Czekasz na koniec pandemii? Musisz się na to przygotować

Dodano:
Dla niektórych powrót do względnej „normalności” może być sporym wyzwaniem Źródło: Shutterstock
Odczuwana samotność podczas lockdownu może doprowadzić do powstania w nas lęku, bo zwyczajnie oduczyliśmy się w jakimś stopniu przebywania z innymi ludźmi.
Marta Pociecha – psycholog, psychoterapeutka terapii poznawczo-behawioralnej CBT

Ostatnie, lutowe poluzowanie obostrzeń zaowocowało otwarciem basenów, a ja – jako fanka basenów – postanowiłam wybrać się na pływalnię. Zastanawiałam się jak to będzie wyglądało, czy spotkam dużo ludzi, jak wygląda kwestia obostrzeń na torach pływackich.

Ze zdumieniem przyjęłam fakt, że teoretycznie jest jak dawniej, ale jednak coś się zmieniło. Nie zewnętrznie, bo basen nadal jest tym samym basenem, ale zmiana nastąpiła we mnie.

Już w momencie zbliżania się do szafek w przebieralni odczułam lekki niepokój. Zupełnie jakbym na basen szła po raz pierwszy w życiu.

Będąc w przebieralni zdałam sobie sprawę, że chcę jak najszybciej przejść przez procedurę przebierania i znaleźć się w wodzie, gdzie mogę oddać się przyjemności pływania. Nagła obecność wielu ludzi, mówiąc wprost, przytłoczyła mnie.

Stykam się z wieloma ludźmi codziennie w swojej pracy, ale odzwyczaiłam się kompletnie od przebywania w publicznym miejscu wśród tak wielu osób naraz. Mało tego, nie wiedziałam jak się zachować, jak się odnaleźć. Czy patrzeć w stronę innych, czy unikać kontaktu wzrokowego? Czy się przepychać w stronę szafki, czy czekać swoją kolej z zachowaniem dystansu, czy podejść do barku po zakończeniu pływania i kupić kawę, czy nie?

Zrozumiałam, że sytuacja izolacji społecznej wpłynęła na mnie podobnie, jak na większość z nas. Brak wyjść do kina, do restauracji, na siłownię, wyjść do i powrotów z pracy, brak spotkań z przyjaciółmi… Wszystko to nie pozostaje bez wpływu na samopoczucie i na umiejętności odnalezienia się w sytuacji społecznej, jaką jest właśnie choćby wyjście na basen.

Odczuwana samotność podczas lockdownu może doprowadzić do powstania w nas lęku, bo zwyczajnie oduczyliśmy się w jakimś stopniu przebywania z innymi ludźmi.

Być może niektóre osoby, które przez lockdownem doświadczały lęku społecznego, ucieszyły się z faktu, że teraz nie muszą się spotykać z ludźmi, a ich samopoczucie uległo wobec tego poprawie. Osoby z fobią społeczną, pozostając w izolacji, mogły odczuwać mniej stresu w związku z brakiem aktywności społecznych.

Rozmawiając z pacjentami (czy to dorosłymi, czy to młodzieżowymi), ze znajomymi, ale i z przypadkowymi osobami w salonie kosmetycznym czy u fryzjera, słyszę jednak nader często, że sytuacja ponad rocznej pandemii dała się już we znaki każdemu.

Znaleźliśmy się w sytuacji nagłej i nieprzewidywalnej, w której trudno coś wiedzieć na pewno, coś zaplanować. Do tego doszedł lęk związany z COVID-19, z tym że ktoś bliski zachoruje albo nawet umrze. Nasza rzeczywistość zmieniła się i zapewne już nigdy nie będzie taka sama jak ta, którą znamy sprzed pandemii.

Trudno przewidzieć też, jaka rzeczywistość czeka na nas w przyszłości, a wszystko to generuje w nas lęki i obawy.

Niektórzy z nas dostają informacje, że ich biuro zmienia lokalizację, że o powrocie do stacjonarnej pracy czy nauki nie ma co marzyć, że ich biurka już nie będzie (bo firma, w której pracują, wprowadza system pracy rotacyjnej lub rezygnuje zupełnie z posiadania siedziby).

