Wyborcy SLD popierają partię nawet po śmierci

Dodano:
Fot. Wikipedia
"Państwo żywi i ubiera, nie obciążaj go umieraj!" - mawiali dowcipni pesymiści w czasach PRL-u. Mimo że czasy te dawno minęły, a SLD już nawet personalnie nie przypomina dawnej PZPR to jednak niektórzy wyborcy Sojuszu wzięli sobie tę maksymę do serca i realizują ją w 120 procentach. Na warszawskiej Woli wyborca, który jakiś czas temu przestał obciążać państwo, teraz z zaświatów udzielił poparcia kandydatce na radną. Tak przynajmniej wynika z listy poparcia dla radnej, na której widnieje... podpis nieboszczyka.
Informacja wyszła na jaw, gdy za analizę list z poparciem niezbędnych do rejestracji komitetów w wyborach samorządowych wzięli się urzędnicy wyborczy. Wtedy okazało się, że na liście znajduje się nie tylko podpis nieboszczyka, ale również parafka urzędniczki... kontrolującej podpisy, która zarzeka się, iż nigdy świadomie nie poparłaby Sojuszu. W SLD dopatrują się w tym... spisku przeciwko partii. - Tło może być polityczne. Ktoś chciał zaszkodzić rosnącemu w siłę Sojuszowi - przekonują. - Podpisy zbieraliśmy przy bazarze na Olimpii, wśród rodzin, przyjaciół, znajomych i sympatyków. Wszędzie pracowały dla nas osoby sprawdzone, z legitymacjami Sojuszu, a także partyjna młodzieżówka - przekonuje Paweł Pawlak, lider wolskiego SLD. Dopuszcza jednak możliwość, że ktoś chciał zaimponować rekordową liczbą zebranych podpisów i postanowił "podkręcić wynik". - A wiadomo, że nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu - wzdycha Pawlak.

"Gazeta Wyborcza", arb



Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...