400 dzików do odstrzału pod Warszawą. Mieszkańcy i eksperci kontra starosta: „To są nasi sąsiedzi”
Dziki w miastach to już nie incydent, lecz stały element krajobrazu wielu podwarszawskich miejscowości. Wychodzą wieczorami na ulice, podchodzą pod ogrodzenia, rozrywają worki ze śmieciami. Dla części mieszkańców to znak, że przyroda próbuje odnaleźć się w zurbanizowanej przestrzeni. Dla innych – realne zagrożenie i symbol bezradności władz.
Naprzeciw temu problemowi postanowił wyjść starosta powiatu otwockiego Tomasz Laskus. Kilka dni temu mieszkańców Otwocka i okolic zelektryzował jego komunikat opublikowany w mediach społecznościowych – lokalny polityk ogłosił, że w Józefowie odstrzelonych zostanie 100 dzików. To jednak dopiero początek, pierwszy etap większego planu: w Otwocku z lasów i okolic miasta ma zniknąć 200 zwierząt, a w gminie Karczew kolejne 100. Łącznie życie ma stracić 400 osobników.
„Moja decyzja jest ostateczna i podlega wykonaniu przez Miasto Józefów” – przekazał starosta. Jak tłumaczy, populacja rośnie w szybkim tempie, a sytuacja w niektórych miejscach „zaczyna być trudna do opanowania”. „Niekontrolowany przyrost dzików powoduje, że w wielu miejscach naszego Powiatu nie da się normalnie żyć” – podkreśla w mediach społecznościowych.
Starosta chwali się również, że znalazł „bezkosztowe” rozwiązanie całej operacji. Zaproponował on myśliwym „odstrzał w zamian za tuszę”.
Według dostępnych danych między innymi z polskich sklepów online, skupów leśnych i kół łowieckich wynika, że cena mięsa dzika oscyluje w kwotach 20-40 złotych za kilogram. Przypomnijmy, że dorosły dzik może ważyć około 50-100 kilogramów. Daje wartość „za tuszę” od 1 do 4 tysięcy złotych. Oferta zatem może dla myśliwych wydawać się nader atrakcyjna.
Władze apelują, by podczas działań nie wchodzić na wyznaczone tereny i „uszanować wykonywanie decyzji”. Mieszkańcy buntują się przeciw decyzji Laskusa, tworząc oddolną inicjatywę „Dziki Zostają”. Wraz z nią – petycja o wycofanie decyzji i włączenie mieszkańców do dialogu w temacie dzików zamieszkujących okoliczne lasy.
„To są nasi sąsiedzi”
Z tezami starosty, jakoby dziki były uprzykrzającym życie problemem nie zgadza się jednak część okolicznych mieszkańców.
– Mieszkam koło tego obszaru. Miejscowa grupa dzików pojawia się czasem w okolicy, czasem wchodzi na ulicę, zwykle siedzi w lesie. Musimy być uważni i to wystarczy. Nie stanowią zagrożenia. Nikomu nie zrobiły krzywdy. Jeden z dzików jest niepełnosprawny i utyka. Reszta stada go chroni, trzymając go w środku stada. Jakiś czas temu jedna z loch karmiła pod naszym domem młode. To są nasi sąsiedzi, tak samo, jak ludzie. Nie jest prawdą, że przez dziki „nie da się tu żyć”. Kłamstwo. Da się. – pisze w komentarzu pod postem starosty pan Marcin.
Mieszkaniec zwraca również uwagę na kluczowy element – próbę przesunięcia odpowiedzialności z człowieka na zwierzę. – Wielokrotnie zostało dowiedzione, że odstrzał dzików nie rozwiązuje problemu, bo nie dotyka przyczyn, a skutków. Śmietniki ciągle niezabezpieczone, również tez publiczne. Lasy są ciągle wycinane (pan osobiście zgodził się na nielegalną wycinkę lasu na szkołę katolicką na Polnej). Korytarze migracyjne dzików są niszczone – pisze dalej.
Choć pan Marcin w swoim podejściu nie jest wyjątkiem, pod postem starosty można znaleźć komentarze mieszkańców mające zgoła inne zdanie. – Właśnie nie da się normalnie żyć. Zapraszam na spacer. Ostatnio jeden szedł za mną i dzieckiem, a potem stukał ryjem w wózek. Zatarła się pewna granica, a to jest dzikie duże zwierzę – komentuje na Facebooku decyzję starosty pani Małgorzata.
– Proszę skonsultować z weterynarzami, z naukowcami. Odstrzał nic nie pomoże. Co za wstyd – pisze z kolei pani Marta.
Redakcja Wprost.pl postanowiła więc podjąć to wyzwanie. O komentarz do całej sprawy oraz możliwych konsekwencjach dla przyrody zapytaliśmy ekspertów.
„Efekt próżni” po odstrzale
Eksperci biorąc na tapet decyzję starostwa, ostrzegają przed tak zwanym efektem próżni. Co to jest? – Efekt próżni to zjawisko dobrze udokumentowane w literaturze. Po zmniejszeniu liczby zwierząt wzrasta migracja, populacje sąsiednie wypełniają niszę, gdzie nie ma zwierząt – wyjaśnia Izabela Kadłucka, prezeska Fundacji Niech Żyją!.
