Klonowanie ochraniaczy
Można tylko się zastanawiać, czy Francuzi rzeczywiście potrzebują urzędu premiera. Potrzebują – w jednym celu. We Francji szefami rządów najczęściej zostają politycy drugiego planu, którzy nie mają szans przebić się na najwyższe szczeble władzy. Gdy więc otrzymują propozycję objęcia fotela w Matignon, nie wahają się ani chwili – to dla nich szansa życia. I tak za nic nie odpowiadają, więc ich brak kompetencji nie przeszkadza. A dla prezydenta są wygodnym ochraniaczem. Gdy coś idzie nie tak i Francuzi się burzą, on rzuca im premiera na pożarcie. Strata niewielka, a lud się cieszy, bo poczuł krew. Prezydent tymczasem ma spokój. Znajduje sobie nowego człowieka, klona poprzednika, który znów świetnie wypada w sondażach. Do pierwszego potknięcia swego politycznego pryncypała.