Apel w Archikatedrze Warszawskiej: niech winni katastrofy Tu-154 staną przed sądem

Dodano:
Fot. Wprost
Wyjaśnienia przyczyn smoleńskiej katastrofy samolotu z prezydentem Lechem Kaczyńskim i postawienia winnych przed sądem zażądano w apelu, odczytanym w Archikatedrze Warszawskiej po mszy w intencji ofiar wypadku.
"Domagajmy się rozliczenia tych wszystkich, którzy odmawiając prezydentowi prawa do uczczenia poległych w Katyniu, doprowadzili do tego, że nie zapewniono mu należytych środków bezpieczeństwa. Niech winni tej tragedii staną przed sądem" - brzmiał odczytany po mszy apel.

"Naszym obowiązkiem wobec poległego prezydenta i wobec przyszłych pokoleń pozostaje wyjaśnienie wszystkich przyczyn tragedii 10 kwietnia. Musimy domagać się znalezienia odpowiedzialnych za naruszenie życia głowy państwa polskiego i towarzyszących mu osób. Brońmy honoru i czci poległego prezydenta, żądajmy rozliczenia tych, którzy szkalowali i szkalują jego dobre imię" - wezwano w apelu.

Wygłaszający homilię o. Bruno Maria Neumann z zakonu bonifratrów nawiązał do krzyża postawionego pod pałacem prezydenckim. - Narobiło się wokół tego znaku dużo zamętu i wrzawy, a ten znak nadał chyba najgłębszy sens tragedii smoleńskiej. Krzyż smoleński, który upamiętnia jedną z największych tragedii we współczesnej historii Polski, zaczyna przeszkadzać - powiedział. Uznał, że krzyż ustawiony w dniach żałoby przez harcerzy "to nie sprawa Kościoła, jak słusznie zauważył arcybiskup warszawski Kazimierz Nycz". - Ci, którzy przyszli bronić krzyża, ludzie mający głęboką świadomość naszej historii, która jest częścią historii zbawienia, to nie oszołomy. Próbę usunięcia symbolicznego znaku tej tragedii oglądali w mediach nie tylko Polacy, patrzył na to cały świat. Przerażające i żenujące sceny transmitowały stacje telewizyjne, gdy służby porządkowe użyły siły wobec protestujących ludzi, obrońców krzyża - podkreślił o. Neumann. - Niestety, jest to znak, że w wyborach nie wygrała demokracja, wydarzenia przed pałacem prezydenckim pokazały, że również paru naszych kapłanów zostało wciągniętych w tę sytuację - dodał.

Po mszy i odczytaniu apelu kilkuset uczestników nabożeństwa - wielu z pochodniami - przeszło pod krzyż ustawiony przed Pałacem Prezydenckim. Na czele niesiono biało-czerwony transparent z napisem "Grupy oporu solidarni". Na miejscu pod pałacem rozlegały się śpiewy, głośne modlitwy i okrzyki "chcemy prawdy!". Naprzeciw pałacu, oddzieleni od krzyża jezdnią, barierkami i szpalerami służb porządkowych, byli także zwolennicy usunięcia stamtąd krzyża. Gdy uczestnicy kościelnego pochodu intonowali "Rotę", drudzy odpowiadali przyśpiewkami "Szła dzieweczka do laseczka i "Sto lat" oraz piosenką "Deszcze niespokojne" z serialu "Czterej pancerni i pies". Mazurka Dąbrowskiego odśpiewanego przez grupę pod krzyżem nagrodzili oklaskami. Gdy zaintonowała ona "Barkę", nad głowami zgromadzonych po przeciwnej stronie ulicy pojawiły się płomyki zapalniczek.

Między przedstawicielami obydwu grup dochodziło do słownych utarczek, ale już po zakończeniu manifestacji warszawska policja nie miała informacji o jakichkolwiek poważniejszych incydentach.

PAP, arb

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...