I like it on myself

Dodano:
Przez kilka ostatnich dni nie dawało mi spokoju pytanie: o co chodzi z tymi "I like it on" (lub w rodzimej wersji "Lubię to na")? Jakaś akcja kobiet? Jedne twierdzą, że lubią na tapczanie, inne, że na półce, na szafie, na pralce, łóżku, podłodze, pod biurkiem, w korytarzu. Niektóre lubią wszędzie. Mimo wrodzonej ciekawości poprzysięgłem sobie nie pytać, nie strzelać fochów, nie myśleć, nie krzyczeć. Na próżno.
Nie wiadomo, kto to zaczął. Wiadomo, że akcja „I Like It On" zorganizowana na Facebooku przyprawiła społeczność internetową o mieszane uczucia – od zdziwienia, zachwytu, po pogardę, nienawiść czy zażenowanie. Ta kobieca akcja zyskała swoich krytyków zarówno pośród kobiet, jak i mężczyzn. Podzieliła też niektóre pary. Rozmowy między Nią a Nim przywróciły wspomnienia o tradycyjnej wojnie płci. Rozmowy takie jak moja i Jej.

Przebieg naszej rozmowy:

Ja: Nie, nie mów mi. To głupie jest. Wiadomo przecież, że nie chodzi o seks. To zbyt oczywiste. Pewnie znowu jakieś kolorowe staniki.
Ona: Ale nie chcesz wiedzieć, o co chodzi?
Ja: Nie, nie chcę. Po co? To głupie jest. Piszecie, że lubicie tu i tam, faceci się zastanawiają, Wy chichracie. I macie się za lepsze. Bo my nie wiemy.
Ona: Ale skoro nie chodzi o seks, to o co?
Ja: A zaraz Ci odpowiem. Wszystko można wygooglować. Ale po co? To głupie jest.
Ona: Czemu się irytujesz?
Ja: Ja się irytuję? To Ty się irytujesz.

Mijają minuty. Godziny milczenia lub półsłówek. Nie wygoogluję. Choćby nie wiem co. Ale co one mogą lubić? W głowie roiło mi się od erotycznych scen w tych miejscach, które lubią kobiety. Wariant na półce wydawał się dość groteskowy. Co one mogą lubić tu i tam? I szlag wzięły wszelkie genderowe, równościowe, feministyczne idee. To nie ma sensu. Zachowuję się jak troglodyta, ultramęski samiec. Nie jestem taki. Trzeba zrozumieć płeć. Let' s talk about gender.

Ja: To czego dotyczy ta akcja?
Ona: Chodzi o torebki. Gdzie kobiety zostawiają swoje torebki.
Ja: Wiedziałem, wiedziałem. Ale to głupie jest.

Tak rozmawiałem z Nią o rzeczach kobiecych. Dojrzale – w moim mniemaniu. A już chwilę później mężczyźni ruszyli z kontrofensywą. Udowodniliśmy dziewczynom, że jesteśmy lepsi. Że potrafimy to, co one, ale znacznie lepiej. Piszemy, że coś lubimy. Lubię, jak jest czysta; nigdy nie robię jej sam; nie lubię tego że, zniszczyła mi dzieciństwo, nie lubię pustych; nie lubię w bramie, bo ludzie patrzą; lubię ją po samą szyję; lubię, gdy mnie poniewiera jak szmatę. I to jest naprawdę zabawne. I to jest naprawdę akcja. Nie mogę zdradzić, co mężczyźni lubią. Pod groźbą wykluczenia, oskarżenia o niemęskość, konfidencję i niekoleżeńskość. A moi koledzy są mi drodzy. Chciałbym zdradzić, ale płeć to płeć.

Ta tradycyjna wojna płci jest skomplikowana. Nie chcę w nią wierzyć, a po cichu wierzę. Nie chcę, aby mną rządziła, a rządzi. Nie chcę redukować się wyłącznie do mężczyzny, a to robię. Facebookowa akcja „I Like It On" dotyczyła w rzeczywistości promowania profilaktycznych badań piersi. Okazuje się bowiem, że – jeśli nic się nie zmieni – w ciągu najbliższych 25 lat ponad 10 milionów kobiet zachoruje na raka piersi. Co ma wspólnego torebka z rakiem piersi? Nic. Ale każdy sposób jest dobry, by zwiększyć świadomość ważnych społecznie kwestii. A co ma wspólnego rak piersi z mężczyzną? Wszystko.
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...