Donald Tusk stawia warunek UE. „Polska tego nie zaakceptuje”
Kwestia kontaktów z Rosją wywołała napięcia podczas szczytu Unii Europejskiej w czwartek 18 czerwca. Część przywódców wyraziła zastrzeżenia do działań przewodniczącego Rady Europejskiej Antonio Costy, który utrzymuje kanały komunikacji z Moskwą. Wątpliwości dotyczyły nie tylko samych rozmów, ale także sposobu informowania państw członkowskich o sprawie.
UE prowadzi negocjacje z Rosją?
Jak ustaliła dziennikarka RMF FM, podczas debaty kilka krajów, w tym Polska oraz państwa bałtyckie, zwracało uwagę na ryzyko związane z próbami ocieplania relacji z Kremlem. Dyplomaci podkreślali, że doświadczenia ostatnich lat pokazują, iż Rosja potrafi wykorzystywać dialog do realizacji własnych celów politycznych. – To było ostrzeżenie, by nie wpaść w pułapkę zastawianą przez Moskwę i pamiętać, jak działa Putin – stwierdził rozmówca rozgłośni.
Antonio Costa zapewniał jednak, że nie prowadzi z Rosją żadnych negocjacji. Tłumaczył, że utrzymywanie kontaktu ma charakter techniczny i służy przygotowaniu Unii Europejskiej na ewentualne przyszłe rozmowy dotyczące zakończenia wojny w Ukrainie. Wskazywał również, że większego zaangażowania UE w proces pokojowy oczekuje sam Wołodymyr Zełenski.
Donald Tusk zabrał głos ws. rozmów UE z Rosją
Jednym z najważniejszych tematów dyskusji była jednak przyszła reprezentacja Unii Europejskiej w przypadku rozpoczęcia negocjacji z Władimirem Putinem. Donald Tusk miał wyraźnie zaznaczyć, że Warszawa nie zaakceptuje sytuacji, w której decyzje dotyczące bezpieczeństwa regionu byłyby podejmowane przez wybrane państwa bez udziału Polski.
– Polska nie będzie czuła się związana decyzjami podejmowanymi przez formaty, w których nie jest reprezentowana, takie jak E3 (Francja, Niemcy i Wielka Brytania). Dlatego, gdyby Francja i Niemcy upierały się, że to one mają prowadzić negocjacje w ramach tego formatu, Warszawa nie uznałaby takiego rozwiązania za właściwe – komentował jeden z dyplomatów w rozmowie z RMF FM.
Ostatecznie większość uczestników szczytu opowiedziała się za tym, by rolę koordynatora działań zachował przewodniczący Rady Europejskiej. Zwolennicy tego rozwiązania argumentowali, że reprezentuje on interesy wszystkich 27 państw członkowskich, dzięki czemu nie ma potrzeby tworzenia dodatkowych, mniej reprezentatywnych formatów negocjacyjnych.