Król polskich banknotów - artysta ukryty za sukcesem swoich prac
Sięgając do portfela po banknoty, nikt nie myśli, że aby się tam znalazły, nie tylko trzeba je było wydrukować i na nie zapracować, ale wcześniej ktoś je musiał jeszcze zaprojektować. Od 1975 roku robi to w Polsce jedna i ta sama osoba. Artysta grafik Andrzej Heidrich w Narodowym Banku Polskim jest często nazywany 'królem polskich banknotów', bo to on zaprojektował wszystkie, które mamy w pamięci. Począwszy od emitowanej jeszcze w czasach PRL-u serii 'Wielcy Polacy', po będące w użyciu do dnia dzisiejszego banknoty z wizerunkami władców Polski.
- Jest artystą całkowicie ukrytym za sukcesem swoich prac. Są one tak powszechne, że nie przychodzi nam do głowy, że ktoś je wymyślił - pisze o nim prezes NBP, Marek Belka.
Płacę w kasie swoim dziełem
Współpraca NBP z Andrzejem Heidrichem zaczęła się w 1960 roku. Kilka lat wcześniej, po przemianach politycznych roku 1956, kierownictwo NBP podjęło decyzję, że anachroniczne banknoty będące w obiegu od 1948 r. należy stopniowo wymienić na nowocześniejsze i mniej socrealistyczne. Do tajnego konkursu na wykonanie projektu banknotu tysiączłotowego został zaproszony m.in. Andrzej Heidrich. Wspomina, że był tym zaskoczony nie tylko dlatego, że był dość młody i nie należał do partii, ale na dodatek miał sanacyjne pochodzenie.
Ostatecznie konkursu nie wygrał, ale otrzymał w nim wyróżnienie. Bank zaczął mu też zlecać wykonywanie kolejnych szkiców. Pierwszym, który wreszcie wszedł do obiegu, był banknot pięćsetzłotowy z wizerunkiem Tadeusza Kościuszki.
- Byłem solidnie wzruszony. Chwytałem się na tym, że płacąc nim, czy obserwując go u innych ludzi, myślałem: to moje dzieło - wspominał Heidrich w jednym z wywiadów.
Po tym projekcie szybko przyszła kolej na następne: pięćdziesiątka z Karolem Świerczewskim, setka z Ludwikiem Waryńskim. Te banknoty - czy oficjalnie 'bilety NBP' - to jeden z symboli PRL-u.
Piłsudski w rezerwie
- Najwięcej pracy miałem w latach 80. Ruszyła inflacja i rynek potrzebował coraz wyższych i wyższych nominałów - mówi Heidrich.
Tak powstał banknot z wizerunkiem Fryderyka Chopina o nominale 5 tys. zł, 10 tys. zł ze Stanisławem Wyspiańskim, 20 tys. zł z Marią Curie-Skłodowską, która zresztą została wcześniej odrzucona przez komunistyczne władze, ponieważ była kobietą. W końcu w 1989 r. przyszła wreszcie kolej na Staszica o nominale 50 tys. zł.
Przemiany roku 1989 przyniosły konieczność kolejnych wymian banknotów. Na wyemitowanym przez NBP w 1990 r. banknocie z wizerunkiem Henryka Sienkiewicza o nominale 500 tys. zł znalazła się już nowa nazwa państwa, a w godle - orzeł w koronie. Potem były jeszcze banknoty: milionowy ze Stanisławem Reymontem i dwumilionowy z Ignacym Paderewskim. Jak zdradza artysta w rezerwie był jeszcze przygotowany jeden - o nominale 5 mln zł z portretem Józefa Piłsudskiego. Ostatecznie nie został skierowany do produkcji z powodu denominacji.
- Na początku lat 90. pani Gronkiewicz-Waltz, która była prezesem NBP, poprosiła mnie na rozmowę. W absolutnej dyskrecji poinformowała, że bank nie zdecydował jeszcze o terminie denominacji, więc projekt może się przydać - wspomina Heidrich.
Dla NBP przygotował w sumie 25 projektów, które na różnych etapach historii Polacy nosili i noszą w portfelach. Z okazji 50 lat tej współpracy w banku centralnym będzie można od jutra oglądać wystawę wszystkich prac Andrzeja Heidricha. Również tych, które do obiegu nigdy nie zostały skierowane.
Co będzie teraz, gdy Polskę czeka przyjęcie euro?
- Dziwne uczucie...- mówi artysta, pytany czy nie żal mu, że po jego dwusetce z Zygmuntem Starym, która jest obecnie w obiegu, może skończyć się historia papierowych złotówek.