"Zastrzelili Gruszczyńskiego, bo chciał strzelać"
Gruszczyński zginął na stacji benzynowej, znajdującej się pomiędzy blokami mieszkalnymi niedaleko Ronda Wiatraczna. Rzecznik komendanta stołecznego policji Mariusz Sokołowski powiedział, że ten rejon był obserwowany przez funkcjonariuszy stołecznych i z CBŚ, ponieważ było to jedno z miejsc, w którym mógł ukrywać się poszukiwany.
"Prowadzący obserwacje policjanci w pewnym momencie zauważyli ubranego na czarno, w kapturze, mężczyznę. Jeden z nich podszedł bliżej i rozpoznał Gruszczyńskiego" - relacjonował Sokołowski. Jak dodał, policjanci byli po cywilnemu, krzyknęli do mężczyzny - "stój, policja", ten jednak zaczął uciekać. Gdy zabiegli mu drogę, mężczyzna wyciągnął pistolet maszynowy "Skorpion". Wtedy policjanci zaczęli strzelać.
W sklepie na stacji było wówczas kilka osób - klienci i obsługa. "Płaciłem rachunek, usłyszałem kilkanaście strzałów. Potem do środka wpadł policjant i krzyknął: padnij. Później dowiedzieliśmy się, że na zewnątrz został zastrzelony mężczyzna, który zamordował braci w Wołominie" - relacjonował dziennikarzom jeden ze świadków. "Słyszałam strzały, widziałam upadającego mężczyznę" - mówiła jedna z mieszkających niedaleko kobiet.
Ponieważ policjanci mieli informacje, że Gruszczyński mógł mieć przy sobie ładunki wybuchowe, na miejsce sprowadzono policyjnych pirotechników, a cały teren w ciągu kilkunastu minut otoczyli funkcjonariusze. Przyjechały także wozy strażackie - z powodu bliskości stacji benzynowej istniało bowiem zagrożenie dla życia mieszkańców. Przy ciele mężczyzny znaleziono 200 gramów trotylu z zapalnikiem.
Od razu pojawiły się też tłumy gapiów. "Dobrze, że go zastrzelili. Zabił dwie osoby, pewnie zabijałby kolejne. To była kwestia czasu" - mówili niektórzy. "Słyszałam tylko strzały. Ale tutaj są szkoły, kręci się sporo ludzi, dobrze, że nikomu postronnemu nic się nie stało" - mówili inni.
Teraz na miejscu trwają oględziny - jak powiedział Sokołowski - mogą one potrwać jeszcze kilka godzin. Funkcjonariusze sprawdzają, dlaczego mężczyzna znalazł się w tym miejscu, gdzie się ukrywał i czy ktoś mu w tym pomagał. "Tego, że ktoś mu pomagał, nie możemy wykluczyć" - dodał.
Policjantów, którzy strzelali, czeka prokuratorskie postępowanie. "Zgodnie z obowiązującymi przepisami, w chwili gdy doszło przez funkcjonariusza do użycia broni, prowadzone jest takie postępowanie" - wyjaśnił Sokołowski. Obowiązujące regulacje pozwalają policjantom na użycie broni bez ostrzeżenia (stój, bo strzelam - PAP) w sytuacji "nagłego zagrożenia życia i zdrowia".
Szef policji Konrad Kornatowski powiedział dziennikarzom, że "oględziny miejsca zdarzenia wskazują jednoznacznie, iż Gruszczyński po wyjęciu pistoletu maszynowego przeładował i odbezpieczył broń. "Czyli był zdeterminowany i chciał zrobić jatkę" - dodał.
Tymczasem szef MSWiA przyznał, że gdyby nie zaniedbania policji, mogłoby nie dojść do zabójstwa drugiego z braci w Wołominie. Zaznaczył, że jest to tylko przypuszczenie.
Kornatowski ujawnił zaś, że wydał polecenie zawieszenia w czynnościach zastępcę wydziału do walki z terrorem kryminalnym i zabójstw KSP, który "nie dopełnił obowiązków co do ochrony rodziny ofiar Gruszczyńskiego".
Mariusz Cz. - brat zamordowanych w Wołominie mężczyzn - powiedział, że po zastrzeleniu Michała Gruszczyńskiego, podejrzewanego o zabójstwo jego braci, czuje ulgę i rozgoryczenie.
Podkreślił, że jest rozczarowany i rozgoryczony tym, że został zawieszony w obowiązkach zastępca wydziału dw. z terrorem i zabójstw. "To był jedyny człowiek, który od początku bardzo mocno mi pomagał i mnie wspierał. Zrobię wszystko, co w mojej mocy, by zmieniono tę decyzję" - powiedział.
"Miałem nadzieję, że Gruszczyński zostanie zatrzymany i odpowie przed sądem za to, co zrobił" - powiedział. Dodał, że nadal obawia się o bezpieczeństwo swoich bliskich i nie zrezygnuje z ochrony, bo Gruszczyński prawdopodobnie miał wspólników.
Policjanci nieoficjalnie także nie kryją zaskoczenia z powodu decyzji o zawieszeniu policjanta. "Był z tą rodziną od początku. Cały czas robił wszystko, aby zatrzymano Gruszczyńskiego" - podkreślają.
Obława na Gruszczyńskiego trwała od soboty, kiedy to - według ustaleń funkcjonariuszy - zastrzelił na wołomińskim cmentarzu drugiego z braci Cz., 29-letniego Roberta. Prokuratura już 7 marca wydała postanowienie o przedstawieniu mu zarzutów zabójstwa - pierwszego z braci - Dariusza Cz. (pod koniec lutego w wołomińskim pubie), usiłowania zabójstwa i nielegalnego posiadania broni. Mariusz Cz. mówił, że zwracano się do policji i prokuratury o ochronę dla nich, ale prośby pozostały niespełnione, za co miał żal.
W tej sprawie w poniedziałek został zatrzymany Jan Z. ps. Cygan, który miał dostarczyć broń Gruszczyńskiemu. W środę prokuratura ma zdecydować, czy wystąpi do sądu o jego areszt. Mężczyźnie postawiono dotąd jedynie zarzut nielegalnego posiadania broni.ab, pap