Po wybuchach na Ukrainie: życie wraca do normy

Dodano:
Po czwartkowych eksplozjach w Makiejewce koło Doniecka na wschodniej Ukrainie sytuacja w tym mieście została unormowana - poinformowała lokalna administracja. - W mieście panuje spokój. Szkoły, przedszkola i urzędy pracują jak zwykle - poinformowały władze Makiejewki.
Do wybuchów w 400-tysięcznym mieście doszło wczesnym rankiem 20 stycznia. Dwa ładunki uszkodziły siedzibę miejscowej kompanii węglowej oraz centrum handlowe. W wyniku eksplozji nikt nie ucierpiał. Według milicji w miejscu wydarzeń znaleziono list, w którym domniemani organizatorzy zamachów napisali, że domagają się 4,2 mln euro okupu. Zagrozili, że jeśli nie dostaną tych pieniędzy, w mieście wybuchnie kolejnych pięć ładunków.

Jeszcze tego samego dnia władze poinformowały, że sytuacja w Makiejewce została opanowana, a mieszkańcom nie grozi niebezpieczeństwo. Domniemani terroryści nie spełnili swych gróźb, jednak nie zostali także dotychczas ujęci. Szef Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) Wałerij Choroszkowski oświadczył, że śledztwo traktuje tę sprawę jako akt terroru. Ulice Makiejewki patrolowane są przez żołnierzy wojsk MSW. Choroszkowski podkreślił jednocześnie, że - zdaniem jego służb - organizatorzy zamachów działali wyłącznie z pobudek finansowych.

W związku z wydarzeniami prezydent Ukrainy Wiktor Janukowycz skrócił wizytę w Japonii i powrócił do Kijowa. Ma przeprowadzić zwołaną pilnie naradę szefów resortów siłowych. Polityczna przeciwniczka Janukowycza, była premier Julia Tymoszenko oceniła tymczasem, że wybuchy w Makiejewce mogą być chwytem, zastosowanym przez władze w celu odwrócenia uwagi od ważniejszych problemów, m.in. od złej sytuacji gospodarczej kraju.

PAP, arb

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...