Moralność Temidy
Dodano:
Włodzimierz Olewnik, ojciec porwanego i brutalnie zamordowanego Krzysztofa Olewnika, który być może przeżyłby, gdyby nie nieudolność (czy tylko?) organów ścigania, sam stał się podejrzanym.
Ma się stawić w bydgoskiej prokuraturze, gdzie śledczy chcą postawić mu zarzut czynnej napaści na prokuratora (ponoć uszkodził mu żuchwę). Olewnik, który przyznaje, że chwycił jedynie prokuratora za klapy, twierdzi, że na wezwanie się stawi. Czyżby ostatnim oskarżonym w związku z najgłośniejszym porwaniem ostatnich lat miał być ojciec ofiary?
Ta sprawa dobitnie pokazuje, w jaki sposób działa nasza prokuratura. Choć od jego śmierci Krzysztofa Olewnika mija szósty rok, nadal nie zostały wyjaśnione wszystkie okoliczności uprowadzenia i brutalnego zabójstwa, nie znaleziono zwłaszcza jego zleceniodawców. Tymczasem zdesperowanemu człowiekowi stawia się zarzuty, że znieważył urząd prokuratorski, który przyczynił się do śmierci jego dziecka. Zastanawiające, że nieudolna dotąd prokuratura, w sprawie zrozpaczonego ojca wykazała się zadziwiającą sprawnością.
Sytuacja pana Olewnika jest podwójnie tragiczna. Nie dość, że jego syn padł ofiarą najgorszego z przestępstw, on sam i jego najbliżsi wpadli w tryby niszczycielskiej machiny biurokracji: policyjnej, prokuratorskiej, sądowej. Organy ścigania, zamiast mu pomóc, szkodziły i utrudniały śledztwo, a nawet podejrzewały, że wraz z rodziną sfingował uprowadzenia (sic!). Niewiele brakowało, by do aresztu trafiła jego córka, Danuta na podstawie sfałszowanych bilingów (sprawy dotąd nie wyjaśniono).
Czy można się zatem dziwić, że temu żyjącemu od kilku lat w skrajnym napięciu człowiekowi, mogły puścić nerwy? Każdemu z nas na jego miejscu mogłoby się przytrafić podobne zachowanie, gdyby dowiedział się, że przez głupotę i skandaliczną nieudolność prokuratorów stracił dziecko.
Polskie organa ścigania od lat wyznają moralność Kalego - gdy same coś źle zrobią - tuszują to na wszelkie możliwe sposoby. Gdy znajdzie się człowiek, który ma odwagę im to wytknąć i dążyć do wyjaśnienia sprawy, natychmiast przeciwko sobie ma cały aparat ścigania, który próbuje go stłamsić i odebrać mu resztki godności.
Ta sprawa dobitnie pokazuje, w jaki sposób działa nasza prokuratura. Choć od jego śmierci Krzysztofa Olewnika mija szósty rok, nadal nie zostały wyjaśnione wszystkie okoliczności uprowadzenia i brutalnego zabójstwa, nie znaleziono zwłaszcza jego zleceniodawców. Tymczasem zdesperowanemu człowiekowi stawia się zarzuty, że znieważył urząd prokuratorski, który przyczynił się do śmierci jego dziecka. Zastanawiające, że nieudolna dotąd prokuratura, w sprawie zrozpaczonego ojca wykazała się zadziwiającą sprawnością.
Sytuacja pana Olewnika jest podwójnie tragiczna. Nie dość, że jego syn padł ofiarą najgorszego z przestępstw, on sam i jego najbliżsi wpadli w tryby niszczycielskiej machiny biurokracji: policyjnej, prokuratorskiej, sądowej. Organy ścigania, zamiast mu pomóc, szkodziły i utrudniały śledztwo, a nawet podejrzewały, że wraz z rodziną sfingował uprowadzenia (sic!). Niewiele brakowało, by do aresztu trafiła jego córka, Danuta na podstawie sfałszowanych bilingów (sprawy dotąd nie wyjaśniono).
Czy można się zatem dziwić, że temu żyjącemu od kilku lat w skrajnym napięciu człowiekowi, mogły puścić nerwy? Każdemu z nas na jego miejscu mogłoby się przytrafić podobne zachowanie, gdyby dowiedział się, że przez głupotę i skandaliczną nieudolność prokuratorów stracił dziecko.
Polskie organa ścigania od lat wyznają moralność Kalego - gdy same coś źle zrobią - tuszują to na wszelkie możliwe sposoby. Gdy znajdzie się człowiek, który ma odwagę im to wytknąć i dążyć do wyjaśnienia sprawy, natychmiast przeciwko sobie ma cały aparat ścigania, który próbuje go stłamsić i odebrać mu resztki godności.