Arłukowicz: raport z prac komisji to nie pamiętnik. Mamy za mało czasu
Arłukowicz nie przyjmuje jednak tych wyjaśnień. Według niego nakładanie na członków komisji kilkugodzinnych terminów na składanie poprawek dotyczących 30 tysięcy stron materiału dowodowego i raportu, którego do dzisiaj komisja nie zna "jest absurdalne". - Poprawki muszę składać do dokumentu, a nie do deklaracji przewodniczącego, że nowy raport się niewiele różni od poprzedniego. Chciałbym, żeby przewodniczący to zrozumiał. Pracujemy na dokumentach, a nie deklaracjach i luźnych ocenach. To są oficjalne dokumenty, które prawdopodobnie trafią także w ręce prokuratury i chciałbym, że przewodniczący Sekuła pamiętał o tym, że tworzy oficjalny sejmowy dokument, a nie pisze pamiętnik - stwierdził poseł Lewicy.
Arłukowicz poinformował, że zamierza się rzetelnie zapoznać z poprawionym projektem sprawozdania Sekuły i jak dodaje, to wymaga czasu. - Jeżeli przewodniczący uniemożliwi członkom komisji rzetelne zapoznanie się z projektem raportu, będę interweniował w prezydiach swojego klubu i Sejmu - zapowiada. Po zapoznaniu się z projektem raportu wiceszef komisji zamierza złożyć swoje poprawki, a jeśli te zostaną odrzucone - złoży wówczas zdanie odrębne do sprawozdania komisji. - Różnimy się z panem przewodniczącym w ocenie niektórych wątków i zachowań świadków. Pan przewodniczący w sposób jednoznaczny uznaje w imieniu komisji kto był wiarygodny, a kto nie był wiarygodny. Chciałbym poznać kryteria przewodniczącego Sekuły - dodał Arłukowicz.
Także inny śledczy - Sławomir Neumann z PO nie wierzy w to, że hazardowa komisja śledcza zakończy swoje prace. Jak dodał, poprawek do projektu może być tak wiele, że prace śledczych przeciągną się do soboty. - Mam wątpliwości, czy uda nam się przyjąć raport jeszcze w piątek, choć przewodniczący nie raz pokazał, że jak jest zdeterminowany to potrafi dużo zrobić - ocenił. Neumann tłumaczy też szybkie tempo, jakie Sekuła narzucił posłom na ostatnim etapie prac komisji. - Mamy za chwilę przerwę w Sejmie, która skończy się pod koniec września. Więc albo skończymy przed wakacjami, albo będziemy mieć problemy z dotrzymaniem terminu zakończenia prac komisji, który narzucił na nas Sejm, czyli koniec września. Wierzę jednak w to, że zbliżamy się do końca - dodał.
W rychłe zakończenie prac komisji wierzy natomiast Franciszek Stefaniuk z PSL. Stefaniuk podkreślił, że już od dawna ma przygotowany swój tekst do tego raportu, który, jak dodał, można włączyć do niego w formie poprawek. - Każdy ma takie prawo i gdyby wszyscy wykazali wolę pracy nad tym sprawozdaniem, to byłby sens, żeby jak najszybciej kończyć prace komisji. Tylko ja się boję, że tu już nie chodzi o żadne dociekanie, tu się rozpoczyna wojna polityczna, ponieważ na awanturach najwięcej się zdobywa punktów w społeczeństwie - ocenił Stefaniuk.
Poseł PSL broni też przygotowanego przez Sekułę projektu raportu, tak ostro krytykowanego przez Arłukowicza i Beatę Kempę. Zdaniem Stefaniuka projekt raportu autorstwa Sekuły daje odbicie prac komisji i należy go traktować jako surowy materiał, nad którym dopiero powinni wspólnie pracować wszyscy członkowie komisji. - Ten raport nie zawiera żadnych szczególnych wniosków. Rozumiem, że Sekuła celowo zostawił miejsce do pracy dla reszty śledczych, żeby dyskutować i wspólnie wyciągnąć wnioski. To niestety spotkało się z atakiem członków komisji - stwierdził Stefaniuk.
Sekuła w projekcie raportu z prac komisji uznał, że w sprawie tzw. afery hazardowej nie ma podstaw do zawiadomienia prokuratury, choć ocenił, że Zbigniew Chlebowski łamał standardy poselskie i - jak napisał - komisja "nie daje wiary" słowom Mirosława Drzewieckiego. W propozycji raportu Sekuła napisał także, że źródłem "przecieku", który ostrzegł biznesmenów o prowadzonych wobec nich działaniach operacyjnych było samo CBA, a nie Kancelaria Prezesa Rady Ministrów. "Zaprezentowana przed Komisją przez Mariusza Kamińskiego teoria przecieku nie została poparta żadną konkretną wiedzą, faktami lub materiałem dowodowym" - czytamy w projekcie.PAP, arb