Miedwiediew żąda rozprawienia się z organizatorami zamieszek
Zamieszki, w których obrażeń doznały 32 osoby, a 66 zostało zatrzymanych, wzbudziły w Rosji nowe obawy, czy władze są zdolne poradzić sobie z rosnącą falą nacjonalizmu. - Szczególnie niebezpieczne są działania, zmierzające do wzniecenia nienawiści na tle rasowym, narodowościowym lub religijnym. Takie działania zagrażają stabilności państwa - podkreślił prezydent. - Przeciwdziałając takim akcjom, milicja może i powinna wykorzystywać wszystkie uprawnienia i środki, przewidziane prawem. Podkreślam: wszelkie zgodne z prawem, niezbędne środki. Bałaganu na ulicach i w miejscach publicznych być nie może - oznajmił. Miedwiediew zaznaczył, że kieruje te słowa nie tylko do ministra spraw wewnętrznych Raszida Nurgalijewa, ale także do prokuratora generalnego Jurija Czajki i szefa Komitetu Śledczego Aleksandra Bastrykina.
Wcześniej ukaranie organizatorów i uczestników sobotnich zajść gospodarz Kremla zapowiedział na portalu Twitter. Miedwiediew zapewnił, że "w kraju i w Moskwie wszystko jest pod kontrolą". - Ukarzemy wszystkich, którzy robili obrzydliwe rzeczy. Każdego. Nie miejcie tu żadnych wątpliwości - zaznaczył.
Około 5 tys. kiboli i nacjonalistów starło się w sobotę w Moskwie, bezpośrednio przed murami Kremla, z OMON-em. Milicja użyła pałek i gazu łzawiącego. Do podobnych zamieszek doszło także w Petersburgu. Wzięło w nich udział około 2 tys. pseudokibiców Zenita Petersburg. Tam zatrzymano 60 osób.
pap, ps