Zaginął naukowiec z Warszawy. „Szósty dzień w zimie nie daje dużych szans”
Komenda Rejonowa Policji Warszawa V poszukuje zaginionego Sylwestra Gładysia. 71-latek po raz ostatni był widziany 24 lutego 2026 r. na ul. Encyklopedycznej, skąd wyszedł z miejsca zamieszkania. Do chwili obecnej mężczyzna nie powrócił do swojego miejsca zamieszkania oraz nie nawiązał kontaktu z rodziną.
Gładyś ma 180 cm wzrostu i waży około 100 kilogramów. 71-latek ma krótkie, siwe, włosy uczesane na bok oraz siwe wąsy i brodę. Mężczyzna nosi okulary optyczne i trzęsą mu się ręce z powodu choroby. W dniu zaginięcia Gładyś był ubrany w niebieskie jeansy, czerwoną kurtkę, ciemny beret oraz posiadał przy sobie kijki do nordic walking.
Sylwester Gładyś zaginął. Cenionego naukowca poszukuje zrozpaczona córka
Wszystkie osoby posiadające jakiekolwiek informacje mogące pomóc w ustaleniu miejsca pobytu zaginionego, proszone są o kontakt z komendą policji na Bielanach, ul. Żeromskiego 7 osobiście, telefonicznie pod numerami (47) 723 71 61, (47) 723 71 55, (47) 723 71 56, całodobowymi numerami 112 i 997 lub za pośrednictwem poczty elektronicznej oficer.prasowy.krp5@ksp.policja.gov.pl.
Informacje ws. 71-latka przekazała również córka zaginionego. Jak podkreśliła, jej ojciec nie brał leków na chorobę Parkinsona od czterech dni, w związku z czym może być zdezorientowany. Mężczyzna nie pojawił się w pracy na Politechnice Warszawskiej mimo umówionego spotkania. Analiza nagrań z monitoringu wykazała, że Gładyś poszedł wyrzucić śmieci, a następnie wszedł do Parku Młocińskiego i skierował się ścieżką w stronę Wisły.
Trwa kolejna doba poszukiwań znanego naukowca. „Myśl o tym nie daje mi spać”
71-latek nie wyszedł z parku tym samym wejściem, którym wszedł. Kobieta zaznaczyła, że jej ojca „nie ma w szpitalach, ale pod uwagę brana jest każda możliwość, w tym motyw rabunkowy”. Córka mężczyzny w najnowszym wpisie zaznaczyła, że „trzyma jeszcze nadzieję, ale zdaje sobie sprawę, że szósty dzień w zimie nie daje dużych szans na znalezienie ojca całego i zdrowego”.
„To bardzo silny człowiek. Przed chorobą Parkinsona zdobywał najwyższe góry świata” – czytamy. Córka Gładysia podsumowała, że „bardzo by chciała odnaleźć ojca”. „Myśl o tym, że mógł wpaść do rzeki, nie daje mi spać. Ale on zawsze był uważny. Znał swoje ograniczenia w chorobie. Zawsze zachowywał się racjonalnie. Znał ten teren bardzo dobrze – chodziliśmy tam na spacery, odkąd byłam mała. Później chodził tam z wnukami” – zakończyła.