Dr Maślak dodaje, że silna redukcja może w efekcie sprawić, że dzików będzie... więcej. – W sprzyjających warunkach, gdy zwierzęta mają łatwy dostęp do pokarmu, a w okolicy panuje niższa konkurencja, część samic może wcześniej przystępować do rozrodu lub osiągać wyższą przeżywalność miotów – wyjaśnia członek Państwowej Rady Ochrony Przyrody.
Skutki mogą być dramatyczne. Eksperci ostrzegają
To jednak nie jedyna kwestia, na jaką zwracają uwagę przeciwnicy odstrzału. Jak wskazują, w Polsce nie prowadzi się systematycznego monitoringu skutków dla środowiska. Raporty dotyczą liczby zabitych dzików, a nie wpływu na ekosystem. – Dziki są bardzo potrzebne w lesie, nazywane są sanitariuszami lasów, zjadają larwy owadów, poczwarki, czy padlinę. Są niezwykle ważnym gatunkiem, a my ten gatunek eliminujemy, nie wiedząc, jakie będą tego konsekwencje – podkreśla Izabela Kadłucka.
Dr Maślak przypomina, że dzik to „inżynier ekosystemu”, czyli gatunek, który aktywnie zmienia swoje otoczenie. Ryjąc w ziemi w poszukiwaniu pokarmu, przekopuje glebę, miesza jej warstwy, rozsiewa nasiona i tworzy niewielkie „wyspy” odsłoniętej ziemi. Dzięki temu powstają różne mikrosiedliska – miejsca, w których mogą kiełkować nowe rośliny albo rozwijać się bezkręgowce. Jak podkreśla naukowiec, dziki są też ważnym elementem łańcucha pokarmowego. Stanowią istotny składnik diety wilków – w niektórych rejonach Polski mogą odpowiadać nawet za około 30 procent biomasy ich pożywienia. Jeśli dzików nagle wyraźnie ubędzie, wilki mogą silniej polować na inne gatunki – w tym na te hodowane przez człowieka.
Eksperci zgodnie podkreślają, że gdy takiego silnie oddziałującego gatunku nagle ubywa, las traci część tej naturalnej „dynamiki”. Może zmienić się skład roślin, struktura runa leśnego, a nawet procesy zachodzące w glebie. To z kolei wpływa na inne zwierzęta.
Dziki do odstrzału. Sporo osób reaguje stresem
Największe emocje w tym temacie budzi jednak odstrzał w okolicy terenów zamieszkałych przez ludzi. – Pisze do nas bardzo wiele osób, które nie radzą sobie z zabijaniem dzików w ich okolicy – mówi Kadłucka. – Świadomość zabijania i cierpienia, widok krwi, odgłos strzałów może znacznie pogorszyć stan psychiczny, spowodować bardzo duży stres, utratę poczucia bezpieczeństwa w przestrzeni publicznej, czy nawet traumę, zwłaszcza u dzieci. Dlatego w ustawie o ochronie zwierząt zakaz „uboju lub uśmiercania zwierząt kręgowych przy udziale dzieci lub w ich obecności” właśnie z tego powodu, że ma to szereg negatywnych konsekwencji – wyjaśnia.
Przypomina też, że rocznie kilka osób giną od kul myśliwych, a wiele zostaje rannych. – Zabijanie dzików w miastach zaburza poczucia bezpieczeństwa wśród mieszkańców – stwierdza działaczka.
Dr Maślak podkreśla, że odstrzał w mieście powinien być ostatecznością – po wyczerpaniu działań „u źródła”, takich jak ograniczenia dostępu do odpadów, edukacji czy płoszenia awersyjnego.
Czy są inne modele działania?
Protestujący mieszkańcy, skupieni wokół inicjatywy „Dziki zostają”, wskazują, że władze nie przedstawiły szerokiej analizy alternatyw. Petycję przeciwko odstrzałowi podpisało ponad 3 tysiące osób. Z dostępnych informacji nie wynika, by wdrożono programy relokacji czy systemowe ograniczanie rozrodu.
W innych miastach próbowano rozwiązań opartych na współpracy z naukowcami i urbanistami. Izabela Kadłucka przywołuje tutaj przykład Gdyni, gdzie powołano zespół ds. dzikich zwierząt analizujący dane i rekomendujący działania. W Europie często wskazuje się Barcelonę jako miasto, w którym zmiany w zarządzaniu przestrzenią i współpraca z ekspertami przyniosły wyraźną poprawę sytuacji, w przeciwieństwie do miejsc stawiających wyłącznie na masowy odstrzał.
Brak natomiast informacji, aby takie kroki podjęto w Otwocku. Droga na skróty może okazać się koszmarem dla zwierząt. – A to wszystko w imię zdobycia poparcia wśród wyborców prawicy. Tani populizm. Przy okazji kolejne wsparcie zwyrodniałego lobby myśliwskiego. Nie zapomnimy tej idiotycznej i krzywdzącej decyzji – kwituje na Facebooku pan Marcin, mieszkający na terenie objętym odstrzałem.