłumaczył. Polak podkreślił, że wrócił niedawno z kliniki leczenia stresu bojowego, w której spędził 1,5 miesiąca. Artur Ligęska stwierdził, że jest również w stałym kontakcie z kardynałem Konradem Krajewskim, który kilka dni temu odprawił mszę w jego intencji w Bazylice Św. Piotra a list od asesora papieża Franciszka sprawił, że się nawrócił.

Polak zamierza się również ubiegać o odszkodowanie. – Jestem na dzień przed wielką walką od odszkodowanie. Prawnicy z Londynu zgodzili się poprowadzić moją sprawę bez jakichkolwiek opłat wstępnych – podkreślił. Jednocześnie podziękował rządowi za włączenie się w jego sprawę. – Bez względu na to, czy się zgadzam z rządzącą opcją polityczną czy nie, to dostałem olbrzymią pomoc z rządu, MSZ, ministerstwa sprawiedliwości – wyliczył.

Zatrzymany w Dubaju

W 2017 roku Artur Ligęska poleciał do Dubaju. Mężczyzna chciał w ten sposób odreagować problemy prywatne i zawodowe. Wcześniej był znanym w branży twórcą klubów fitness w całej Polsce, założycielem własnej sieci klubów i trenerem personalnym. Kiedy kilka miesięcy później planował powrót do kraju, miał usłyszeć, aby się nad tym zastanowił. Z przedstawionej przez niego wersji wydarzeń wynika, że tego samego dnia został zatrzymany. Służby twierdziły, że mężczyzna posiada narkotyki. Późniejsze przeszukania oraz testy medyczne miały nie wykazać jakiejkolwiek obecności nielegalnych substancji. Ligęska twierdził, że pod groźbą 2 lat pobawienia wolności podpisywał trzykrotnie dokumenty w języku arabskim, którego nie zna.

Wyrok skazujący Artura Ligęskę na dożywocie zapadł na początku lutego 2019 roku. Chociaż Polak został osądzony za rzekome posiadanie narkotyków, to podczas przeszukania nie wykryto żadnych używek. Sąd nie powołał świadków i nie przedstawił dowodów, a badanie krwi wykazało, że mężczyzna był „czysty”. W sprawę zaangażowało się polskie MSZ, a o interwencję prosił także Rzecznik Praw Obywatelskich, Adam Bodnar. Wsparcie polskiej ambasady okazało się kluczowe, co podkreśliła Radha Stirling z organizacji Detained in Dubai. W maju 2019 roku mężczyzna wyszedł na wolność.

Źródło: Polsat News
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...