Sytuacja izolacji, dodatkowe zmiany czynników zewnętrznych, komunikacja przez internet czy telefon oddaliły nas od siebie – co do tego nie ma wątpliwości. Niepokój, który towarzyszył nam od kliku miesięcy, będzie się utrzymywał, nawet kiedy będziemy wracać do ‘nowej’ normalności. Będziemy potrzebowali oswoić się ze sobą nawzajem od początku, odnaleźć w świecie raz jeszcze.

Pracując czy ucząc się zdalnie odzwyczajamy się od sytuacji społecznych. Rzadziej niż wcześniej rozmawiamy twarzą w twarz. Kontakty internetowe zdominowały nasze życie, co ma swoje dobre, ale i złe strony. Pozytywy to te związane z oszczędnością czasu, z minimalizowaniem ryzyka zachorowania.

Negatywy to te związane z faktem, iż kontakty w sieci nie zastąpią nigdy kontaktów „na żywo”, a dodatkowo ciągłe bycie online sprawia, że trudno jest zachować jasne granice między pracą, szkołą, a życiem prywatnym czy czasem odpoczynku.

Nadchodząca wiosna będzie zachęcać do wyjść z domu, mimo obostrzeń może nam być trudno pozostać w zamknięciu, a ładna pogoda będzie nas do tego skłaniać. Ponowny powrót do interakcji społecznych z jednej strony może być tym, za czym bardzo już tęsknimy, a z drugiej strony możemy poczuć się tym przytłoczeni.

Nawet, jeśli przed wprowadzeniem ograniczeń nie doświadczaliśmy lęków w sytuacjach społecznych, to te mogą się pojawiać jeszcze przez jakiś czas.

Możemy obawiać się kontaktów z ludźmi nie tylko dlatego, że się od nich „odzwyczailiśmy”, ale też ze względu na lęk przed zachorowaniem. Sądzę, że w obecnej sytuacji oraz w nadchodzącym czasie potrzebujemy być jak najbardziej wyrozumiali dla siebie samych i dla innych ludzi. Łagodne podejście do swoich możliwości i ograniczeń daje szansę na obniżenie lęku i frustracji spowodowanych zaistniałą sytuacją.

Wszyscy znaleźliśmy się w czasie nagłego kryzysu związanego z wydarzeniem losowym. Nie możemy od siebie wymagać teraz zbyt wiele, przekraczać swoich granic, oskarżać się o brak motywacji czy sił do działania, jednocześnie mając baczenie czy nasz stan emocjonalno-psychiczny nie wymaga wsparcia specjalisty.

Zasada „cokolwiek działa” może się teraz sprawdzić. Polega ona na znajdowaniu pozytywów w najdrobniejszych działaniach. Nawet jeśli mamy ograniczony dostęp do siebie nawzajem, to warto być ze sobą w kontakcie – telefonicznym czy internetowym.

Jeśli zamknęli nasz ulubiony klub sportowy, to zastąpmy to ćwiczeniami w domu lub wyjściem na spacer do lasu. Jeśli kochaliśmy podróże, to możemy zamiast tego wyjechać chociaż za miasto.

Być może części z nas trudniej będzie oswoić lęki związane z powrotem do nowej normalności, która przyjdzie wraz z zakończeniem pandemii. Pamięć wydarzeń ostatniego czasu pozostawi swój ślad w doświadczeniach, emocjach nas wszystkich.

Jestem przekonana, że jako ludzie mamy duże zdolności adaptacyjne. Raz nabyte kompetencje społeczne nie znikają, a będą wymagały tylko przypomnienia. Będziemy potrzebowali się przestawić i odświeżyć swój wewnętrzny system radzenia sobie w nowej rzeczywistości – tak, jak klikamy w przycisk na klawiaturze, żeby zresetować system operacyjny urządzenia.

Marta Pociecha – psycholog, psychoterapeutka terapii poznawczo-behawioralnej CBT, certyfikowana trenerka językowa. Jest autorką książki pt.: „Jak być matką swojej córki, aby wychować ją na pewną siebie, odważną i silną kobietę” a także licznych artykułów na portalu egodziecka.pl. Związana z Kliniką PsychoMedic.pl, siecią poradni zdrowia psychicznego oferujących profesjonalne wsparcie dla dzieci i dorosłych w formie stacjonarnej oraz online.
Źródło: Wprost
Proszę czekać ...