Dron z bombą uderzył w samolot w Lipsku. Jeden z tropów prowadzi do Polski
Niemieccy śledczy badają próbę zamachu na lotnisku Lipsk/Halle. Niewielki dron z materiałem wybuchowym uderzył w skrzydło ukraińskiego samolotu transportowego. Bomba nie wybuchła z powodu uszkodzonego zapalnika.
Według ustaleń „Gazety Wyborczej” zastosowany mechanizm może mieć związek z przedmiotami przewiezionymi wcześniej przez Polskę przez kuriera rosyjskiego wywiadu. Dwie puszki z materiałem wybuchowym zniknęły w 2024 roku w okolicach autostrady A2 niedaleko Zgierza. Nie ma jednak potwierdzenia, że jedną z nich wykorzystano w Lipsku.
Dron uderzył w skrzydło Antonowa
Do zdarzenia doszło 4 sierpnia około godz. 19.30. Nagrania monitoringu mają pokazywać, jak dron leci w stronę stojącego na płycie lotniska samolotu linii Antonov Airlines i uderza w jego skrzydło. W tej części maszyny znajdują się zbiorniki paliwa.
Dron odbił się od poszycia i spadł na ziemię. Kilka metrów dalej śledczy znaleźli metalową puszkę wypełnioną około 600 gramami Semteksu. Według Tagesschau eksplozji zapobiegł wadliwy zapalnik.
Maszyna miała dodatkowy akumulator, kamerę, router 5G i dwie karty SIM. Mogła więc być sterowana przez sieć komórkową z dużej odległości. Niedaleko lotniska znaleziono również antenę, która mogła wzmacniać sygnał.
Śledztwo przejęła niemiecka Prokuratura Federalna. Postępowanie dotyczy między innymi próby spowodowania eksplozji oraz niebezpiecznej ingerencji w ruch lotniczy.
Dwie puszki zniknęły pod Łodzią
Polski trop opisała „Gazeta Wyborcza”. Według dziennika podobne puszki pojawiły się w śledztwie dotyczącym rosyjskiej siatki dywersyjnej działającej na Litwie, w Polsce i Niemczech.
Latem 2024 roku mieszkający w Katowicach Ukrainiec Władysław D. miał otrzymywać przez Telegram polecenia od osoby posługującej się pseudonimem „Warrior”. Polskie służby identyfikują ją jako przedstawiciela rosyjskiego wywiadu wojskowego GRU.
Mężczyzna pojechał na Litwę, gdzie na starym cmentarzu odnalazł zakopaną skrytkę. Znajdowały się w niej metalowe puszki opisane jako kukurydza konserwowa. W rzeczywistości w kolejnych odnalezionych pojemnikach litewskie służby zabezpieczyły materiał wybuchowy.
Dwie puszki Władysław D. miał przewieźć do Polski i pozostawić w pobliżu autostrady A2 niedaleko Zgierza. Kiedy funkcjonariusze ABW dotarli do tego miejsca, ładunków już tam nie było. Zabrała je niezidentyfikowana osoba.
W tej samej skrytce znaleziono części dronów oraz obejmy pozwalające podczepić do nich niewielkie ładunki. Ich średnica miała odpowiadać średnicy puszek. Elementy bezzałogowców i karty SIM kurier zawiózł następnie do Düsseldorfu.
Informator „Wyborczej” zastrzegł, że nie ma dowodu na wykorzystanie jednej z zaginionych puszek w Lipsku. Podobieństwo przedmiotów i sposobu działania sprawiło jednak, że polskie służby analizują taki scenariusz.
Ślady DNA prowadzą na Litwę
Na puszce, dronie i w pobliżu miejsca zdarzenia znaleziono kilka śladów DNA. Jedna ze wskazówek ma prowadzić na Litwę, a inna odpowiadać śladowi zabezpieczonemu w odrębnym postępowaniu.
Niemieckie media przekazują jednak sprzeczne informacje. „Bild” informował o zgodności ze śladem z ataku na centrum logistyczne DHL w 2024 roku. Z ustaleń NDR, WDR i „Süddeutsche Zeitung” wynika natomiast, że bezpośredniego powiązania DNA z tamtą sprawą nie stwierdzono. Litewski i polski trop pozostają więc hipotezą.
Rosyjska operacja z przesyłkami
Władysław D. jest jednym z oskarżonych w polskim śledztwie dotyczącym przesyłek z ukrytymi urządzeniami zapalającymi. W styczniu 2026 roku Prokuratura Krajowa skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko czterem obywatelom Ukrainy i jednemu Rosjaninowi.
Według prokuratury grupa działała na rzecz rosyjskiego wywiadu. Zapalniki oraz substancje łatwopalne i wybuchowe ukrywano między innymi w poduszkach do masażu i opakowaniach po kosmetykach.
Trzy paczki zapaliły się podczas transportu: na lotnisku w Lipsku, w ciężarówce w Polsce oraz w magazynie w Birmingham. Czwarty mechanizm nie zadziałał. Z Warszawy wysłano też dwie paczki testowe do USA i Kanady, aby sprawdzić trasę oraz czas transportu.
Amerykanie wskazują na Rosję
„Wall Street Journal”, powołując się na amerykańskich urzędników znających oceny wywiadu, podał, że za próbą zamachu w Lipsku prawdopodobnie stoją rosyjskie służby.
Niemieckie władze nie przypisały dotychczas odpowiedzialności żadnemu państwu. Minister spraw wewnętrznych Alexander Dobrindt mówił o „profesjonalnym scenariuszu ataku hybrydowego”. Rosyjska ambasada odrzuciła podejrzenia, nazywając incydent „sfabrykowaną prowokacją” – relacjonuje Reuters.
ABW nie ujawniła szczegółów swoich działań. Potwierdziła jedynie, że w sprawie wydarzeń w Lipsku pozostaje w kontakcie z zagranicznymi służbami.