Alarm ws. propozycji MEN, chodzi o paski wynagrodzeń. „To też będzie źródłem zaskoczenia”
Ministerstwo Edukacji Narodowej chce wprowadzić czas pracy nauczyciela – podaje Portal Samorządowy. Byłby to okres, w którym nauczyciel pozostawałby w dyspozycji pracodawcy w szkole lub w innym miejscu wyznaczonym do wykonywania pracy. Z kolei definicja pracy w godzinach nadliczbowych oznaczałaby „pracę wykonywaną na polecenie pracodawcy powyżej średniotygodniowej 40-godzinnej normy czasu w okresie rozliczeniowym”.
Miałaby ona „polegać na realizacji zajęć lub czynności poza pensum, godzinami ponadwymiarowymi i zastępstwami oraz doskonaleniem zawodowym”. Wprowadzona miałaby zostać również ewidencja czasu pracy nauczyciela, która „ma uwzględniać specyfikę pracy szkoły i częściowo zadaniowy czas pracy nauczyciela i jednocześnie ma pozwolić na wyliczenie jego rzeczywistego czasu pracy”. Ewidencja miałaby być prowadzona w okresach rozliczeniowych: czteromiesięcznych lub półrocznych.
MEN bierze się za nadgodziny nauczycieli
Na tej podstawie byłoby wyliczane, czy nauczyciel wypracował nadgodziny. Dyrektor szkoły miałby określić formę ewidencji i zasady raportowania czasu pracy. Dyrektor miałby tak przydzielać zadania nauczycielowi, aby były do wykonania w ramach 40-godzinnej średniotygodniowej normy czasu pracy. Po tym, jak nauczyciel da znać o przekroczeniu czasu pracy, dyrektor będzie musiał zareagować i zlecić nadgodziny, ograniczyć zakres obowiązków, lub uznać, że zadania mieszczą się w normie.
Dyrektor ma też decydować o tym, czy rekompensata za nadliczbowe godziny ma być w formie wynagrodzenia, czy czasu wolnego. Podstawą wyliczenia stawki godzinowej mają być wynagrodzenie zasadnicze i dodatek za wysługę lat. Z kolei nauczyciele sprawujący opiekę na wycieczce otrzymywaliby dodatek w zależności od czasu trwania wyjazdu. Godziny nadliczbowe nie mogłyby być zlecone kobiecie w ciąży, niepełnosprawnym, czy nauczycielom wychowującym dziecko do ośmiu lat.
Przyjrzał się propozycji MEN. „Ryzyko pewnego wstrząsu w dotychczasowych zasadach zatrudniania”
W ostatnim przypadku nadgodziny mogłyby być zlecone, o ile zostałaby wyrażona zgoda. Nadgodziny nie dotyczyły również dyrektorów. Na razie są to propozycje, ale temat budzi na tyle duże emocje, że został wzięty na tapet. Strona Dealerzy Wiedzy na Facebooku oceniła, że „zasady rozliczeń będą dość surowe i niosą ryzyko pewnego wstrząsu w dotychczasowych zasadach zatrudniania”.
Według autora profilu Roberta Górniaka w przypadku koncepcji „zatwierdź nadgodziny lub ogranicz obowiązki” może dojść do sytuacji, kiedy dyrektor zabroni odpisywania na wiadomości po godz. 17:00 i oglądania dziesiątek webinarów edukacyjnych, czy przyjrzy się dokładniej, ile nauczyciel robi kartkówek i sprawdzianów wymagających żmudnego sprawdzania.
Dyrektor wziął pod lupę propozycję MEN. Podał „najbardziej radykalny skutek rozwiązania”
„Najbardziej radykalnym skutkiem wprowadzenia takiego rozwiązania może być… drastyczne ograniczenie przyznawanych nauczycielom godzin ponadwymiarowych” – czytamy. Górniak wyjaśniał, że przy 1,5 pensum „nauczycielowi wystarczy raptem 13 godz. innych zajęć i już ma nadgodziny”. To mógłby zrobić bez problemu, wskazując na przygotowywanie i ocenianie sprawdzianów itd. „Może się w tej sytuacji okazać, że dodatkowe godziny nie będą już tak szczodrze rozdawane” – podkreślono.
Autor Dealerów Wiedzy jako kolejny kłopot wskazał pracę w dwóch szkołach i w każde na etat. Wówczas część zadań mogłaby się pokrywać, co prowadziłoby do zakwestionowania raportu przez dyrektora. W kontekście wyliczania stawki za nadgodziny Górniak zauważył, że będzie ona wyliczana na podstawie średniej miesięcznej liczby godzin pracy, a nie liczby godzin pensum. Ma to być źródłem zaskoczenia, jak na paskach wynagrodzenia pojawi się 40 zł na za nadgodzinę zamiast 85 zł.