Uwierzył reklamie, chciał zarobić na akcjach. Wysłał blikiem łącznie 170 tysięcy

Dodano:
Internetowe oszustwo, zdjęcie ilustracyjne Źródło: Pexels / John Diez
37-latek uwierzył reklamie i „inwestował” pieniądze w nieistniejące akcje koncernu paliwowego. Nie miał przy tym nawet własnych pieniędzy – środki na ten cel pożyczył.

Pod koniec czerwca 37-latek z gminy Trzebieszów natrafił w portalu społecznościowym na reklamę platformy gwarantującej zyski z inwestycji w koncern paliwowy. Zachęcony wizją zarobku, zainstalował na smartfonie wskazaną aplikację. Już po chwili skontaktował się z nim przedstawiciel informujący o możliwościach finansowych platformy.

Wspaniała inwestycja? Za reklamą kryło się wielkie oszustwo

Warunkiem umożliwiającym inwestowanie była konieczność wpłaty 10 tysięcy złotych. 37-latek nie miał takiej kwoty, wpłacił jedynie tysiąc złotych, a po miesiącu kolejny. Po tygodniu od ostatniej wpłaty skontaktował się z nim konsultant, przekazując informację o 60 tysiącach zysku. Jednym z warunków wypłaty zysku byłą konieczność założenia konta na platformie finansowej umożliwiającej zarządzanie pieniędzmi za pomocą aplikacji mobilnej.

Mimo, że 37-latek nie miał już żadnych pieniędzy, za namową rzekomego konsultanta zaciągnął w swoim banku kredyt. Transakcje na koncie wzbudziły u pracowników bankowych podejrzenie o oszustwie i jego konto zostało zablokowane. W tym miejscu powinien nastąpić koniec tej opowieści i podsumowanie, mówiące o potrzebie sprawdzania wiarygodności wszelkich podobnych atrakcyjnych „inwestycji”.

Tymczasem 37-latek na tyle uwierzył rzekomemu konsultantowi z platformy inwestycyjnej, że po dwóch tygodniach „odblokował” swoje konto bankowe. Sygnał z banku nie był dla niego żadnym ostrzeżeniem. Zmanipulowany przez rzekomego konsultanta, przekazał mu wszystkie dane do swej bankowości i przesłał zdjęcie swojego dowodu osobistego.

Oszuści w akcji. Mężczyzna wciągnął mamę w „inwestycje”

Zachęcony wizją kolejnego zysku mężczyzna pożyczał pieniądze od najbliższych. Z pomocą konsultanta zaciągał pożyczki w parabankach, a następnie generował, przekazywał i zatwierdzał kody blik.

Oszuści wmówili też 37-latkowi, że w jego sprawie interweniowali przedstawiciele Komisji Nadzoru Finansowego, że w przypadku rezygnacji z dalszych inwestycji, i tak będzie musiał zapłacić podatek. Rozwiązaniem mogła być wpłata na konto zaufanej osoby, która dla zabezpieczenia miałaby wziąć 50 tysięcy kredytu.

W swoje szemrane interesy 37-latek zaangażował mamę. Kobieta złożyła w banku wniosek o 50 tysięcy złotych pożyczki. Kiedy chciała wypłacić z konta gotówkę, transakcją zainteresowała się pracownica banku. Rozmawiając z kobietą i jej synem, usłyszała historię 37-latka i jego wszystkich inwestycji. Uświadomiła wtedy klientów, że padli ofiarą oszustwa. Dopiero w tym momencie do 37-latka dotarło, że zmanipulowany przez rzekomego konsultanta „zainwestował” i stracił łącznie170 tysięcy złotych.

Policja ostrzega i przypomina o weryfikacji

W związku z tą sprawą policja ponowiła apel o szczególną ostrożność w kontaktach z osobami proponującymi świadczenie usług finansowych. Bezwzględnie należy zweryfikować wiarygodność reprezentowanych przez nie firm, jak też tożsamość dzwoniącej osoby.

Nie należy również ulegać namowom rozmówcy o zainstalowanie na swoim telefonie, tablecie czy komputerze programu czy aplikacji do zdalnej obsługi urządzenia. Przekazując swoje dane, umożliwiamy dostęp do kont bankowych oraz możliwość wykonywania na nich operacji finansowych.

Źródło: Policja
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...