Dawid Kacprzyk złapany w Porsche. Czekał na niego mężczyzna z walizką
Młody lekarz (na drugim roku specjalizacji z anestezjologii) stał się popularny, gdy ujawniono jego zarobki w 2025 r. Z oświadczenia majątkowego, które złożył jako radny dzielnicy Ursus, wynikało bowiem, że wzbogacił się łącznie o ok. 1,6 mln zł. Część z tych pieniędzy oddał po „skorygowaniu faktur”, niedługo po wybuchu afery.
Były koordynator SOR (Szpitalnego Oddziału Ratunkowego) miał w ub.r. przepracować blisko 4 tys. godz. Prezydent Rafał Trzaskowski podczas konferencji prasowej w Warszawie ujawniał niedawno wyniki audytu w Szpitalu Południowym, które zszokowały nawet jego samego. Wyszło bowiem na jaw, jak szybko rosła stawka lek. Kacprzyka. – Z 230 PLN za godz. do 300, a później 330 – czyli więcej niż zarabiali doświadczeni specjaliści – przyznał włodarz stolicy. Mówił też o dyżurach w placówce, które trwać miały nieprzerwanie od 48 do nawet 110 godz. – A więc prawie pięć dób – komentował.
Zarobki medyka (byłego członka Koalicji Obywatelskiej) wprawiły w osłupienie opinię publiczną. Nic dziwnego, że stać było go na ekstrawagancji samochód, który pozostaje poza zasięgiem większości ludzi (a już na pewno poza zasięgiem tych, którzy zarabiają przeciętną stawkę). Mowa o wartym ponad 500 tys. zł Porsche, którego lek. Kacprzyk najprawdopodobniej wciąż jest posiadaczem.
Dawid Kacprzyk został sfotografowany w Warszawie. Jechał Porsche za 0,5 mln PLN
Dlaczego „najprawdopodobniej”? Ponieważ niedawno, a konkretnie we wtorek (11 sierpnia), widziany był za kółkiem wspomnianej wcześniej Panamery. Poinformowała o tym redakcja dziennika „Fakt”, która opublikowała na dowód zdjęcia (częściowo zrobione z ukrycia). To właśnie to auto znalazło się w jego oświadczeniu majątkowym za 2025 r.. Jednak fakt, że nim jeździ, nie oznacza jeszcze, że dalej jest jego właścicielem.
Warto wspomnieć, że lek. Kacprzyk od wybuchu afery prawie cały czas milczy. Wyjątkiem jest wydane przez niego pisemne oświadczenie, udostępnione mediom przez obrońcę – mecenasa Jacka Dubois.
W Warszawie – w miejscu, gdzie został sfotografowany były pracownik Szpitala Południowego – oczekiwał na niego mężczyzna trzymający w jednej ręce garnitur, a w drugiej walizkę. Lekarz przywitał go z uśmiechem na ustach, a następnie pomógł umieścić wspomniane rzeczy w bagażniku.
Następnie ruszył w drogę – z ustaleń „Faktu” wynika, że w kierunku Pruszkowa (miasto na Mazowszu). Młody kierowca miał w trakcie jazdy ponoć nieznacznie przekroczyć prędkość – i to rzekomo w terenie zabudowanym – za co mógłby otrzymać mandat. Czy tak rzeczywiście było? O tym, czy dopuścił się wykroczenia, zdecydować mogą jedynie funkcjonariusze policji, których na miejscu nie było.
Warto pamiętać, że według polskiego prawa przekroczenie prędkości zarzucić można osobie wyłącznie wówczas, gdy zmierzona została przy użyciu homologowanego i aktualnie zalegalizowanego urządzenia kontrolno-pomiarowego.