Roszczeniowy rodzic wkracza do szkoły. „Krzyczała, że robię z jej córki nienormalną”

Dodano:
Dziecko idzie do szkoły zimą Źródło: Shutterstock
Coraz częściej konflikt szkoły z rodzicem przestaje dotyczyć ocen ucznia czy jego zachowania, a związany jest z walką o wpływy, granice czy odpowiedzialność. Nauczyciele mówią o presji i braku wsparcia, a rodzice – o poczuciu bycia ignorowanymi. Gdzie w tym sporze jest dziecko?

Wielu nauczycieli przyznaje, że relacje z częścią rodziców stają się coraz trudniejsze. Telefony późnym wieczorem, wiadomości w weekendy, a nawet w święta, pretensje o oceny czy sposób prowadzenia lekcji – to dla nich codzienność.

Ewa, nauczycielka języka polskiego ze Zgierza, wspomina rozmowę z matką jednej z uczennic. Chodziło o dziewczynę, która zaczęła wycofywać się na lekcjach, było u niej widać emocjonalne problemy. Nauczycielka zwróciła na to uwagę, kierując się troską o uczennicę. – Powiedziałam życzliwie: „Słuchaj, martwię się, coś cię męczy”. Nic więcej – relacjonuje nauczycielka. Reakcja rodzica mocno ją zaskoczyła. – Usłyszałam od jednej z mam, że jestem do zwolnienia. Przez trzy minuty stałam oniemiała, słuchając, jak krzyczy do słuchawki, że robię z jej córki nienormalną – opowiada.

Jak mówi dziennikarzom Gazety Wyborczej Ewa, nie otrzymała realnego wsparcia ze strony dyrekcji. – Zostałam z tą sytuacją sama. Usłyszałam tylko, żeby nie ruszać dziewczyny – dodaje.

Emocje, które zostają z nauczycielami

Takie sytuacje odbijają się na psychice nauczycieli. Ewa przywołuje przykład młodej matematyczki, która po rozmowie z agresywnie nastawioną matką ucznia bardzo źle zniosła stres.

Uczeń nie chodził regularnie na lekcje i nie pisał sprawdzianów. Nauczycielka próbowała wyegzekwować od niego podstawową wiedzę. W odpowiedzi usłyszała zarzuty o prześladowanie, brak obiektywizmu i niekompetencję. Po tej rozmowie – jak relacjonuje Ewa – nauczycielka „wymiotowała z nerwów w toalecie szkolnej”. Ostatecznie matka przeniosła syna do innej szkoły.

– Nie jestem jedyną, która dostaje podobne telefony. Rodzice chcą nas zwalniać i mówią, że do niczego się nie nadajemy – mówi nauczycielka.

Nierzadko rodzic traktuję szkołę jak firmę

Roman Lorens, nauczyciel i ekspert edukacyjny, zwraca uwagę, że coraz częściej szkoła traktowana jest jak firma usługowa. – To tacy, którzy mają nadmierne oczekiwania wobec szkoły i nauczycieli. Domagają się rozwiązywania ich problemów albo specjalnego traktowania ich dziecka – mówi o roszczeniowych rodzicach rozmówca GW.

Jak podkreśla, takie osoby często dobrze wiedzą, co robią. – Są bardzo świadomi swojej postawy i używają manipulacji po to, by osiągnąć cel – dodaje.

W jego ocenie problem bierze się z myślenia w kategorii: „płacę, więc wymagam”. – Wyglądałoby na to, że rodzic zamawia usługę wychowania i wykształcenia swojego dziecka – tłumaczy. W takiej logice to szkoła ma „dowieźć efekt”, a odpowiedzialność rodzica schodzi na dalszy plan.

Gdzie kończy się troska, a zaczyna presja?

Jednocześnie nie każdy rodzic, który zadaje pytania lub zgłasza wątpliwości, chce atakować szkołę. Sam Roman Lorens przyznaje, że granica łatwo się zaciera. – Mamy problem w naszej pracy rozpoznania, z jakim typem rodzica mamy do czynienia – mówi.

Michał, ojciec trzynastoletniego ucznia, zwraca uwagę, że pojęcie „roszczeniowy rodzic” bywa używane zbyt lekkomyślnie. – Roszczeniowy rodzic to każdy rodzic, który śmie wyrazić swoje zdanie – ocenia i opowiada o sytuacjach, w których zadawał pytania o sposób oceniania albo prosił o dokładniejszą informację zwrotną na temat dziecka. Zamiast rozmowy spotykał się z reakcją obronną i poczuciem, że narusza czyjś autorytet.

Wspólna odpowiedzialność

Nauczyciele podkreślają, że kluczowe znaczenie ma sposób rozmowy. – Świadomy rodzic nie podważa kompetencji nauczyciela, tylko prosi o rozmowę. Bo wspólnym celem jest dobro dziecka – mówi Ewa.

Roman Lorens przypomina przy tym o prostych proporcjach. – Dziecko spędza w szkole 35 godzin tygodniowo. Za resztę odpowiada rodzic – zauważa. – Podzielmy się odpowiedzialnością za edukację. Jeśli mamy to robić, róbmy to proporcjonalnie – dodaje.

Źródło: Gazeta Wyborcza
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...