Breżniew przy mnie płakał

Dodano:
Muzycy często spotykają ważne osoby. Ja spotkałem na przykład Breżniewa - mówi w niepolitycznej rozmowie Krzesimir Dębski, muzyk, kompozytor
Wprost: To, co się dzieje w Polsce, podoba się panu?

Krzesimir Dębski: Mimo lamentów medialnych sytuacja się uspokaja. W czasach rządów PiS panował bardziej konfrontacyjny nastrój, obecny rząd to uspokoił i konflikty społeczne przygasły. Optymizmem napawa też wzrost dochodu narodowego, który udaje się utrzymać. Dużo jeździłem po Polsce i zauważyłem wszędzie budowy dróg. Czytałem, że 10 tys. punktów drogowych jest w remoncie – widać więc postępy w tej dziedzinie. Zaczęliśmy też weryfikować negatywne poglądy na swój temat. Bo przecież
to nieprawda, że jesteśmy narodem wyjątkowo pieniackim i awanturniczym, że tylko my mamy głupie władze. Węgrzy tak jak my mówią o swoim piekiełku, Włosi kłócą się o wiele bardziej niż Polacy, a takich skandali, jakie były w rządzie Izraela, jeszcze się na szczęście nie doczekaliśmy.

Po skandalu z Piesiewiczem w roli głównej Maciej Maleńczuk powiedział, że „artystom wolno więcej". Rzeczywiście?
Ależ skąd! To są jakieś bzdury. W Polsce panują dziwne poglądy na funkcjonowanie prawa. W świecie rozwiniętej demokracji dotyczy ono każdego i nie ma żadnych wyjątków – osób znanych nie traktuje się lepiej. Sądy są niezależne i nie ma na nie wpływu pisanie do władz Kalifornii. To smutne, że nasze elity robią takie rzeczy. Musimy się jeszcze dużo nauczyć.

Mówi pan, że PO załagodziła konflikty w Polsce. Jest pan zwolennikiem obecnych rządów?
Jestem zwolennikiem poglądu Davida Friedmana, że inteligentny człowiek nie identyfikuje się z programami partii. Niemniej niektóre poglądy PO mi się podobają. Chciałbym oczywiście, żeby energiczniej wprowadzano zmiany, ale wiadomo, jak jest dzisiaj na świecie – w USA reformy służby zdrowia i ubezpieczeń też idą kulawo, tarcza odwleka się latami. Te problemy są tak skomplikowane, że nie da się ich załatwić od ręki.

Jak pan ocenia swoje dotychczasowe życie?
Myślę, że było ciekawe. Zwiedziłem świat. Muzycy często spotykają ważne osoby. Ja spotkałem na przykład Breżniewa.

I co?
To było w 1974 r. Chór, w którym śpiewałem, dostał nakaz powitania ważnego dostojnika, który miał odwiedzić nasz kraj z okazji 30-lecia Polski Ludowej. Kazano nam się ustawić na trasie jego przejazdu, ale nie poinformowano nas, kto to. Pamiętam, że nagle tłum zawirował i okazało się, że wokół mnie nie ma już nikogo z kolegów i koleżanek, stoją tylko jacyś dziwni faceci. Zauważyłem, że mam tak ustawioną rękę, jakbym ją chciał komuś podać. A przede mną stał sam Breżniew i płakał. Nie wiem, czy ze wzruszenia, że go tak pięknie młodzież polska wita, że takie miałem zakochane spojrzenie, czy był pijany, czy chory. To było tak absurdalne i trwało kilka sekund, że zastanawiałem się, czy to się dzieje naprawdę.

Więcej w poniedziałkowym wydaniu tygodnika "Wprost"

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...