Dożywocie, 25 i pięć lat za zabójstwo maturzysty

Dodano:
Na karę dożywocia skazał w piątek Sąd Okręgowy w Kielcach Marcina Piętka, a na 25 pozbawienia wolności Norberta Rembaka, oskarżonych o zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem maturzysty z Suchedniowa (Świętokrzyskie). Krzysztofowi M., który poszedł na współpracę z organami ścigania, sąd wymierzył karę pięciu lat więzienia.

19-letni Bartłomiej zaginął 24 maja 2002 roku w trakcie egzaminów maturalnych. Po raz ostatni widziano go po południu w Skarżysku- Kamiennej. Podejrzanych ujęto trzy lata po zabójstwie. Do dziś nie znaleziono zwłok chłopaka.

Sąd zwrócił uwagę na bezmiar okrucieństwa, bestialstwo i potworność czynu oskarżonych, którzy z błahego powodu zabili 19-latka.

W przypadku Piętka sędzia podkreślił jego "nieludzki upór", przez który do tej pory nie odnaleziono zwłok chłopca, a rodzina nie może go pochować; oskarżony wraz z czwartym, nieżyjącym już sprawcą, przeniósł ciało i ukrył je w innym miejscu. Milczenie w tej sprawie jest okolicznością obciążającą. Sąd zaostrzył karę dożywocia w ten sposób, że oskarżony dopiero po upływie 40 lat od uprawomocnienia się wyroku będzie mógł ubiegać się o warunkowe przedterminowe zwolnienie.

Wobec Rembaka sąd nie mógł zastosować dożywocia, gdyż oskarżony dokonał zabójstwa będąc nieletnim. Będzie on mógł ubiegać się o przedterminowe zwolnienie dopiero po 20 latach.

Sędzia Chałoński podkreślił, że sąd musi chronić społeczeństwo przed takimi osobami.

Wobec Krzysztofa M., który poszedł na współpracę z organami ścigania, ujawnił przebieg wydarzeń i starał się pomóc w odnalezieniu ciała poddając się hipnozie, sąd zastosował nadzwyczajne złagodzenie kary. Chałoński podkreślił, że sąd nie tylko musiał, ale chciał skorzystać z takiej możliwości, aby pokazać, że takie zachowanie jest premiowane. Dzięki Krzysztofowi M. wiadomo, że maturzysta nie żyje i możliwe jest ukaranie winnych.

Sąd dał wiarę wyjaśnieniom M. Zdaniem sądu, gdyby M. pomawiał oskarżonych, to nie zgodziłby się na eksperyment hipnozy. Poza tym, w swoich wyjaśnieniach podał on szereg szczegółów.

Sąd zezwolił na publikację nazwisk dwóch oskarżonych. Wyrok nie jest prawomocny.

Prokuratura oskarżyła podejrzanych o to, że wraz z czwartym, nieżyjącym już mężczyzną, dokonali zabójstwa maturzysty ze szczególnym okrucieństwem przy użyciu bagnetu i kamienia. Do zabójstwa doszło w nieustalonym miejscu przy trasie krajowej nr 7 między Radomiem a Warszawą. Wcześniej mężczyźni dokonali na chłopaku rozboju - zabrali mu samochód oraz portfel, zegarek i telefon komórkowy.

Krzysztof M. przyznał się do udziału w uprowadzeniu chłopaka oraz do tego, że pod presją uderzył go kamieniem i dźgnął bagnetem, ale według niego, chłopak już wtedy nie żył. Z jego wyjaśnień wynika, że w całej sprawie prym wiódł nieżyjący już Łukasz S. Oskarżeni wraz z nim pili tego dnia alkohol. Łukasz S. wdał się w utarczkę słowną z Bartłomiejem. Gdy chłopak po pewnym czasie jechał samochodem, zmusili go do zatrzymania auta i uprowadzili maturzystę. Gdzieś w lesie między Radomiem a Warszawą doszło do zabójstwa. Po zabójstwie mężczyźni pojechali najpierw do Ostródy, potem do Gdańska i Sopotu. Po pewnym czasie wrócili do Skarżyska. Po kilku tygodniach Łukasz S. z Piętkiem przenieśli zwłoki w miejsce, którego Krzysztof M. nie zna.

Krzysztof M. usiłował sobie przypomnieć miejsce, w którym doszło do zabójstwa. Nawet zgodził się poddać hipnozie, ale ten eksperyment nie pomógł w odnalezieniu zwłok.

Policja zatrzymała podejrzanych w czerwcu 2005 roku. Według policjantów mężczyźni nie spodziewali się zatrzymania. Byli pewni, że "sprawy już nie ma". W ustaleniu przebiegu zdarzeń pomocny był operator sieci komórkowej oraz świadkowie, którzy zgłosili się po emisji programu telewizyjnego "997".

pap, ss

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...