Orban broni ustawy medialnej: Węgry nie zaakceptują dyskryminacji
Węgierska ustawa medialna zdominowała pierwszy tydzień węgierskiej prezydencji w UE. Orban przyznał, że "to zły start prezydencji". - Kto chciałby zacząć w ten sposób? - pytał retorycznie. Szef węgierskiego rządu ocenił, że krytyka ze strony rządów innych państw UE, a zwłaszcza francuskiego i niemieckiego była "niepotrzebna i przedwczesna". - Francja powinna wrócić do rzeczywistości jeśli chodzi o swój krytycyzm - apelował, zwracając uwagę, że Berlin skorygował już swe pierwsze negatywne rekcje. - Oczekuję, że Francja zrobi to samo - stwierdził. Premier Węgier dodał, że mniej przejmuje się krytyką prasy, w której miał zostać przyrównany do prezydenta Rosji Władimira Putina i prezydenta Białorusi Alaksandra Łukaszenki. Przypomniał, że kiedy rządził po raz pierwszy w latach 1998-2002, to porównywano go do Hitlera. - Sami oceńcie, czy nastąpił postęp - ironizował, podkreślając, że Węgry to demokratyczny kraj, a on sam wygrał w wolnych i uczciwych wyborach, których legalności nikt nie zakwestionował. - Takie porównania są niesprawiedliwe i obrażają Węgrów. Węgry to kraj, który sam wygrał z komunizmem, bez presji z zewnątrz. To nasze własne dziecko - zaznaczył.
PAP, arb