Co dalej z polskim wetem do budżetu UE? Przedstawiamy możliwe scenariusze

Dodano:
Mateusz Morawiecki i Viktor Orbán na spotkaniu przywódców państw w listopadzie 2020 roku Źródło: Newspix.pl / Fot. Abaca/Newspix.pl
Nerwowe wyliczanie kto i ile straci na wecie wobec budżetu UE jest politycznie użyteczne, ale nie wytrzymuje zderzenia z logiką i zdrowym rozsądkiem. Te podpowiadają, że negocjacyjna histeria w końcu opadnie i znajdzie się miejsce na kompromis. Jedyny problem polega na tym, że logika i zdrowy rozsądek to ostatnio bardzo rzadki towar.

Jeśli wierzyć we wszystko, co pisze się na temat awantury wokół budżetu UE, koniec świata jaki znamy nastąpi już 1 stycznia 2021 roku. Tępy upór polskich i węgierskich nacjonalistów, którzy poszli na wojnę z całym cywilizowanym światem, odetnie nas od unijnych pieniędzy. Bez nich do wiosny rozsypią się wszystkie wybudowane z mozołem polskie autostrady, a pozbawieni dopłat rolnicy po prostu rozjadą pisowski reżim kombajnami. O ile wcześniej Kancelarii Premiera nie spalą koktajlami Mołotowa studenci, zrozpaczeni zablokowaniem Erasmusa. Nie ma się co śmiać.

W wojnie postu z karnawałem czy też, jak kto woli, opozycji z koalicją, wszelkie chwyty są przecież dozwolone. Dlatego opozycja może sobie wieszczyć koniec świata, licząc, że w udziale skapnie jej zaszczyt jego reaktywacji, a rząd może przedstawiać się jako jedyny obrońca unijnej jedności i europejskich traktatów. To zresztą tak naprawdę racjonalny argument w dyskusji, w której wcale nie chodzi o unijne pieniądze, tylko o trwające od dziesięcioleci przepychanki o to, czy w Europie ważniejsze są instytucje państwowe czy wspólnotowe.

Źródło: Wprost
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...