Starcia w Atenach: 14 aresztowanych, 46 rannych
Czwarty generalny
Od rana na ateńskim placu Syntagma zbierały się tysiące ludzi, żeby zaprotestować przeciwko niepopularnym planom oszczędnościowym socjalistycznego rządu, od których przyjęcia przez parlament uzależniona jest dalsza międzynarodowa pomoc finansowa dla pogrążonej w kryzysie zadłużenia Grecji. Centrale związkowe ADEDY i GSEE, reprezentujące łącznie 2,5 miliona pracowników sektora publicznego i prywatnego, wezwały na wtorek i środę do strajku generalnego. To już czwarty strajk generalny w Grecji od początku roku.
Wojna!
Strajk objął niemal wszystkich pracowników: począwszy od lekarzy i kierowców karetek po pracowników kasyn i aktorów państwowych teatrów, którzy albo w ogóle nie pracują, albo zdecydowali się na przerwy w pracy. - Sytuacja pracowników jest tragiczna, jesteśmy o krok od ubóstwa. Rząd wypowiedział wojnę, a na tę wojnę odpowiemy wojną - oświadczył jeden ze związkowców protestujących w porcie w Pireusie.
Policja ochroni posłów?
W środę ok. 5 tys. policjantów będzie starało się pokrzyżować plany protestujących, którzy chcą uniemożliwić greckim posłom wejście do budynku parlamentu. Głosowanie nad programem oszczędnościowym, mającym przynieść 28 milionów oszczędności, odbędzie się prawdopodobnie w środę. Stawką jest zarówno kolejna transza - 12 mld euro - pakietu pomocowego wartości 110 miliardów euro, przyznanego Grecji przez UE i MFW w zeszłym roku, jak i nowy plan ratunkowy.
zew, PAP