Dziennikarze TVN oskarżeni o gwałt. Tak się tłumaczą

Dodano:
Prezenterzy TVN Turbo Źródło: Newspix.pl / Michal Piesciuk
Po wielomiesięcznym postępowaniu Prokuratura Rejonowa Katowice-Północ zdecydowała o skierowaniu aktu oskarżenia do sądu przeciwko dwóm znanym dziennikarzom motoryzacyjnym. Chodzi o sprawę z października 2024 roku i rzekomy gwałt. „Jesteśmy niewinni” – zapewniają Adam K. i Patryk M.

Dziennik „Gazeta Wyborcza”, 4 lipca nad ranem, opublikował artykuł, za pośrednictwem którego poinformowano o akcie oskarżenia śledczych, złożonym przeciwko dziennikarzom TVN Turbo do Sądu Okręgowego w Katowicach. Zanim do tego doszło, miało miejsce długie postępowanie – w jego trakcie analizowano bilingi telefoniczne, film, który zarejestrowano w mieszkaniu (gdzie miało dojść do przestępstwa) i dokonano przesłuchań świadków. Oprócz tego zlecono też opinie toksykologiczne, psychologiczne czy badania DNA (biologiczne). Po wszystkim prokuratura podjęła taką, a nie inną decyzję, opierając się na zgromadzonym materiale dowodowym.

— Obaj mężczyźni odpowiedzą za gwałt. Pokrzywdzonymi są dwie kobiety w wieku 26 i 34 lat — ujawniła w rozmowie z „GW” prok. Joanna Sagan, szefowa katowickiej PR.

Dziennikarze TVN Turbo oskarżeni o gwałt. Jest reakcja pracodawców. „Jesteśmy niewinni”

W październiku ubiegłego roku K. i M. wybrali się do jednej z restauracji w stolicy Śląska. Tam spotkali cztery kobiety. Dwie z nich pojechały z nimi do wynajętego przez siebie lokum. Później do mieszkania przyjechała też ich koleżanka, która złożyła zawiadomienie o podejrzeniu przestępstwa. Stało się tak, choć osoby nazwane „pokrzywdzonymi” powiedziały śledczym, że „nie pamiętają, co się wydarzyło w mieszkaniu przy ulicy Bytkowskiej i nie chcą żadnego śledztwa” – ustaliła „GW”. Kobiety te „powiedziały śledczym, że ostatnią relację intymną z mężczyznami miały jako nastolatki”. Gazeta pisze jeszcze, powołując się na opinie biegłych, że feralnej nocy mogły mieć nawet dwa promile alkoholu w organizmach. Z miejsc intymnych 26-latki i 34-latki pobrano też wymazy. Znajdował się tam materiał genetyczny jednego z podejrzanych.

Dziennikarze K. i M. nie przyznali się do zarzucanego im czynu. Utrzymują, że wszystko działo się za obopólną zgodą. W oświadczeniu dla „GW” zapewniają „z całą mocą”, że są „niewinni”. „Znane nam dowody nie tylko powyższe potwierdzają, ale prowadzą do wniosku, że staliśmy się ofiarami prowokacji. Wskazujemy nadto, że osoby, które ją przeprowadziły, same nie brały udziału w zdarzeniach, o które się nas pomawia” – tłumaczą. „Nie popełniliśmy żadnego przestępstwa, nikomu nie wyrządziliśmy krzywdy i będziemy tego dowodzić przed sądem” – zapowiedzieli.

Na medialne doniesienia zareagował już pracodawca M. i K. – TVN Warner Bros. Discovery (właściciel TVN Turbo). Przełożeni zdecydowali o „zawieszeniu współpracy” z dziennikarzami „do czasu wyjaśnienia wszystkich okoliczności sprawy”.

„Kontakty były inicjowane przez tamte kobiety”, „nie ma mowy o gwałcie”, „współpracujemy z organami ścigania”

M. opublikował w piątek po południu, na Facebooku, post. Nawiązując do publikacji dziennika napisał, że „to nieprawda”, iż feralnej nocy doszło do przestępstwa. „Nie mam pretensji do redakcji – opisali to, co znaleźli w aktach, choć niestety część informacji została błędnie zinterpretowana lub pominięto bardzo istotne elementy materiału dowodowego”. „Jest wielu świadków, którzy potwierdzają, że nasze kontakty nie tylko nie miały nic wspólnego z przemocą, ale były akceptowane, a często wręcz inicjowane przez tamte kobiety” – twierdzi dziennikarz. Zapewnia – wskazując na dowody – że „nie doszło do żadnego stosunku, żadnego przestępstwa i nikt nie został skrzywdzony”. Wskazał, że razem z K. „od początku w pełni współpracują z organami ścigania” i mają nadzieję na „szybkie wyjaśnienie sprawy” i „wiarę w sprawiedliwość”. Poprosił też, by internauci „nie oceniali go przez pryzmat nagłówków”.

K. również opublikował post na tej samej platformie. „Mówi się, że w każdym kłamstwie jest źdźbło prawdy. Tu też. Tak – na zaproszenie kilku wstawionych już kobiet przesiedliśmy się do ich stolika. Tak – skorzystaliśmy z zaproszenia, by pojechać do ich apartamentu. I tak – obaj będziemy się tej sytuacji wstydzić i do końca życia żałować” – przyznaje dziennikarz.

„Ale nie, nie i jeszcze raz NIE – absolutnie nie ma mowy o gwałcie ani o żadnym stosunku płciowym (co potwierdzili biegli)” – twierdzi K. Podkreślił też, że żadna z kobiet, która zaprosiła dziennikarzy do mieszkania, „nigdy nie postawiła im takich zarzutów”. „Oskarżenie jest pomysłem ich koleżanki, która już wcześniej nagrywała nas z ukrycia” – pisze. Wskazał też, że „mnóstwo postronnych świadków potwierdziło, że w każdym momencie tego wieczoru wszystko, co robili [z M. – red.], odbywało się za zgodą, a często wręcz z inicjatywy wspomnianych kobiet”.

K. Zaapelował, by internauci poczekali na wyrok sądu. „Wierzę, że będzie dobrze” – napisał.

Źródło: wyborcza.pl / wirtualnemedia.pl / Facebook
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...