Irańczycy głosowali. Wyniki za kilka dni, ale wygrają konserwatyści
Wybory, do udziału w których było uprawnionych 48 mln z 75 mln obywateli Iranu, mogą umocnić pozycję przywódcy duchowo-politycznego, ajatollaha Alego Chameneia, wobec radykałów kierowanych przez prezydenta Mahmuda Ahmadineżada.
Przywódcom irańskim zależało na wysokiej frekwencji, aby złagodzić ostry kryzys prawomocności władzy wywołany reelekcją Ahmadineżada w roku 2009. Po ogłoszeniu wyników tamtych wyborów w Iranie wybuchły protesty, uważane za najpoważniejsze od czasu rewolucji islamskiej z 1979 roku. Ich uczestnicy zarzucali władzom fałszerstwa wyborcze.
Lokale wyborcze miały być zamknięte o godz. 18 (godz. 15.30 czasu polskiego), lecz telewizja państwowa podała, że z racji "nadzwyczaj dużej" frekwencji pozostaną otwarte dłużej. Karty wyborcze w Iranie są liczone ręcznie i na wyniki przyjdzie poczekać dwa-trzy dni - pisze Reuters.
Organizacje praw człowieka, takie jak Human Rights Watch, podkreślały, że wybory nie będą ani wolne, ani sprawiedliwe, m.in. ze względu na zdyskwalifikowanie przez władze setek kandydatów. Z kolei przywódcy opozycji albo nie mogą startować w wyborach, gdyż odsiadują wyroki, albo bojkotują głosowanie uznając je za farsę. Kampania wyborcza trwała w Iranie zaledwie tydzień.pap, ps