Schetyna odpowiada "Wprost": nie było tak źle, PO to nie PZPR

Dodano:
Grzegorz Schetyna wciąż tłumaczy się ze swoich słów (fot. Wprost) Źródło: Wprost
Twarda rozmowa o  na posiedzeniu zarządu PO. Najważniejsi w Platformie rozmawiali o tym, jak Grzegorz Schetyna skrytykował Donalda Tuska. Marszałek Sejmu tłumaczył politykom PO kontekst swojej wypowiedzi o spóźnionej reakcji na raport MAK.
"Wprost" napisał, że podczas środowego posiedzenia zarządu Platformy Donald Tusk przypomniał, jaki los spotkał Artura Balazsa i Pawła Piskorskiego, którzy przed laty kwestionowali jego pozycję w Platformie. Piątkowa "Gazeta Wyborcza" przytacza opinie polityków PO, którzy uważają, że to aluzja do Schetyny, który krytykował ostatnio Tuska za spóźnioną reakcję na raport MAK w sprawie katastrofy smoleńskiej.

[[mm_1]]

- Była twarda rozmowa na twarde argumenty, pokazująca problemy i  konieczność wspólnego ich rozwiązywania. Jeżeli nie będziemy razem, to będziemy mieli wspólny kłopot -  relacjonował w Radiu ZET marszałek Schetyna. Jak podkreślił, o swojej wypowiedzi na temat reakcji premiera na raport MAK rozmawiał z szefem rządu już wcześniej. - Tutaj nie było żadnych ekspiacji - oświadczył. Schetyna relacjonował, że w czasie środowego wieczornego posiedzenia zarządu mówił o kontekście swojej wypowiedzi i jej znaczeniu.

Chodzi o kontekst

- Moja wypowiedź przede wszystkim uzyskała od razu kontekst podchwycony przez opozycję i zaczęła żyć własnym życiem. Tak czasami w polityce jest, że to nie słowa znaczą, a ich kontekst -  tłumaczył polityk PO. Zapewnił, że premier nie pytał go czy czuje skruchę w związku ze  swoim wystąpieniem. Rozmowę w czasie zarządu Schetyna określił jako "pełną, twardą i  wyczerpującą". Jak zaznaczył, personalnie nie były formułowane pretensje do niego. Przyznał, że minister zdrowia Ewa Kopacz i prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz dystansowały się od jego wypowiedzi.

[[mm_2]]

Schetyna podkreślił, że wszyscy politycy Platformy mówili, że albo będą razem i przejdą wspólnie przez okres przedwyborczy i same wybory, albo Platforma przegra. Schetyna potwierdził, że Tusk przywoływał los Pawła Piskorskiego, Andrzeja Olechowskiego i Jana Rokity. Według niego, w czasie takiego dłuższego wystąpienia opisującego historię PO, padają nazwiska osób, które kiedyś były w Platformie, a  teraz już ich nie ma.

Nie pluton, nie atak

Pytany, czy ktoś stanął w jego obronie marszałek odpowiedział: "Ale to nie był atak". Przekonywał, że PO nie jest taką partią, jaką - jego zdaniem -  jest PiS, czy kiedyś była PZPR, że w takich przypadkach robi się "polowanie na czarownice". - Jest twarda rozmowa, są argumenty, ale można się bronić z  otwartą przyłbicą. Nikt za plecami niczego złego nie robi. Jest argument, ale jest możliwość odpowiedzi i taka twarda rozmowa właśnie się odbyła - oświadczył Schetyna.

We wcześniejszym wywiadzie dla Programu I Polskiego Radia marszałek zapewnił, że jest w PO, świetnie się w niej czuje i nie myśli o  zakładaniu własnego ugrupowania. Schetyna nie zgodził się z określeniem, jakiego użył "Wprost" opisując środowy zarząd PO, że był to pluton egzekucyjny wymierzony w niego. - Nie było tak źle. Rzeczywiście rozmawialiśmy, był dobra kilkugodzinna rozmowa na  temat sytuacji, która jest w PO, ostatnich problemów, trochę gorszych sondaży, co zrobić na 10 miesięcy przed wyborami - wyjaśniał.

zew, pap

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...