Tunguska mojego pradziadka

Dodano:
Mój pradziadek Henryk Aleksander Czarnecki, aktor – i zdaje się nie za bardzo udany szef „trupy teatralnej”, jak onegdaj nazywano wędrowne teatry (teatr dla niego był sztuką, a nie biznesem, w związku z tym pradziadek plajtował co rusz) – wziął, jak wielu wówczas młodych Polaków z różnych stanów udział w Powstaniu Styczniowym. Skończyło się to zesłaniem na Syberię.

Legenda rodzinna głosi, że na tejże Syberii zadzierzgnął bliskie kontakty z rosyjskim kupcem-inwestorem, który dokonywał na własną rękę eksploracji dziewiczego jeszcze regionu. Pradziadek Henryk Aleksander, człowiek wielu talentów, wykorzystał fakt choroby kucharza w „komandzie” owego rosyjskiego burżuja i zastąpił chorego biedaka ze świetnym ponoć skutkiem. Rosjaninowi ponoć imponowało, że ma kucharza „z Zachodu”, cudzoziemca, Polaka, a nie rodaka, czy jeszcze gorzej – tubylca.

Serce nie sługa – mój pradziadek zakochał na się na Syberii! Jego wybranką była piękna... Tunguska. Spieszę wyjaśnić, że Tungusi to lud zamieszkujący Rosję (Syberia), Chiny (szczególnie tzw. Mongolię Wewnętrzną) oraz Mongolię. Używają kilku języków z rodziny tungusko-mandżurskiej. Ich żywiołem jest tajga. Nazwa „Tunguzi” pochodzi z języka tatarskiego i ma mało sympatyczne konotacje,bo oznacza… świnię. Ale - na szczęście - ma też drugie znaczenie: to człowiek, który... je wieprzowinę. Skądinąd w ten sposób Tatarzy mieli określać plemiona, których religią nie był islam. Zatem: „niewiernych”…

Pradziadek Henryk Aleksander był nie tylko kochliwy, ale również wykazał się niebywałym sprytem: Syberię miał opuścić już po trzech latach, wyjeżdżając z imperium cara do Ojczyzny na papierach... owego kucharza, którego zastąpił. Wrócił więc do swojej Galicji i zamieszkał w Krakowie, a potem w okolicach Krakowach.

Dość często zdarzało się, że polscy zesłańcy po powrocie z Syberii do kraju byli przez swoje rodziny, dla bezpieczeństwa wysyłani na Zachód. Może by i tak było z pradziadkiem, ale na przeszkodzie stanęła owa Tunguska, z którą łatwiej było przyjechać niż wyjechać. I to był powód, dla którego Henryk Aleksander Czarnecki nie osiadł we Francji czy Belgii. A z Tunguską się ożenił, szokując bliższą i dalszą rodzinę.

Niestety historia miłości Polaka – zesłańca i kobiety przecudnej urody z ludu Tunguzów nie zakończyła się happy-endem. Chociaż pradziadek podobno kochał Tunguskę na zabój, a ona odwzajemniała się gorącym uczuciem, choć pochodziła z lodowatej tajgi - tę miłość przerwała śmierć. Dziewczyna zmarła na popularne wówczas, niestety, suchoty. Zmiana klimatu i warunków życia okazała się zabójcza. Pradziadek przez przeszło dekadę był samotny, aż wreszcie pod koniec lat 1870-ch ożenił się z warszawianką – panna Geber, wywodzącą się z osiadłej od dawna w Polsce rodzinie niemieckich garbarzy. Z tego małżeństwa około 1879 roku urodził się mój dziadek Henryk Karol Czarnecki, aktor, śpiewak, ale przede wszystkim-w przeciwieństwie do swojego ojca - bardzo sprawny dyrektor teatrów, który wystawiał zarówno lżejszy repertuar typu operetki, jak i na przykład pierwszą premierę „Halki” Moniuszki w Łodzi. Ale to już zupełnie inna historia.

Legenda rodzinna spowodowała, że ciepło myślę o egzotycznych Tungusach. Ukraść serce Czarneckiemu? To sztuka!

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...