Turcja zapewnia: nie narażaliśmy życia pasażerów syryjskiego samolotu

Dodano:
Turcja zmusiła do lądowania syryjskiego Airbusa A320 lecącego do Damaszku z Moskwy (fot. EPA/CEM OKSUZ/ANADOLU AGENCY/PAP)
Tureckie ministerstwo spraw zagranicznych odrzuciło oskarżenia Syrii i Rosji dotyczące narażenia na niebezpieczeństwo pasażerów syryjskiego samolotu, który został dzień wcześniej zmuszony do lądowania w Ankarze w celu skontrolowania jego ładunku. "Wyrażone zastrzeżenia, dotyczące narażenia życia i bezpieczeństwa pasażerów, są bezpodstawne" - głosi komunikat ministerstwa. W jego dalszej części podkreślono, że "przy lądowaniu zostały podjęte wszelkie środki, by zapewnić bezpieczeństwo i odpowiedzieć na potrzeby pasażerów".
Tureckie MSZ zaznaczyło, że pasażerowie mogli skorzystać z poczekalni na lotnisku do czasu zakończenia kontroli, ale większość z nich wolała pozostać na pokładzie. W czasie całej kontroli "w pogotowiu była ekipa medyczna i karetki". Ankara oświadczyła też, że załoga syryjskiego samolotu została uprzedzona o planowanej kontroli, gdy maszyna znajdowała się "nad Morzem Czarnym, tak by miała możliwość zawrócić".

Rosyjskie ministerstwo spraw zagranicznych poinformowało wcześniej, że zwróciło się do Ankary o wyjaśnienia dotyczące uziemienia samolotu z Moskwy do Damaszku, na pokładzie którego znajdowało się 17 tureckich obywateli. Rosja zarzuciła także tureckim władzom, że uniemożliwiły rosyjskim dyplomatom dostęp do swych współobywateli, którzy "przez osiem godzin byli uwięzieni na lotnisku". Strona turecka odpowiedziała na te zarzuty twierdząc, że pilot samolotu nie przekazał listy pasażerów i władze zostały poinformowane przez rosyjskiego ambasadora o obecności Rosjan na pokładzie "krótko przed odlotem samolotu z Ankary".

Według syryjskiego resortu spraw zagranicznych zatrzymanie samolotu przez Turcję było "kolejną oznaką wrogiej polityki tureckiego rządu" wobec władz w Damaszku. Syryjskie władze zażądały od Turcji "zwrócenia całej zawartości samolotu w nienaruszonym stanie".

Syryjski Airbus A320 znajdujący się nad turecką przestrzenią powietrzną został 10 października zmuszony do lądowania na lotnisku w Ankarze, ponieważ tureckie władze - jak twierdziły tamtejsze media - podejrzewały, że na pokładzie mogła znajdować się broń dla reżimu Baszara el-Asada. Turecka państwowa telewizja TRT podała później, że na pokładzie znajdował się wojskowy sprzęt łączności. Dziennik "Yeni Safak" twierdzi, że w 10 kontenerach przewożono m.in. odbiorniki radiowe, anteny i "urządzenia, które są uważane za części rakiet". Ani telewizja, ani gazeta nie podały, z jakich źródeł pochodzą te informacje. Minister spraw zagranicznych Turcji Ahmet Davutoglu powiedział jedynie, że ładunek samolotu zawierał "elementy, które są w przypadku lotów cywilnych nielegalne".

PAP, arb

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...