Bielawny - kozioł smoleński
Dodano:
Paweł Bielawny, przez osiem lat bodyguard prezydenta Kwaśniewskiego, od zeszłego roku generał, do tego roku zastępca szefa BOR-u, od kilku miesięcy w zasadzie jedyny oskarżony w sprawie katastrofy smoleńskiej mówić nie chce.
Jego proces się jeszcze nie zaczął. I nie wiadomo, kiedy się zacznie. Prokuratura na razie postawiła zarzuty: niedopełnienie obowiązków podczas wizyt premiera Donalda Tuska i prezydenta Lecha Kaczyńskiego w kwietniu 2010 roku i poświadczenie nieprawdy w dokumencie. Akt oskarżenia został przesłany do sądu.
Bielawny do winy się nie przyznaje. – Jak się ten proces skończy, to udzielę pani wyczerpującego wywiadu - obiecuje i od razu dodaje: – Mam nadzieję, że szybko, a nie za kilka lat. I na tym kończy się nasza rozmowa w przestronnym gabinecie zastępcy szefa Biura Ochrony Rządu na warszawskim Mokotowie, w którym klimatyzacja chłodzi tak, że ręce grabieją z zimna.
Bielawny może z niego korzystać do lutego przyszłego roku. Bo do tego czasu zostaje w dyspozycji szefa BOR, gen. Mariana Janickiego i nikt na jego miejsce nie będzie powołany. Co miesiąc dostaje też pensję – Od lutego tego roku, kiedy zostały postawione mi zarzuty żadnych dokumentów w BOR nie podpisuję, żadnych decyzji nie podejmuję – rzuca na odchodnym. Chcę jeszcze zapytać czy czuję się winny, czy uważa, że nie dopełnił obowiązków, czy gdyby Borowcy, jego ludzie byli przed wylądowaniem samolotu ze ś.p. prezydentem Kaczyńskim na pokładzie na lotnisku w Smoleńsku, to by… No właśnie. Ale widzę tylko zimny wzrok.
Za to były prezydent Aleksander Kwaśniewski mówi bez ogródek: Wszystkie zarzuty sformułowane przez prokuraturę w stosunku do Pawła Bielawnego wydają mi się bezpodstawne i jestem przekonany, że sąd je po prostu odrzuci. Prokuratura postanowiła uderzyć w Bielawnego, uczynić go w jakimś sensie kozłem ofiarnym. Mam niestety silne wrażenie, że w działaniu prokuratury jest szukanie winnego na siłę...
Cały tekst Magdaleny Rigamonti przeczytacie w najnowszym numerze tygodnika "Wprost", którego e-wydanie jest już dostępne od niedzielnego południa!
Bielawny do winy się nie przyznaje. – Jak się ten proces skończy, to udzielę pani wyczerpującego wywiadu - obiecuje i od razu dodaje: – Mam nadzieję, że szybko, a nie za kilka lat. I na tym kończy się nasza rozmowa w przestronnym gabinecie zastępcy szefa Biura Ochrony Rządu na warszawskim Mokotowie, w którym klimatyzacja chłodzi tak, że ręce grabieją z zimna.
Bielawny może z niego korzystać do lutego przyszłego roku. Bo do tego czasu zostaje w dyspozycji szefa BOR, gen. Mariana Janickiego i nikt na jego miejsce nie będzie powołany. Co miesiąc dostaje też pensję – Od lutego tego roku, kiedy zostały postawione mi zarzuty żadnych dokumentów w BOR nie podpisuję, żadnych decyzji nie podejmuję – rzuca na odchodnym. Chcę jeszcze zapytać czy czuję się winny, czy uważa, że nie dopełnił obowiązków, czy gdyby Borowcy, jego ludzie byli przed wylądowaniem samolotu ze ś.p. prezydentem Kaczyńskim na pokładzie na lotnisku w Smoleńsku, to by… No właśnie. Ale widzę tylko zimny wzrok.
Za to były prezydent Aleksander Kwaśniewski mówi bez ogródek: Wszystkie zarzuty sformułowane przez prokuraturę w stosunku do Pawła Bielawnego wydają mi się bezpodstawne i jestem przekonany, że sąd je po prostu odrzuci. Prokuratura postanowiła uderzyć w Bielawnego, uczynić go w jakimś sensie kozłem ofiarnym. Mam niestety silne wrażenie, że w działaniu prokuratury jest szukanie winnego na siłę...
Cały tekst Magdaleny Rigamonti przeczytacie w najnowszym numerze tygodnika "Wprost", którego e-wydanie jest już dostępne od niedzielnego południa!