Tryb wyborczy służy kłamcom?
Dodano:
Wyborczy tryb rozwiązywania sporów sądowych, zapewne wbrew intencjom ustawodawcy, nie służy niesłusznie pomówionym, ale paradoksalnie tym, przed którymi prawo miało ich chronić.
Posłużę się przykładem z mojej najbliższej okolicy. Niedawno w mojej gminie odbywało się referendum w sprawie odwołania burmistrza. Nie będę się zagłębiał w szczegóły sporu, bo nie o to tu chodzi, ale o mechanizm rozstrzygania go przed sądem. Mianowicie w trakcie kampanii oponenci urzędującego gospodarza gminy rozpowszechniali wiele kłamstw i półprawd, szkalujących jego dobre imię. Burmistrz na początku je ignorował, ale w ostatnim tygodniu przed terminem głosowania postanowił jednak wytoczyć grupie obrażających go osób sprawę przed sądem w trybie wyborczym.
Wyrok w pierwszej instancji zapadł na korzyść burmistrza. Przeciwnicy złożyli jednak apelację, mając nadzieję odwlec postępowanie. I to im się udało. Sąd, który dzień po głosowaniu orzekał w drugiej instancji, uznał, że zarzuty były uzasadnione. Umorzył jednak postępowanie, bo stało się się ono bezprzedmiotowe, jako że było już po referendum. Tak więc żadna z osób rozpowszechniających informacje, uznane przez sąd za kłamliwe, nikogo nie musiała przepraszać, nie musiała też płacić grzywny zasądzonej w I instancji.
Słowem - kłamcy wskutek słabości proceduralnej nie zostali ukarani, mimo że postawione przez nich fałszywe oskarżenia zepsuły opinię burmistrzowi.
Jaki wniosek z tej opowieści? Tryb wyborczy jest nieskuteczny. Widać to choćbyw najgorętszej sprawie obecnej prezydenckiej kampanii. Z pozoru prosty spór przez odwlekanie i sprawy proceduralne (takich jak choćby nie uznanie przez sąd pewnej grupy dowodów) stał się bezprzedmiotowy. A brzydki zapach i tak w powietrzu pozostał. Tylko kto lub co sprawia, że tak się dzieje? Kulawa procedura czy mało zdecydowani sędziowie?
Michał Cierpiała
Wyrok w pierwszej instancji zapadł na korzyść burmistrza. Przeciwnicy złożyli jednak apelację, mając nadzieję odwlec postępowanie. I to im się udało. Sąd, który dzień po głosowaniu orzekał w drugiej instancji, uznał, że zarzuty były uzasadnione. Umorzył jednak postępowanie, bo stało się się ono bezprzedmiotowe, jako że było już po referendum. Tak więc żadna z osób rozpowszechniających informacje, uznane przez sąd za kłamliwe, nikogo nie musiała przepraszać, nie musiała też płacić grzywny zasądzonej w I instancji.
Słowem - kłamcy wskutek słabości proceduralnej nie zostali ukarani, mimo że postawione przez nich fałszywe oskarżenia zepsuły opinię burmistrzowi.
Jaki wniosek z tej opowieści? Tryb wyborczy jest nieskuteczny. Widać to choćbyw najgorętszej sprawie obecnej prezydenckiej kampanii. Z pozoru prosty spór przez odwlekanie i sprawy proceduralne (takich jak choćby nie uznanie przez sąd pewnej grupy dowodów) stał się bezprzedmiotowy. A brzydki zapach i tak w powietrzu pozostał. Tylko kto lub co sprawia, że tak się dzieje? Kulawa procedura czy mało zdecydowani sędziowie?
Michał Cierpiała