Doradca Dudy o sporze z Czechami: To przypomina relację z Izraelem. Antypolonizm jest kartą w grze

Dodano:
Andrzej Duda Źródło: Shutterstock / BikerBarakuss
Trwa spór na linii Polska-Czechy o kopalnię węgla brunatnego w Turowie. Zdaniem Czechów, którzy wnieśli skargę wraz z wnioskiem o zastosowanie tzw. środków tymczasowych, a więc nakaz wstrzymania wydobycia, rozbudowa naszej kopalni zagraża dostępowi do wody w regionie Liberca. Polsce grożą gigantyczne kary finansowe. Co na to prezydencki doradca, prof. Andrzej Zybertowicz? – To niedobrze, że skłóciliśmy się z bliskim nam kulturowo i handlowo sąsiadem, ale musimy się dogadać. Nie możemy ulec unijnemu szantażowi – mówi w rozmowie z „Wprost”.

Choć w maju Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej nakazał natychmiastowe wstrzymanie wydobycia w kopalni do czasu wydania wyroku, rząd Mateusza Morawieckiego poinformował, że węgiel wciąż będzie wydobywany. Jednocześnie Polska przystąpiła do rozmów z Czechami. Wciąż jednak nie doszło do porozumienia, a 20 września TSUE postanowił, że Polska ma płacić Komisji Europejskiej 500 tys. euro dziennie za niewdrożenie środków tymczasowych i niezaprzestanie wydobycia.

Prof. Andrzej Zybertowicz, przyznał, że sytuacja jest niepokojąca. – Jeśli przyjrzeć się bliżej temu sporowi, można wskazać, gdzie Polska popełniła błędy, z kolei po stronie czeskiej widać usztywnienie związane z nadchodzącymi wyborami. To niestety, pod pewnymi względem przypomina relację Polski z Izraelem, który ma nader niestabilną scenę polityczną. Antypolonizm jest tu kartą w grze. Społeczeństwo izraelskie dzieli się na tych, co mają wielki sentyment do Polski i tych, którzy żywią do nas urazę – ocenił.

Jak jednak dodał, nie możemy ulec naciskom ze strony Unii Europejskiej.

– W przypadku Czech to niedobrze, że skłóciliśmy się z bliskim nam kulturowo i handlowo sąsiadem, musimy się dogadać, ale nie możemy ulec unijnemu szantażowi – podkreślił.

Przyznał też, że „w tym regionie działają też kopalnie innych krajów, wywierając negatywny wpływ na środowisko i nikomu o tym się nie mówi, a tylko nasza ma zostać zamknięta”.

– Zastanawiam się, ile by kosztował wstrząs dla systemu energetycznego, gdybyśmy zatrzymali Turów z dnia na dzień i musielibyśmy kupować prąd od sąsiadów, np. z Niemiec, przynajmniej do czasu, gdy nasz system dostosowałby się do wymuszonych zmian. Warto policzyć, ile by to kosztowało – podsumował.

Źródło: Wprost
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...